Deklaracja przywiązania – recenzja wydania DVD 8 sezonu „Teorii wielkiego podrywu”

Autor: osti
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
30 grudnia 2015

Jak w przypadku każdego serialu trwającego dłużej niż 2-3 sezony, w kierunku Teorii wielkiego podrywu raz za razem kierowane są narzekania: albo to na wtórność kolejnych odcinków, albo na zrywanie z dotychczasową koncepcją serii. Osiągająca blisko 20 milionów widzów publika serialu zdaje się przeczyć malkontentom. Kto ma ostatecznie rację?

Osobom, którym nie podobają się powracające motywy i żarty, należałoby przypomnieć, że mamy do czynienia tylko z sitcomem. Teoria wielkiego podrywu jest serialem, którego nadrzędnym celem jest rozbawienie widza krótkimi gagami i serią punchline’ów, a nie odkrywanie Ameryki na nowo. Zresztą zarzuty wtórności wobec tej akurat serii są kompletnie nietrafione – spora część fanów zauważa wręcz przeniesienie środka ciężkości fabuły na wątki damsko-męskie, co kompletnie zmienia charakter całości (uważając to oczywiście za profanację i zagrywkę pod szeroką publiczność). Należałoby jednak odbierać to zjawisko znacznie bardziej pozytywnie - postacie ewoluują, co samo w sobie jest to dowodem na rozwój serialu, którego formuła nie jest do końca wyczerpana mimo 8 sezonów na karku.

Oczywiście można wzorem ”internetowych hejterów” usiąść i narzekać, że dostajemy ciągle te same żarty albo że kiedyś serial był lepszy, bo nie było w nim tylu dziewczyn (?). Prawda leży oczywiście pośrodku, ale wiele osób nie chce jej zauważyć. Teoria wielkiego podrywu stanowi dla twórców prawdziwą żyłę złota, którą będzie się wydobywać tak długo, jak to tylko możliwe. Siłą rzeczy scenarzyści muszą czasem lekko się ”powtórzyć” albo rozbudować jeden z wątków pobocznych. To nadal jednak ta sama przezabawna komedia, z fantastycznymi dialogami i rewelacyjnymi bohaterami.

Ósmy sezon serii stał się bardziej otwarty – oczywiście najlepiej będą bawić się weterani (zorientowani doskonale w przeszłości głównych bohaterów), jednak większy nacisk na relacje między płciami sprawia, że znacznie łatwiej ”wczuć” się w serial bez znajomości wcześniejszych odcinków. Dzięki temu Teoria wielkiego podrywu ma szansę dogonić Przyjaciół i stać się jednym z najbardziej kultowych sitcomów w historii.

Już sam ten fakt powoduje, że warto zainwestować w wydanie DVD ostatniego sezonu serii. Na trzech krążkach upchano 24 odcinki plus całkiem sporo materiału dodatkowego, który ucieszy największych fanów. Wideo zza kulis oraz wpadki z planu nigdy się nie nudzą, a odkrywanie ich sprawia niekłamaną przyjemność. Menu wydania DVD jest ubogie, ale czytelne i spełniające swoją funkcję. Zastanawia jedynie brak wersji z lektorem – odcinki można obejrzeć tylko z polskimi napisami. Kolejny zgrzyt to brak tłumaczenia materiałów dodatkowych, z których cieszyć się będą tylko osoby znające język angielski. Ogólnie jednak postawić można tutaj plus.

Ósmy sezon Teorii wielkiego podrywu być może faktycznie stoi w lekkim rozkroku; chcąc zadowolić wszelkiej maści geeków i nerdów, do których serial był pierwotnie skierowany, stara się też skusić ”normalnego” widza, czekającego od ponad dekady na serię na miarę Przyjaciół. Nie należy jednak traktować tego jako wady. Nowy sezon kipi wręcz doskonałym poczuciem humoru, przez co można go polecić dosłownie każdemu – i wszyscy powinni się tu świetnie bawić.

OCENA - 8/10



blog comments powered by Disqus