"Assassin's Creed" - recenzja wydania DVD filmu

Autor: osti
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
13 lipca 2017

Prawdziwy skok wiary

Z filmowymi adaptacjami gier wideo to są jakieś jaja! Klapa goni klapę, ale kolejne produkcje i tak powstają. W końcu jeśli jakaś seria w ciągu dekady sprzedała się w liczbie stu milionów sztuk (!!!), to ktoś na pewno pójdzie na jej ekranizację do kina. I tak właśnie kręci się ten biznes.

Przełożenie „growego” języka na język filmu z całą pewnością nie jest łatwym zadaniem. Do tego często podejmują się go niestety ludzie kompletnie nieznający się ani na jednym, ani na drugim (Uwe Boll). Czasem tak zwana adaptacja niemalże całkowicie zrywa z oryginałem (Resident Evil w zasadzie jedynie nazewnictwo czerpie z gier), przez co stanowi spory zawód dla wiernych fanów. Zdarzają się jednak i perełki, które wprawdzie nie zapisują się złotymi literami w historii kina, ale przynajmniej nie są kompletnym gniotem.

Tak było na przykład z wyprodukowanym przez Disneya Księciem Persji, który stanowił po prostu przyzwoicie zrealizowane kino przygodowe. W 2016 roku do elitarnego grona nie-beznadziejnych filmowych adaptacji gier wideo dołączył Assassin's Creed. Za sprawą Imperial Cinepix możemy omawianą produkcję dodać do kolekcji „książkowych” wydań DVD. Czy warto?

Odpowiedź na to pytanie nie jest niestety łatwa. Fani gier z tej serii na pewno będą lekko zawiedzeni, gdyż Justin Kurzel raczej po macoszemu potraktował materiał źródłowy. Na kinowy ekran przeniesiono ideę przeżywania wspomnień przodków dzięki specjalnej maszynie oraz konflikt między Templariuszami i Asasynami. Reszta to już raczej swobodna wariacja, która nie ma zbyt wiele wspólnego z oryginałem.

Ale być może właśnie dlatego Assassin's Creed jest filmem całkiem niezłym. Twórcy bardzo ostrożnie stąpali między oczekiwaniami fanów, a koniecznością zainteresowania nowych widzów. Gwiazdorska obsada i scenariusz, który nie atakuje odbiorcy przesadną ilością absurdów, sprawiają, że mamy do czynienia z obrazem w sam raz na leniwy letni wieczór.

O kształcie filmu decyduje przede wszystkim trio: Justin Kurzel, Michael Fassbender oraz Marion Cotillard. Pracowali oni ze sobą już przy okazji Makbeta, co bez wątpienia wpłynęło na ich sprawną kooperację przy nowym projekcie. Na ekranie pojawiają się także między innymi Jeremy Irons, Brendan Gleeson, Charlotte Rampling i Michael Kenneth Williams. Z taką obsadą – nawet jeśliby grała na pół gwizdka – ciężko zrealizować gniota.

Największym problemem filmowego Assassin's Creeda jest jego pewna nijakość. Bo z jednej strony widzimy niezłe efekty specjalne, sporo akcji, doskonałą obsadę i sensowny scenariusz. Z drugiej jednak, absolutnie nic z tego nie zostaje w pamięci po zakończeniu seansu.

Wydanie DVD wypada znacznie lepiej niż sama ekranizacja. Książeczka zawiera sporo ciekawych informacji związanych z genezą filmu, a na samej płycie znajdziemy także prawie 40-minutowy dokument (z polskimi napisami) przybliżający kulisy produkcji, galerię zdjęć oraz zwiastuny. Twórcy wypowiadają się na temat zmian względem oryginału i inspiracji czerpanych z serii Ubisoftu. Świetny dodatek, który docenią nie tylko fani gry! Sam film możemy obejrzeć zarówno z listą dialogową oraz lektorem.

Osobiście większe wrażenie zrobił na mnie Makbet, czyli  wcześniejszy film tria Kurzel-Fassbender-Cotillard Jeśli oglądaliście Assassin's Creed w kinie, prawdopodobnie nie wrócicie do niego na DVD – chyba, że ze względu na dodatki. Jeśli jednak nie mieliście jeszcze do czynienia z tą adaptacją, to miks science-fiction i historii potrafi całkiem skutecznie zabić odrobinę waszego czasu.



blog comments powered by Disqus