"Creed: Narodziny legendy" - recenzja wydania DVD filmu

Autor: Krzysiek Płociński
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
24 lipca 2016

Nowy mistrz dla każdego

Od premiery oryginalnego Rocky’ego niedługo upłynie równe 40 lat. Początek całego cyklu o bokserze granym przez Sylvestra Stallone’a był dość udany, lecz kolejne kontynuacje coraz bardziej go pogrążały. Filmy te zawodziły praktycznie pod każdym względem, od scenariusza po grę aktorską. Wydawało się, że po ostatniej produkcji zatytułowanej Rocky Balboa już nic nie pomoże tej serii, aż na scenę wszedł reżyser i scenarzysta Ryan Coogler. Ze świeżym spojrzeniem i nowym głównym bohaterem podjął się on niełatwego zadania przebudowy całej marki. Czy warto kupić film Creed: Narodziny legendy? Czy ten “eksperyment” jest w ogóle godzien uwagi?

Zarys fabuły prezentuje się podobnie do pierwszego Rocky’ego. Nieznany bokser chcący stworzyć własną legendę rozpoczyna treningi pod okiem starego mistrza i szybko zwraca na siebie uwagę najlepszych. Tym razem sportowcem o wielkich ambicjach jest syn dawnego rywala, a potem przyjaciela Rocky’ego, Apollo Creeda. Trenowania chłopaka podejmuje się wspomniany już Balboa (w tej roli po raz kolejny Sylvester Stallone).

Fabuła filmu nie nudzi. Nie próbowano z niego zrobić kalki poprzednich produkcji z tego cyklu, co już trzeba uznać za spory plus. Jest to zasługą młodego Cooglera. Zamiast po prostu kręcić kolejną część Rocky’ego, stworzył coś nowego, coś swojego, nie ignorując zarazem korzeni bokserskiej serii.

Kolejnym pozytywem filmu jest realizacja. Widz praktycznie nie ma okazji zobaczyć jakichś zbędnych scen czy nawet ujęć. Wszystko świetnie ze sobą współgra, w tym także ścieżka dźwiękowa. Muzyka została świetnie dopasowana do nowych realiów i postaci. Utwory głównie hip-hopowe, choć nie każdemu muszą przypaść do gustu, to doskonale oddają klimat produkcji. Znalazł się także ukłon w stronę klasyki, czyli utwór “Last Breath”, w którym wykorzystano oryginalny motyw z Rocky’ego.

Na medal spisała się także obsada. Wchodzący dopiero do wielkiego kina Michael B. Jordan pokazał, że nie da o sobie zbyt łatwo zapomnieć. Od świetnej gry po doskonałe przygotowanie zarówno techniczne jak i kondycyjne, wszystko wyszło mu lepiej niż można było przewidywać. Do zaskoczenia trzeba zaliczyć Sylvestra Stallone’a, który najwyraźniej potrzebuje jedynie odpowiedniego człowieka w fotelu reżysera, by ten go poprowadził we właściwym kierunku. Popularny “Sly” pokazał, że jak chce to potrafi dobrze zagrać, co nawet zaowocowało zdobyciem przez niego Złotego Globu za najlepszą rolę drugoplanową i nominacją do Oscara w tej samej kategorii.

Warto jeszcze trochę opowiedzieć o samym wydaniu DVD, a to jest całkiem niezłe. Oprócz samego filmu na płycie znajdziemy także krótki zakulisowy materiał dokumentalny o przygotowaniach Michaela B. Jordana do roli Adonisa Johnsona. Zobaczyć i posłuchać można o treningach kondycyjnych i bokserskich, w których pomagali także prawdziwi zawodnicy. Poza tym jest to podstawowe wydanie bez zbędnych elementów. Menu dzieli się na cztery części: film, wybór scen, ustawienia językowe i wspomniany już dokument. W opcjach językowych jest z czego wybierać. Film można oglądać w oryginalnej wersji językowej bez lektora lub wybrać polskiego, rosyjskiego, a nawet tureckiego. Opcji napisów jest jeszcze więcej, bo aż dziewięć. Do wyboru są polskie, chorwackie, litewskie, łotewskie, rosyjskie, słoweńskie, tureckie oraz angielskie dla niesłyszących.

Creed: Narodziny legendy na DVD to zdecydowanie pozycja godna uwagi. Dobrze napisana, wyreżyserowana i zagrana. To zdecydowanie dobry krok ku przywróceniu do życia tak długo “leżącej na deskach” serii. Choć na płycie nie ma wielu dodatków i tak warto zaopatrzyć się w ten film, zwłaszcza jeżeli czuje się sentyment do pierwszej produkcji z serii, która niedługo obchodzić będzie swoje czterdzieste urodziny.



blog comments powered by Disqus