Recenzja filmu "Piękne istoty"

PR ma bardzo duży wpływ na to, jak widz podejdzie do filmu. W moim przypadku reklamowanie czegoś jako kolejne dzieło pokroju książki Zmierzch sygnalizuje, że powinnam się trzymać z daleka od takiej produkcji. Gdyby nie moja chęć przezwyciężania stereotypów, nigdy nie wybrałabym się na Piękne istoty. Muszę jednak przyznać, iż bałam się tego, że film rzeczywiście będzie przypominał mdławy i żenujący Zmierzch, że aktorzy okażą się nieożywionymi kukiełkami, a fabuła sprawi, iż będę chciała jak najszybciej zapomnieć o tym, co obejrzałam. Na szczęście moje obawy okazały się płonne.

Lena Duchannes sprowadza się do małego miasteczka na południu Stanów Zjednoczonych – Gatlin. Jej wujkiem jest Macon Ravenwood, którego lokalna społeczność uważa za dziwaka i wysłannika szatana. To właśnie przez to dziewczyna nie zostaje zaakceptowana, staje się tematem plotek oraz szykan. Jedyną osobą, która nie pastwi się nad bohaterką jest Ethan Wate. Co więcej, to właśnie on wyciąga do niej pomocną dłoń i pomaga przystosować się do panujących warunków. Pragnie zjednać sobie przychylność dziewczyny, ponieważ jest ona piękną nieznajomą z jego snów.

Piękne istoty to ekranizacja pierwszej części trylogii autorstwa Kami Garcii i Margaret Stohl, której głównymi bohaterami jest dwójka zakochanych w sobie nastolatków – Lena, potrafiąca władać magią, oraz Ethan, chłopiec zakochany w książkach. Zarówno film, jak i książka, należą do gatunku paranormal romance i są przeznaczone dla tak zwanych young adults, czyli młodych dorosłych. Produkcja porusza problem miłości pomiędzy przedstawicielem fantastycznej rasy a śmiertelnikiem. Ów motyw jest ostatnio bardzo popularny, o czym może świadczyć niebywały (choć niezasłużony) sukces sagi Zmierzch. Na samym początku wspominałam o marketingowym porównaniu Pięknych istot do historii autorstwa Meyer. Owszem, w filmie spotkamy wątek miłosny, rozterki nastolatków czy inne charakterystyczne dla paranormal romance wątki, jednak, w porównaniu z produkcją o Edwardzie i Belli, historia Leny i Ethana nie jest nudna, nie powoduje, że chce się wyjść z kina. Wprawdzie nie okazała się do końca przekonująca i czasami była za bardzo patetyczna, ale oglądało się ją o niebo lepiej niż miłosne wybryki świecącego wampira i jego kochanicy.

Bardzo ważną kwestią poruszoną w filmie jest motyw nietolerancji, tak popularny w szkołach i społeczeństwie. Główna bohaterka staje się swego rodzaju psychicznym workiem treningowym dla mieszkańców miasteczka. Jest nowa, pochodzi z tajemniczej rodziny, dlatego musi być wysłannikiem zła. Szczucie przez mieszkańców głównej bohaterki, pokazanie, że „inne” znaczy „złe” stanowi oś, wokół której toczy się akacja filmu.

Na uwagę zasługuje również pokazanie ludzkiej obłudy. Gatlin to małe zapyziałe miasteczko, w którym nuda aż piszczy. Lokalni mieszkańcy większość czasu spędzają na modłach w kościele, jednak nie zachowują się jak prawdziwi chrześcijanie. Rzucają czcze oskarżenia i spychają na margines rodzinę Leny.

Niewątpliwym plusem filmu jest gra aktorska. Niesamowity Jeremy Irons oraz znakomita Emma Thompson pokazali, jak dobrymi są aktorami. Sceny z ich udziałem należą do najlepszych w całej produkcji, są realistyczne i przekonywujące. Jeżeli zaś chodzi o Aldena Ehrenreicha i Alice Englert, okazali się o niebo lepsi od Roberta Pattisona i Kristen Stewart. Byli przekonujący, żywi, i co najważniejsze, potrafili zagrać emocje. Nie mieli tylko jednego wyrazu twarzy, pokazywali wachlarz szargających nimi uczuć.

Piękne istoty to film, który może się spodobać. Bajeczne zdjęcia, ciekawe efekty specjalne – to wszystko dodaje smaczku produkcji i przyciąga odbiorców. Historia miłosna nie jest mdława, a problemy nastolatków przerysowane. Wprawdzie film na pewno nie spodoba się każdemu, jednak nastolatkom szukającym chwili rozrywki i lubującym się w paranormal romance powinien. Mnie osobiście zaskoczył. Spodziewałam się czegoś tandetnego, a otrzymałam ciekawą historię. Może nie jest to cud kinematografii, jednak na pewno nie mogę powiedzieć, że film jest nudny i szkoda na niego czasu.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus