O filmie "Miasto gniewu"

Autor: CD Jack
plakat filmu O filmie "Miasto gniewu"

Pomysł na scenariusz pt. MIASTO GNIEWU zrodził się w głowie Paula Haggisa w wyniku szeregu osobistych doświadczeń, obaw i obserwacji. Pewnego dnia jego samochód został na jego oczach skradziony, a jemu samemu grożono pistoletem. Po tym wydarzeniu scenarzysta udał się do domu, wymienił wszystkie zamki... i zaczął zastanawiać się, kim byli złodzieje - jak długo się przyjaźnią, czy uważają się za przestępców, czym uzasadniają swoje czyny. Po latach postanowił napisać o tym incydencie, tyle, że z ich perspektywy.

"Od 25 lat mieszkałem w Los Angeles i doświadczyłem na własnej skórze tutejszej odmiany walki rasowej i klasowej", mówi Haggis. "Na co dzień widziałem różne rodzaje dyskryminacji. Zaobserwowałem też , jak staramy się je usprawiedliwić i zorganizować sobie życie w taki sposób, aby jak najmniej mieć z nimi do czynienia. Udajemy wręcz, że one nie istnieją. Mój film nie traktuje jednak o problemach klasowych czy rasowych. Chodzi w nim o obawę przed obcymi. MIASTO GNIEWU traktuje o nietolerancji i współczuciu. Pokazuje, że sami nie chcemy być oceniani, ale nie widzimy nic złego w ocenianiu innych".

"Nasze społeczeństwo żyje w wiecznym strachu, który wykorzystują tacy ludzie jak nasz prezydent, ale także media, aby nas kontrolować bądź nami manipulować. Chciałem zwrócić uwagę na to, jak poczucia zagrożenia wpływa na nas, a zwłaszcza na nasze postrzeganie świata", dodaje Haggis.

Według Sandry Bullock, grającej w filmie Jean Cabot - podejrzliwą i osamotnioną żonę ambitnego prokuratora okręgowego (w tej roli Brendan Fraser), MIASTO GNIEWU przypomina widzom że współczesny świat potrafi nas izolować od innych. "Żyjemy w oderwaniu od rzeczywistości i dopiero katastrofa pomaga nam zrozumieć, co dzieje się wokół nas", dodaje aktorka. "Wiedziemy zdecydowanie zbyt wygodne życie".

Jennifer Esposito, wcielająca się w rolę detektyw Rii, uważa, że siła MIASTA GNIEWU bierze się z połączenie momentów humorystycznych i scen prawdziwie bolesnych. "W żadnym ze scenariuszy, które jak dotąd czytałam, nie było tyle humanizmu. Każdy będzie mógł sobie wyrobić opinię temat tego filmu, dobrą lub złą. Pewne jest jednak, że MIASTO GNIEWU zachęci do dyskusji. Da ludziom rozrywkę, ale może ich też rozgniewać".

Prawda często boli, przekonuje Haggis. "W filmie nie opowiadamy o jakiś obcych - ludziach z innej strony miasta. Pokazujemy dobrych ludzi, takich, których każdy zna i za jakich sami się uważamy. Zostają wystawieni na próbę i nie wiedzą, jak jej sprostać. Nikt z tego sprawdzianu nie wyjdzie z obronną ręką." Grający w filmie złodzieja samochodowego Larenz Tate dodaje, że każdy w MIEŚCIE GNIEWU dostaje to, na co zasłużył: "od społeczności murzyńskiej poprzez Latynosów, imigrantów z Azji aż po białych".

Wymyślona przez Haggisa historia i scenariusz napisany wspólnie z Bobbym Moresco ukazuje nieznajomych, których losy połączą się na kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia w dzisiejszym Los Angeles. "Moim zamiarem było zagranie na stereotypach, uprzedzeniach, z którymi podchodzimy do obcych", tłumaczy autor. "Jest to po części moralitet, a także przestroga", twierdzi Ryan Phillippe, wcielający się w Toma Hansena - policjanta, który, popełniwszy fatalny błąd, nie jest w stanie go naprawić. O przesłaniu MIASTA GNIEWU mówi: "Człowiek jest słaby i nawet decyzja, która w danym momencie wydaje się błaha, może mieć poważne konsekwencje, sięgające daleko poza jego własny los".

Reżyser wyznaje, że bardzo przeszkadza mu w swoich rodakach skłonność do definiowania ludzi. "Uwielbiamy mówić: 'Ten jest dobry, a ten zły', a w tym filmie zależało mi na tym, aby zamiast oceniać innych, bohaterowie zastanowili się nad sobą"."Jeśli w MIEŚCIE GNIEWU nie znajdziecie nawet cząstki siebie, jesteście skończonymi kłamcami", podkreśla Sandra Bullock. "Trzeba tylko zdobyć się na odrobinę szczerości."

