Box Office USA: 29.01 - 31.01
I Mel Gibson nie dał rady...
Kolejny premierowy tytuł nie sprostał filmowi Jamesa Camerona. Tym razem był nim "Edge of Darkness" z Melem Gibsonem, którym po długiej przerwie powrócił do aktorstwa. Tymczasem "Avatar" ma już na koncie ponad 595 milionów dolarów. Do "Titanica" brakuje mu niespełna 5 milionów dolarów.
Obraz Jamesa Camerona (pierwsze miejsce) na czele amerykańskiego box office'u znajduje się już siódmy tydzień. Mimo to, nie miał żadnych problemów z utrzymaniem pozycji lidera (co ciekawe, najbliżej przegranej był podczas drugiego weekendu, kiedy to mocno naciskał "Sherlock Holmes"). Inna sprawa, że zawiódł trochę premierowy "Edge of Darkness". "Avatar" ustanowił nowy rekord wpływów w czasie siódmego weekendu wyświetlania.
Filmy z największymi wpływami podczas VII weekendu wyświetlania
-
"Avatar" (2009) - 31,3 milionów dolarów (21% przewaga).
-
"Titanic" (1997) - 25,9 miliona dolarów.
-
"Pasja" (2004) - 15,2 miliona dolarów.
-
"The Blind Side" (2009) - 11,9 miliona dolarów.
-
"Pani Doubtfire" (1993) - 11,5 miliona dolarów.
W sumie na koncie "Avatara" znajduje się już 595,8 miliona dolarów. Do "Titanica" brakuje niewiele ponad milionów dolarów. Poprzedni film Jamesa Camerona zostanie zdetronizowany jeszcze przed kolejnym weekendem.
Filmy z największymi wpływami w Stanach Zjednoczonych (bez uwzględnienia inflacji):
-
"Titanic" (1997) - 600,8 miliona dolarów.
-
"Avatar" (2009) - 595,8 miliona dolarów.
-
"Mroczny rycerz" (2008) - 533,3 miliona dolarów.
-
I weekend - 77 milionów dolarów.
-
II weekend - 75,6 miliona dolarów (2% spadek wpływów).
-
III weekend - 68,5 miliona dolarów (9% spadek wpływów)
-
IV weekend - 50,3 miliona dolarów (27% spadek wpływów).
-
V weekend - 42,8 miliona dolarów (15% spadek wpływów).
-
VI weekend - 34,9 miliona dolarów (18% spadek wpływów).
-
VII weekend - 31,3 miliona dolarów (11% spadek wpływów).
-
"Avatar" miał w tym tygodniu o tyle prostsze zadanie, że poniżej oczekiwań zaprezentował się premierowy film akcji "Edge of Darkness". Spodziewano się wyniku w granicach 25 milionów dolarów. Co nie zmienia faktu, że "Avatar" i tak nie zostałby pokonany. "Edge of Darkness" (budżet - 80 milionów) na starcie zgromadził 17,2 miliona dolarów (drugie miejsce). To najsłabsze otwarcie pośród ostatnich dziesięciu filmów Mela Gibsona.
Niepostrzeżenie od ostatniego występu Gibsona przed kamerą (w kinowym filmie) minęło sześć lat. A dokładnie rzecz biorąc jeszcze więcej. W 2004 roku aktor tylko na moment pojawił się w swojej produkcji "Paparazzi". Rok wcześniej zagrał jedynie drugoplanową rolę w filmie "Śpiewający detektyw", którego również był producentem. Tak więc po raz ostatni Gibson podjął się poważnego aktorskiego zadania w 2002 roku w filmie "Znaki". Pod względem wpływów jest to największy aktorski sukces Mela Gibsona. W Stanach Zjednoczonych obraz M. Nighta Shyamalana zarobił 228 milionów dolarów, w sumie na całym świecie blisko 410 milionów dolarów.
Większe uznanie i większe pieniądze przyniosły jednak Gibsonowi filmy, które wyreżyserował. Choć jest ich zaledwie cztery, a wymienić należy jedynie dwa. Pierwszy to "Braveheart - Waleczne serce" (1995), który przyniósł bohaterowi "Zabójczej broni" wiele wyróżnień w tym dwa Oscary (produkcja + reżyseria) i Złoty Glob (reżyseria). W kinach "Braveheart" sprzedał się dobrze (w sumie 210 milionów dolarów), choć wpływy w Stanach Zjednoczonych nie rzuciły na kolana (75,6 miliona dolarów). Za to kolejny film wyreżyserowany przez Gibsona okazał się prawdziwą "żyłą złota". Kosztująca zaledwie 30 milionów dolarów "Pasja" (2004), która przez długi czas nie mogła znaleźć dystrybutora i w konsekwencji została wprowadzona do kin przez małą firmę na bardzo korzystnych dla Gibsona (jako producenta) warunkach, na całym świecie zarobiła 612 milionów dolarów. W Stanach obraz zgromadził 370,8 miliona dolarów. Przypomnijmy, że "Pasja" jest drugim najpopularniejszym zagranicznym filmem w polskich kinach po 1989 roku. Do "Titanica" zabrakło niespełna 70 tysięcy widzów.
