"Pod mroczną górą" - recenzja filmu

Coś na nas czeka w kanadyjskich górach

Pod mroczną górą recenzja Fest MakabraPod mroczną górą to kanadyjski thriller bardzo mocno czerpiący inspirację z amerykańskiego filmu Johna Carpentera Coś z Kurtem Russelem. Jest to swego rodzaju hołd złożony temu dziełu, które już wpisało się w klasykę kina grozy.

Północna Kanada – bezludzie, środek lasu, wokół tylko cisza i bezkresna biel śniegu. W takich oto warunkach na co dzień pracuje grupa kanadyjskich archeologów. Załoga pod dowództwem Mylesa Jensena natrafia na tajemniczy monument, którego większa część osadzona jest głęboko pod ziemią. Widnieją na nim tajemnicze napisy i symbole świadczące o istnieniu setek tysięcy lat temu w tym rejonie nieznanej do tej pory cywilizacji. Jensen i jego sześciu kompanów starają się w tej śnieżnej stacji odkryć, czym jest ów tajemniczy monument i do czego to zjawisko może ich doprowadzić. Na pomoc przysyłają im wybitnego profesora Petera Olsena. Od momentu, w którym pojawia się on w stacji badawczej, zaczynają dziać się coraz dziwniejsze rzeczy, które nie mają logicznego wyjaśnienia. Peter wraz z jednym z członków ekipy wpadają na trop. Obydwaj panowie wspólnie dochodzą do wniosku, że przyczyną wyginięcia tajemniczej cywilizacji nie jest jak sądzili do tej pory niska temperatura, a co za tym idzie ciężkie warunki do życia, ale zagadkowy wirus, który zdziesiątkował ich i najprawdopodobniej teraz atakuje również ich stację badawczą. W miarę nowych odkryć zaczynają dziać się niepokojące rzeczy, a napięcie rośnie w zastraszającym tempie.

Pod mroczną górą Fest Makabra recenzja

Przerażeni i pozbawieni kontaktu z bazą bohaterowie popadają w coraz większą paranoję i coraz uważniej przyglądają się sobie nawzajem. Każdy w każdym widzi potencjalne zagrożenie. Zaczynają kończyć im się zapasy, a zdrowy rozsądek z dnia na dzień odchodzi w zapomnienie. Za wszelką cenę chcą dowiedzieć się, co się z nimi tak właściwie dzieje – czy to grupowa psychoza, czy kosmiczne siły zaczynają przejmować nad nimi kontrolę. Napięcie nie do wytrzymania popycha członków załogi do coraz brutalniejszych zachowań, nad którymi nie są w stanie zapanować. Wszyscy zaczynają cierpieć na bezsenność, słyszą głos wydobywający się z nicości oraz widzą dziwną postać jelenia. Czy to wszystko może dziać się naprawdę? W ostatecznym akcie desperacji, gdy już szaleństwo sięga zenitu, a makabra jest nie do zniesienia dwóch ostatnich członków załogi decyduje się ostatecznie zmierzyć się z ową nieludzką postacią.

Widać tu wielką inspirację wspomnianym już filmem Coś. W pewnym sensie wyczuć można, że miał to być swego rodzaju hołd dla obrazu Johna Carpentera. Z drugiej strony dla niektórych może być wadą, że historia Pod mroczną górą tak dużo czerpie z amerykańskiego dzieła, które stało się już klasykiem gatunku. Mamy tutaj takie same elementy: osamotnioną stację badawczą, niewyjaśnione zjawisko, morderczego wirusa i tragiczny koniec. Dla osób znających dzieło Carpentera historia wyda się dość oczywista i przewidywalna. Należy jednak spojrzeć na to z lekkim dystansem. W końcu któż z nas, jeśli sięgnąłby po kamerę, nie zapragnąłby zainspirować się swoim ukochanym filmem bądź reżyserem. Szostakowskyj robi to w sposób dobry jak na swoje umiejętności i możliwości.  Należy tylko liczyć na to, że jego następne filmy będą w 100% oryginalnymi tworem.

Pod mroczną górą recenzja

Reżyser Nick Szostakiwskyj stworzył klimat napięcia i osamotnienia w górskich chatach. Niesamowite zdjęcia zimowych pejzaży podsycają atmosferę grozy, a w połączeniu z obłędem głównych bohaterów przyprawiają o ciarki. Bardzo dobra gra aktorska i świetne jak na taką produkcję efekty specjalne dopełniają ten obraz. Jednym małym zarzutem, jakim można mieć to powtarzalność historii. Niejednokrotnie widzieliśmy już horror oprószony zimowym klimatem i choć tutaj jest to bardzo poprawnie zrealizowane, to  brakuje odrobiny oryginalności i przewrotności wydarzeń.

Korekta: Damian "Nox" Lesicki

Gildia recenzja Fest Makabra

fest makabra recenzja


blog comments powered by Disqus