Los Angeles stało się centralna postacią w historii ze względu na swoją ilość mniejszości etnicznych, które w nim występują. Miasto Aniołów różni się jednak od takich metropolii jak Nowy Jork czy Chicago sposobem, w jaki te różne grupy przemieszczają się. "MIASTO GNIEWU to L.A., bo w MIEŚCIE GNIEWU wszystko kręci się wokół samochodu. Szukamy w nim nawet schronienia - jest to przykre uproszczenie, ale niestety wiele jest w tym prawdy", podkreśla producentka Cathy Schulman. Don Cheadle zaznacza, że Los Angeles jest również jednym z pierwszych miejsc, w którym biali staną się niebawem mniejszością, co niewątpliwie czyni tę społeczność wyjątkową.

Wbrew obawom scenarzystów, trudne tematy podjęte w MIEŚCIE GNIEWU nie odstraszyły ani producentów ani aktorów. Ich reakcja była zaskakująco jednomyślna i pozytywna. Jeden z producentów, Mark Harris, wspomina, że twórcy MIASTA GNIEWU podchodzili do pracy nad filmem z rzadkim oddaniem: "Wiedzieliśmy, że nie będzie nam łatwo, ale scenariusz był po prostu genialny, zupełnie odmienny od tego co się na co dzień ogląda i dlatego zainteresuje widzów".

Twórcy zdawali sobie sprawę z tego, że finansowanie niezależnych filmów opiera się na znalezieniu gwiazdorskiej obsady. Na szczycie ich listy znalazł się laureat Złotego Globu - Don Cheadle, który w ciągu ostatniej dekady stał się jedną z najbardziej cenionych i zapracowanych gwiazd Hollywood. "Scenariusz wyróżniało postawienie zwykłych ludzi w zwykłych sytuacjach", wspomina Cheadle. "Ten film nie jest polemiką czy rozprawą na tematy rasowe, nie staramy się udzielać nikomu lekcji". Pasja, z jaką Cheadle podszedł do historii i postaci w niej występujących, zdecydowała o objęciu przez niego obowiązków producenta. Dzięki swojemu doświadczeniu oraz kontaktom Cheadle przyczynił się do nakręcenia MIASTA GNIEWU.

"Scenariusz mnie po prostu powalił, gdy tylko skończyłam go czytać, wykonałam telefon i poprosiłam: 'Nieważne, jaką dostanę rolę, chcę tylko zagrać w tym filmie'", przekonuje Sandra Bullock. "Rzadko zdarza się przeczytać coś, co daje impuls do wyjścia z domu i naprawiania świata. Jestem szczęśliwa, mogąc uczestniczyć w tym przedsięwzięciu".

Znany ze swoich dokonań jako raper, Chris "Ludacris" Bridges był zaskoczony łatwością, z jaką nawiązał kontakt z innymi, uznanymi już aktorami. "Byłem najmniej doświadczony w tym towarzystwie, starałem się więc jak najwięcej nauczyć od mistrzów aktorstwa". Haggis nie kryje zadowolenia ze współpracy z Bridgesem, którego nazywa "gwiazdą pierwszej wielkości i największym odkryciem tego filmu". "Kamera go ubóstwia, a praca, jaką wykonał, powinna zaskoczyć nawet jego największych fanów". Poza debiutującym w tak ambitnej roli Bridgesem, Haggis podjął innego rodzaju ryzyko, obsadzając znanych aktorów w rolach nietypowych dla siebie. Zależało mu na wzmocnieniu emocjonalnego wydźwięku kwestii, które padają w filmie. Schulman przyznaje, że spodziewała ich wahań przed zagraniem postaci, które niekiedy dopuszczają się czynów nagannych. "Okazało się, że nasze gwiazdy podeszły do tych bohaterów tak samo profesjonalnie jak do swojego lżejszego repertuaru. Dzięki ich pełnemu zaangażowaniu, kwestie gwiazdorstwa i własnego ego zeszły na dalszy plan".

Według Bullock, kradzież samochodu uświadamia jej bohaterce pustkę jej "bezpiecznego" życia. "Zbudowała je wokół rzeczy błahych", ocenia aktorka, która nie ukrywa, jak trudno było zagrać kogoś tak odmiennego od niej samej, pod względem wychowania i przekonań. "Jeśli moja twarz i głos mogą posłużyć do pokazania skrywanego gniewu i spowodują, że ludzie zwrócą na niego uwagę, będę bardzo zadowolona", tłumaczy Bullock. "Światopogląd mojej bohaterki jest dość typowy, a jest to przecież wilk w owczej skórze".