Na reżysera Mel Gibson wybrał (w tym przypadku chyba tak właśnie było, że to aktor wskazał reżysera) Martina Campbella. Twórcę dwóch najwyżej chyba ocenianych w ostatnich latach filmów o Jamesie Bondzie: "GoldenEye" (1995) oraz "Casino Royale" (2006). Campbell ma jednak na koncie także poważne wpadki. W 2003 roku obraz z Angeliną Jolie i Clive'em Owenem zarobił w Stanach zaledwie 4,4 miliona dolarów. Natomiast z ogromną krytyką reżyser spotkał się dwa lata później przy okazji filmu "Legenda Zorro" (w Stanach skromne 46,5 miliona dolarów). Wszystko wskazuje na to, że kolejną wpadką (przynajmniej finansową) Campbella będzie "Edge of Darkness".
Drugą premierą minionego weekendu była romantyczna komedia "Pewnego razu w Rzymie". Gwiazdą filmu jest Kristen Bell. Kibicujemy aktorce, bo ma polskie korzenie. Nie dziwi więc, że pierwszym filmem, w którym wystąpiła był "Ślub po Polsku" (Bell miała wówczas osiemnaście lat) z 1998 roku. Pierwsze sukcesy zaczęła jednak odnosić w telewizji (serial "Weronika Mars" 2004 - 2007, musical "Marihuanowe szaleństwo" 2005). W kinie pojawiła się w filmie "Spartan" (2004), zagrała główną rolę w horrorze "Puls" (2006). Przełomem była rola w komedii Judda Apatowa (produkcja i scenariusz) "Chłopaki też płaczą" (2008). Obraz zgromadził w Stanach 63,2 miliony dolarów. W ubiegły roku dużą popularnością cieszyła się kolejna komedia z jej udziałem "Raj dla par" (blisko 110 milionów w USA). "Pewnego razu w Rzymie" to już poważny sprawdzian dla Kristen Bell, która w tej romantycznej komedii jest pierwszoplanową postacią (jej partnerem jest znany z dwóch części "Transformers" Josh Duhamel).
Sprawdzian wypadł dość dobrze. "Pewnego razu w Rzymie" zgromadził na starcie 12,4 miliona dolarów (trzecie miejsce) i na pewno przyniesie producentom zyski. Bez wątpienia budżet produkcji nie przekroczył 20 milionów dolarów. Średnia na kopię niewiele gorsza od średniej filmu z Melem Gibsonem. "Pewnego razu w Rzymie" osiągnął na starcie lepszy wynik niż romantyczna komedia z Amy Adams "Oświadczyny po irlandzku".
Dzięki małemu spadkowi popularności (29%) czwartą pozycję utrzymała "Dobra wróżka". Familijna produkcja zawiodła w czasie premierowego weekendu, teraz więc trochę poprawiła swoje notowania. Obraz zebrał dzisiaj 10 milionów dolarów. Do budżetu (48 milionów) jeszcze jednak daleko - po 10 dniach 26,1 miliona dolarów.
Pierwszą piątkę zamyka "Księga ocalenia" (8,9 miliona dolarów). Postapokaliptyczna produkcja z Denzelem Washingtonem swój plan w Ameryce zrealizowała. Na jej koncie znajduje się 74,5 miliona dolarów. Końcowy rezultat w granicach 100 milionów dolarów to bardzo dobry wynik.
Bardzo duże straty podczas drugiego weekendu poniósł "Legion" (59% spadek wpływów). Thriller (budżet - 26 milionów dolarów) miał jednak nadspodziewanie dobre otwarcie (17,5 miliona dolarów), który zapewnił mu sukces. Podczas minionego weekendu 7,2 miliona dolarów (szóste miejsce), zaś po 10 dniach - 29 milionów dolarów.
Na siódmym miejscu "Nostalgia anioła" (4,7 miliona dolarów). W sumie obraz Petera Jacksona zebrał w Stanach jedynie 38 milionów dolarów. Po raz kolejny spadek popularności był dość duży (44%). Film w amerykańskich kinach poniósł porażkę, nawet jeśli "zweryfikowano" (o 35 milionów) budżet produkcji.
Premiery najbliższego tygodnia: "Pozdrowienia z Paryża" - film akcji z Johnem Travoltą (produkcja Luc Besson); "Wciąż ją kocham" - romantyczna opowieść Lasse Hallstroma.
Sklep
Forum










