"Atomic Blonde" - recenzja filmu

atomic blonde recenzja

Pozdrowienia z Berlina

Atomic Blonde w największym skrócie jest żeńską odpowiedzią na Johna Wicka. Oba filmy łączy osoba reżysera Davida Leitcha. W panującym obecnie trendzie na feministyczne odpowiedniki klasyków, powstanie Atomic Blonde wydawało się więc kwestią czasu. Czy słusznie?

Kiedy w kinach pojawił się John Wick, przez skórę dało się odczuć, że narodził się niespodziewany klasyk. Choć tonął fabularnie w kinie klasy B, miał coś, czego w gatunku sensacji jest zwykle próżno szukać – powiew świeżości, energii kinetycznej i funu wynikającego z dużej mierze z faktu, że John Wick (jak również jego bardzo udany sequel) to kino bardzo siebie świadome. Dzięki temu z łatwością przełyka się fabularną prostotę, punkt wyjścia i sposób prowadzenia historii. Wszystko podane lekko, przyjemnie i z przymrużeniem oka. Atomic Blonde wydaje się być na drugim końcu tego porównania.

Scenarzysta Kurt Johnstad jest znany głównie jako twórca skryptów do obu części 300 oraz Człowieka ze stali. Jego scenariusze na pewno cechuje ambicja, przez którą jednak zawsze tracą one na spójności. Za to niemal w każdym przypadku te historie przekuwane są na efektownie wyglądające widowiska, co w rezultacie sprowadza się do stwierdzenia, że mamy do czynienia z przerostem formy nad treścią.

atomic blonde recenzja

Fabuła Atomic blonde, oparta na komiksie The Coldest City, to historia super szpiega Lorraine Broughton (Charlize Theron), która wysłana do Berlina ma za zadanie odnaleźć i przechwycić utraconą przez wywiad listę podwójnych agentów zachodniego wywiadu. Pomaga jej w tym szef berlińskiego oddziału David Percival (James McAvoy w stylistyce rodem z Podziemnego kręgu). Od ich misji zależy los całej agencji, więc stawka jest duża. Kolorytu dodaje fakt, że wszystko dzieje się w gorącym historycznie okresie, bo tuż przed upadkiem Muru Berlińskiego.

Choć czeka nas historia pełna zwrotów akcji, Leitch nawet nie próbuje ukrywać, że najbardziej interesuje go styl i efektowne sceny akcji. Charlize Theron wygląda jak z okładki magazynu modowego, ale używa do walki lin, patelni, młotków i wszystkiego, co znajdzie pod ręką. Nawet jeśli z gracją zeskoczy z piętra na linie używając przeciwnika jako kotwicy, ląduje odbijając się „brzydko” od ściany. Tłem akcji są szare i ponure ulice Berlina na przemian z kolorowymi, pełnymi neonów nocnymi klubami. Ale najbardziej osobliwym kontrastem są bardzo częste widoki nagiej Theron, która zażywa kąpieli w lodowatej wodzie.

Wizualne zabiegi nie służą samej historii, co dobrze podkreśla świetny mastershot, który (ze względów technicznych albo artystycznych – trudno jednoznacznie stwierdzić) stylem odbiega od reszty filmu i przypomina Raid, bowiem Theron pokonuje kawał klatki schodowej, by unicestwić stojących na drodze wrogów. Leje się krew, trzaskają kości, a  energia kinetyczna w końcu przeskakuje na widza, który czuje, że ogląda realny survival odarty z ostentacyjnego hiper stylu.

atomic blonde recenzja

Scenariusz, choć wypełniony twistami, jest niemal pozbawiony emocjonalnego jądra. Ten fakt potęgują dwa elementy: niewiele wiemy o samej bohaterce, a struktura skryptu (walka/tona dialogów/walka/tona dialogów etc.) działa na niekorzyść zawiłej historii. Po jakimś czasie trudno nadążać za tym, kto jest kim, nawet jeśli Theron – niczym nieśmiertelna heroina – łupie kolejnych bad guyów.

Leitch, w stylu Tarantino, okrasza akcję doskonale dobraną muzyką. Usłyszymy Depeche Mode, Queen, Duran Duran czy Nena i jej 99 Luftballons (które to również dźwięczą w Watchmen. Strażnikach Snydera). W połączeniu ze zdjęciami nakręconymi przy użyciu „vintage’owych” obiektywów, całość sprawia wrażenie oldschoolowego tworu.

Atomic Blondenie jest żadnym kamieniem milowym, ale jej wizualna strona uzmysławia, jak źle wygląda większość kręconych dzisiaj filmów akcji. I choćby dlatego warto wybrać się do kina. Przy okazji można odpowiedzieć sobie na pytanie czy żeńska wersja Johna Wicka trafiła w wasz gust.

Korekta: Damian "Nox" Lesicki

atomic blonde


blog comments powered by Disqus