"Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów" - recenzja wydania DVD

Autor: osti
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
27 października 2016

Koń jaki jest, każdy widzi

W materiałach reklamowych wielu filmów pada określenie „najbardziej oczekiwana produkcja roku”. Niewiele jest jednak obrazów, o których faktycznie można tak powiedzieć z czystym sercem. Hucznie zapowiadana Wojna bohaterów jest niezaprzeczalnie jednym z nich.

Wielu, oj wielu przebierało nogami z ciekawości, jakie skutki może przynieść rozłam wśród Avengersów. Fani Marvela oczekiwali, że twórcy dołączą do standardowego efekciarstwa głębsza warstwę, zmuszą widza do podjęcia wewnętrznej dyskusji, po jakiej stronie się opowiedzieć. Bo choć filmy o Iron Manie i Kapitanie Ameryka są przyjmowane bardzo ciepło przez publiczność, to już od dłuższego czasu serii należy się porządny łyk świeżego powietrza.

Czy braciom Russo udało się dać Avengersom zastrzyk energii? I tak, i nie. Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów odniósł sukces, wywołując przychylne reakcje zarówno wśród widzów, jak i krytyków. Wiele pozytywnych emocji wzbudziło pojawienie się na ekranie Spider-Mana oraz zręczne wprowadzenie do historii postaci Ant-Mana. Sporo namieszał także Black Panther, którego na pewno zobaczymy na ekranie jeszcze nie raz. Głosy mówiące, że to wszystko to znacznie za mało, nie były jednak odosobnione – świadczyć o tym może choćby nasz tekst: Gildia szydery – gnębimy Kapitana Amerykę jak Zimowy żołnierz matkę Iron Mana.

Osobiście uważam, że najnowsze dziecko Marvela to po prostu kolejny blockbuster, ze wszystkimi tego plusami i minusami. W formie, którą wszyscy bardzo dobrze znamy, otrzymaliśmy świeżą historię, parę nowych postaci oraz oczywiście dalsze losy najpopularniejszych bohaterów. W warstwie audiowizualnej nie można się do niczego przyczepić, w kwestii aktorstwa również mamy do czynienia z najwyższą półką.

Zawiedzeni jednak będą wszyscy ci, którzy oczekiwali, że tytułowy konflikt wstrząśnie nie tylko światem Avengersów, ale i widzami. Wojna bohaterów to w zasadzie bardziej bójka, a jej powody to kwestia braku wzajemnego zrozumienia, a nie fundamentalnych różnic światopoglądowych. Z racji tego, że herosi leją się miedzy sobą, nie poznajemy także konkretnego czarnego charakteru – bo ciężko nazwać tak pułkownika Zemo.

Wydanie DVD produkcji przypadnie do gustu wszystkim minimalistom. Okładkę zdobi naprawę świetna grafika, będąca do tej pory jednym z plakatów reklamujących film. Kiedy napatrzymy się już na mierzących siebie wzrokiem Chrisa Evansa i Roberta Downeya Juniora, otwieramy opakowanie, które niespodziewanie atakuje nas czystą bielą. Białe wnętrze jest bardzo ładne, chociaż stoi trochę w sprzeczności z efekciarską i krzykliwą stylistyką filmu o superbohaterach.

Po włożeniu śnieżnobiałej płyty do czytnika widz od razu atakowany jest krótkim filmikiem typu making of, który przybliża kulisy powstawania produkcji. Osobiście wolę tego typu dodatki oglądać po skończonym seansie, ale nie ma co narzekać – w końcu nie są one standardem we współczesnych wydaniach DVD. Wojnę bohaterów możemy obejrzeć z polskimi napisami lub pełnym dubbingiem, który z poczucia recenzenckiego obowiązku postanowiłem przetestować. Spece od polonizacji dokonali niezłej roboty, ale postacie nadal brzmią nieco sztucznie, a niektóre ich teksty wywołują uczucie konsternacji („to niby miało być śmieszne?”). 

Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów to godny następca swoich poprzedników i flagowy przedstawiciel współczesnego stylu zerowego w kinie. Wydanie DVD powinno zainteresować przede wszystkim osoby, które filmu jeszcze nie widziały (są takie? Przecież to „najbardziej oczekiwana produkcja roku”!). Jednak nawet jeśli ktoś nie odczuwa już niedosytu po majowym seansie w kinie, na pewno doceni to, jak ładnie pudełko prezentuje się na półce.



blog comments powered by Disqus