„Zły Mikołaj 2” - recenzja wydania DVD filmu

Autor: Oldboy
Korekta: Marta Kononienko
16 maja 2017

Nie wchodzi się dwa razy do tego samego komina

 

Za wielką wodą święta Bożego Narodzenia są integralną częścią popkultury. Stąd coroczny wysyp specjalnych odcinków seriali, wydań komiksów, no i oczywiście, filmów. Większość z nich to schematyczne, ckliwe gnioty, z rzadka zdarzają się perełki. Czasami trafiają się też produkcje, które wybitne może nie są, ale zyskują status kultowych – jak Kevin sam w domu na naszym rodzimym gruncie, czy Zły Mikołaj w Stanach Zjednoczonych. Zaskakująca popularność tego drugiego doprowadziła do powstania sequelu, a udział w nim wzięli wszyscy główni bohaterowie znani z pierwszej części.

 

Wydarzenia rozgrywają się 10 lat od zakończenia poprzedniego filmu. Willie Soke zaprzepaścił szansę na magiczną, bożonarodzeniową przemianę. Dalej jest samotnym, zapijaczonym, obscenicznym menelem imającym się różnych dorywczych zajęć, z których notorycznie z hukiem wylatuje. Nie dokonuje już też świątecznych skoków na centra handlowe, co pozwala mu spokojnie staczać się coraz niżej. Jedynym „promyczkiem” rozświetlającym mrok jego życia jest Thurman Merman, którego rozwój fizyczny zdecydowanie wyprzedził intelektualny. Stary złodziej na wszelkie sposoby stara się pozbyć opóźnionego chłopaka, który po śmierci babki traktuje go jak całą swoją rodzinę. Niespodziewaną szansę na odmianę losu daje mu dawny współpracownik karzeł Marcus. Intratna propozycja kolejnego świątecznego skoku każe Willie’mu zapomnieć o tym, iż podczas ostatniej roboty wspólnik próbował go zabić i wyruszyć z ciepłej Arizony do mroźnego Chicago. W ślad za pokręconym przestępczym duetem podąża Thurman, który nie chce spędzać świąt samotnie. Na miejscu okazuje się, że celem rabunku jest sejf fundacji charytatywnej, a pomysłodawcą operacji jest… Sunny Soke, matka Williego! Przygotowanie do akcji wymaga kamuflażu, więc Willie ponownie przywdziewa czerwony kostium, Marcus zaś zielony strój elfa. Niepokorne i wybuchowe charaktery oraz skomplikowane relacje między bohaterami nie ułatwiają zaplanowania rabunku, a Williego dodatkowo rozprasza ponętna pani prezes fundacji. Gdy pomimo trudności wszystko zmierza do przestępczego finału, daje o sobie znać świąteczny cud niesiony przez jedyne dwie osoby, które wierzą w ukrytą dobroć Williego – Thurmana Mermana i Diane Hastings…

 

 

Scenariusz nie jest skomplikowany, gładko prowadzi poprzez gagi od jednego punktu fabularnego do kolejnego. Największym atutem tego filmu są bowiem interakcje między bohaterami i znakomita gra aktorska. Naprawdę trudno sobie wyobrazić kogoś innego jako Williego Soke’a niż nihilistycznie arogancki Billy Bob Thornthon. Równocześnie ciężko też oprzeć się wrażeniu, że ta rola nie sprawia mu wielkich kłopotów i nie musi zbyt wiele udawać. Razem z partnerującym mu Tonym Coxem – Marcusem – tworzą istną mieszankę wybuchową. Już samo zestawienie razem tych dwóch postaci jest katalizatorem niewybrednych żartów, a jeśli dodamy do zespołu Kathy Bates jako zdegenerowaną matkę głównego bohatera, otrzymujemy istną bombę, eksplodującą co chwilę na ekranie rynsztokowym humorem. Osobną ligę tworzy Brett Kelly, który chociaż nie jest zawodowym aktorem – lub właśnie dlatego – brawurowo wciela się w Thurmana Mermana, każąc się zastanawiać: czy on w ogóle gra, czy może jest taki w rzeczywistości? Postaciom pierwszego planu dzielnie sekundują pozostali aktorzy, prezentując solidny, równy poziom.

 

Zły Mikołaj 2 to film zabawny, jeśli ktoś lubi obsceniczny i bezpretensjonalny humor wyszydzający sztampowy świąteczny klimat. Nie można jednak oprzeć się wrażeniu wtórności i schematyczności tej produkcji, zwłaszcza jeśli ktoś oglądał pierwszą część. Oś fabularna sprawia dodatkowo, że przebieg akcji odmierzany jest kolejnymi gagami niepowiązanymi bezpośrednio z głównym wątkiem. Byłoby to może do zniesienia, gdyby twórcy byli konsekwentni w szerzeniu zła, jednak - zgodnie z bożonarodzeniowym schematem - kastrują film obowiązkowym świątecznym cudem.

 

Mimo wszystko z zalewu produkcji spod znaku jemioły i choinki zdecydowanie wolę te niegrzeczne, których godnym reprezentantem jest Zły Mikołaj 2. Jeśli uważacie podobnie – bierzcie to DVD w ciemno. Nie spodziewajcie się jednak interesujących dodatków, bo poza kilkoma zwiastunami, nie ma tam żadnych. Ciekawa jest za to obszerna książeczka prezentująca kulisy powstawania filmu, z której można dowiedzieć się, między innymi, jakie miasto zagrało w tej produkcji Chicago.

 

Poza tym - być może filmy świąteczne to ginący gatunek? Przecież już wkrótce może je zastąpić nowa świecka tradycja grudniowej premiery kolejnego filmu z uniwersum Gwiezdnych Wojen

 

 

 

 



blog comments powered by Disqus