Sandra Bullock nie szczędzi pochwał dla "siły i autorytetu", którymi obdarza swoja postać jej ekranowy mąż - Brendan Fraser. Przygotowując się do roli, aktor spędził dużo czasu ze Stevem Cooleyem, prokuratorem okręgowym Los Angeles. "Darzę go od tego czasu wielkim szacunkiem", podkreśla Fraser, przyznając, że jego bohater staje w filmie przed poważnym dylematem. "Rick jest z gruntu uczciwym człowiekiem, ale jednak tylko człowiekiem. Cechuje go taka sama omylność jak nas wszystkich i dlatego byłem bardzo zainteresowany zagraniem tej postaci."

Grany przez Dona Cheadle detektyw Graham Waters ma, jako jedyna postać w MIEŚCIE GNIEWU, wpływ na życie wszystkich innych bohaterów, ale, w odróżnieniu od filmów o tradycyjnej konstrukcji, historia nie jest opowiadana z jego punktu widzenia. Nominowana do Oscara gwiazda "Hotelu Rwanda" podkreśla, że ciągłe poszukiwanie prawdy przysparza detektywowi Watersowi wiele bólu i cierpienia. "Zbyt wiele widział, zwłaszcza w swojej rodzinie. Ze względu na zewnętrzne czynniki albo zupełnie świadomie odgrodził się od emocji, które zazwyczaj popychają człowieka do działania", mówi Cheadle. Podobnymi spostrzeżeniami dzieli się Jennifer Esposito, opisując styl gry jej ekranowego partnera. "Uderza mnie w nim nadzwyczajny spokój, ale dzięki temu potrafi zarazić widza uczuciami, które chce wyrazić".

Jak wspomina Paul Haggis, rola Christine została napisana z myślą o Thandie Newton, która nigdy nie zapomni 4 scen, w których pojawia się w MIEŚCIE GNIEWU. "Zmusiły mnie do rozważenia spraw, które nie należą do przyjemnych. W żadnym filmie wcześniej nie odsłoniłam tak wiele prawdy o sobie". Terrence Howard, grający w filmie męża Newton, dodaje, że ich zadaniem było pokazanie kryzysu, jakie przechodzi ich związek. "Bez przerwy zastanawiają się, czy grają tylko jakieś role, czy łączy ich coś autentycznego. Ich osobistą tragedią jest naprawdę wątpliwość, czy ze względu na kolor skóry, mają prawo do bogactwa i pozycji społecznej, którymi mogą się pochwalić".

Matt Dillon również traktuje swojego bohatera jako jedno z największych wyzwań w swojej karierze: "Niełatwo przyszło mi zagrać tak ekstremalną postać, zwłaszcza sceny, w których, jako policjant wybucham gniewem i obrażam innych." Podobnie jak pozostali bohaterowie MIASTA GNIEWU, Ryan odsłania 2 strony swojej osobowości: "Nie jest złym człowiekiem, kocha swojego ojca, wykonuje obowiązki policjanta bardzo sumiennie, ale potrafi ich także nadużywać. Po prostu nie najlepiej radzi sobie z uczuciami", podsumowuje Dillon.

Twórcy filmu podkreślają, że najtrudniejszym zadaniem było dla nich rozplanowanie skomplikowanego planu zdjęć na zaledwie 35 dni bez uszczerbku dla jakości filmu. "Przykładam wielką uwagę do szczegółów, nie lubię uogólnień", mówi Haggis. "Wolę wiernie oddać niepowtarzalność chwili niż 'przebiec' przez scenę. Prawdziwą sztuką było oddanie szczegółów scenografii i oświetlenia oraz zadbanie o precyzję w grze aktorów przy tak napiętym grafiku." Twórcy pamiętali jednak, że MIASTO GNIEWU jest niepowtarzalnym projektem w ich dorobku, próbuje bowiem ukazać niewygodną prawdę o dzisiejszym społeczeństwie i o jednostce. "Rzuca światło na problem i mówi o tym, co jak dotąd było przemilczane", mówi Schulman.

MIASTO GNIEWU niewątpliwie ukazuje prawdę o ludziach, której często nie chcemy poznać, a tym bardziej ujawnić o nas samych. Dla tych, którzy nie boją się ją zgłębić, film stanie się swoistą przestrogą. "Tą opowieścią udowodniłem sobie, jak wątła jest moja równowaga", mówi Haggis. "Jeśli widz pozwoli sobie na szczerość, odkryje to samo w sobie. Wszystkim nam grozi tytułowa kolizja".

opracowano na podstawie materiałów prasowych dystrybutora


blog comments powered by Disqus