"Ben Hur" - recenzja wydania DVD

Autor: Marta Kononienko
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
19 marca 2017

Jezus z twarzą

 

Pewne filmowe klasyki powinny pozostać nietknięte. Wprawdzie zmieniają się czasy, kontekst oraz możliwości i przez to trudno nam oglądać niektóre rzeczy, jak na przykład kino nieme lub kilkugodzinne dramaty ze złotej ery Hollywood, jednakże mają one swój unikalny czar i niespotykane już dzisiaj aktorstwo. Często też – mimo postępu technologicznego – posiadają dużo wiarygodniej wykonane efekty specjalne niż ich późniejsze remaki. Tak jest właśnie w przypadku Ben-Hura, próbującego być lepszym niż oryginał z 1959 r., który to jednocześnie sam jest remakiem filmu niemego z lat 20. Jak ta najnowsza produkcja wypada na tle poprzednich i czy jako samodzielny film jest warta obejrzenia? Czego możemy się dowiedzieć z wydania DVD?

 

Ben-Hur opowiada historię żydowskiego księcia Judy Ben-Hura (Jack Huston), który zostaje zdradzony przez swojego przybranego brata Messalę (Toby Kebbell), trafia do rzymskiej niewoli i zostaje galernikiem. W czasie jednej z potyczek jego statek zostaje zniszczony, a Juda dryfuje przez wiele dni na morzu, by w końcu dotrzeć do brzegu. Tam ratuje go Afrykańczyk Ilderim (Morgan Freeman), który – w zamian za uratowanie jednego z jego koni – proponuje mu udział w wyścigach rydwanów, by Ben-Hur mógł zemścić się na Messali za zdradę. Cała fabuła przeplata się z historią Jezusa Chrystusa oraz jego nauczania, pod wpływem którego główny bohater w końcu zaczyna podążać jego śladem.

 

Trzeba przyznać, że film jest prowadzony całkiem dobrze. W odpowiednich momentach trzyma w napięciu, w innych nie jest przesadnie patetyczny. Także aktorsko nie jest najgorszy. Jack Huston dobrze gra swoją rolę, nie wspominając o Morganie Freemanie oraz aktorkach wcielających się w matkę (Ayelet Zurer), siostrę (Sofia Black-D’Elia) i ukochaną (Nazanin Boniadi) Ben-Hura. Dobra jest także muzyka, która nie przeszkadza w odbiorze filmu i płynnie wpisuje się w poszczególne sceny. Problem z tą produkcją zaczyna się dopiero wtedy, gdy mamy w pamięci klasycznego Ben-Hura z 1959 r. lub nawet tego z lat 20.

 

 

Wtedy nowa wersja wyda nam się miałka, płytka i postawi nas przed zasadniczym pytaniem – po co było w ogóle robić remake tak dobrego filmu? Reżyser Timur Bekmambetov powiedział, że chciał zrobić ten film na nowo. Tak naprawdę jednak to, co zrobił, jest powieleniem poprzedniej wersji, a to co zostało zmienione, zubożyło historię Ben-Hura. Najgorszym ciosem było ujawnienie postaci Jezusa, który w klasycznej wersji pozostawał do widza zawsze tyłem, bez pokazywania swojej twarzy. Dzięki temu stanowił tło fabuły, jednocześnie będąc swego rodzaju symbolem wpływającym na życie głównego bohatera. W nowym Ben-Hurze Jezusa gra Rodrigo Santoro i pojawia się na ekranie równie często co Messala. Kwestie, które wypowiada tłumaczą nam fabułę i sprawiają, że wszystko mamy podane łopatologicznie, jak na tacy. Być może współczesne kino musi takie być, ale niestety – film przez to nie wymaga już od nas żadnego wysiłku. I faktycznie, nowa wersja jest dużo bardziej rozrywkowa, z happy endem dla Messali (w przeciwieństwie do oryginału) i dużą ilością scen akcji. Wyścig rydwanów to już nie walka dwóch niegdyś przyjaciół, a obecnie wrogów, tylko widowiskowe wywrotki, brutalne zderzenia i krwawe rany. Efekty specjalne także pozostawiają wiele do życzenia. Gdzieś w tym wszystkim zgubił się przekaz, a pozostała jedynie oczywista historia we w miarę ładnym obrazku.

 

Wersja DVD Ben-Hura została wydana w pudełku bez dodatkowych książeczek czy wkładek. Na płycie znajdziemy zarówno sam film, jak i dwa krótkie materiały dodatkowe. Ben-Hura możemy obejrzeć w standardzie Dolby Digital 5.1 w czterech wersjach językowych: angielskiej, polskiej, czeskiej i węgierskiej. Mamy możliwość wyboru napisów z bardzo szerokiej gamy: angielskie, polskie, czeskie, estońskie, greckie, hebrajskie, węgierskie, islandzkie, litewskie, łotewskie, portugalskie, rumuńskie lub słowackie. Te opcje językowe dotyczą tylko filmu, w materiałach dodatkowych z góry narzucone są nam napisy polskie i wersja dźwiękowa angielska. Niestety w polskim tłumaczeniu znalazło się parę błędów. W menu, oprócz wyboru ścieżki dźwiękowej i napisów, możemy także obejrzeć po prostu jedną z 16 scen, na które podzielony został film oraz sięgnąć do materiałów dodatkowych. Menu jest bardzo czytelne i sprawnie działa. W polskich napisach znalazło się parę błędów.

 

 

Materiały dodatkowe obejmują dwa 10-minutowe filmiki. Pierwszy nazywa się Imponująca obsada i znalazły się w nim wypowiedzi osób odpowiedzialnych za casting, które opowiadają o tym, w jaki sposób poszukiwali aktorów do konkretnych ról. Możemy się z niego dowiedzieć między innymi, że Jack Huston początkowo walczył o rolę Messali. Twórcy postawili także na różnorodność kultur i do ról angażowali aktorów z różnych krajów świata. Drugim materiałem dodatkowym jest Wyścig rydwanów i jest on dużo ciekawszy, ponieważ pokazuje nam ujęcia z planu i przekształcanie ich w komputerze na obraz, który widzimy finalnie w scenie zawodów. Aktorzy odgrywający główne role przygotowywali się do tej sceny około 3 miesięcy. Arena została specjalnie wybudowana na potrzeby filmu, a sam wyścig kręcony był 33 dni, co pokazuje ogrom pracy włożony w drobiazgowe przygotowanie planu. Świetnie zilustrowano także ile w danej scenie jest udziału komputera, a ile samej pracy na planie. Część koni została dodana w efektach specjalnych, podobnie jak całe tło areny. Ogromnie polecam obejrzeć i zobaczyć Hollywood z tej drugiej strony.

 

Chociaż Ben-Hur nie powala, samodzielnie jest niezłym filmem akcji i – jak przystało na hollywoodzką produkcję – dobrze się kończy. Warto sięgnąć po wydanie DVD ze względu na te dwa krótkie materiały dodatkowe, które pozwalają zobaczyć jak bardzo technika poszła do przodu i że mimo wszystko nie zawsze wypełnia cały film.

 

 

 



blog comments powered by Disqus