"Dalida. Skazana na miłość" - recenzja filmu

Ma vie de star fini dans le noir…

Dalida recenzjaFilm, nakręcony w 30. rocznicę śmierci Dalidy (rok 2016), to patchwork utkany ze skrawków życia jednej z najwybitniejszych przedstawicielek kultury Republiki Francuskiej i –jednocześnie –najjaśniejszych gwiazd Europy.

Urodzona w dystrykcie Shoubra, jednej z biedniejszych dzielnic Kairu, Iolanda Cristina Gigliotti była córką włoskich imigrantów. Ojciec, pierwszy skrzypek Opery Kairskiej, pielęgnował w niej miłość do muzyki i posyłał na naukę śpiewu. Życie rodzinne przerwał dramat, jakim było trwające 4 lata internowanie Gigliottiego. Po wyjściu z więzienia Pietro nie był już tym samym człowiekiem – złamany psychicznie i fizycznie wkrótce umarł. Te zdarzenia na zawsze odcisnęły piętno na 12-latce.

Po zakończeniu edukacji w katolickiej szkole (w wieku 18 lat) Iolanda pracowała w biurze i jako modelka marząc o sławie. Szansę na nią zdobyła 3 lata później zostając miss Egiptu. Pierwsze kroki stawiała w filmie egipskim, a potem wyjechała do Paryża, w którym kariery filmowej co prawda nie zrobiła, ale zaczęła śpiewać.

recenzja dalida

I wtedy właśnie nagle i niespodziewanie - nawet dla niej samej - zaczęła się jej legenda. Legenda artystki pięknej, posągowej, niebanalnej oraz – przede wszystkim –takiej, która zaśpiewać może wszystko i wszędzie. Jej piosenki rozbrzmiewają w ośmiu językach (francuskim, włoskim, hiszpańskim, flamandzkim, niemieckim, angielskim, hebrajskim i arabskim, a uczyła się nawet japońskiego, za co tokijscy fani ją ubóstwiali) na wszystkich kontynentach (od Azji po Amerykę). Jako jedyna płynnie przechodziła z jednego stylu muzyki do drugiego – od piosenki włoskiej przez poezję śpiewaną, od rocka po disco. Publiczność kochała ją bezgranicznie, mimo burzliwego życia, pełnego głośnych i –teoretycznie –niewybaczalnych skandali. Miała wszystko. Poza tym, czego zawsze pragnęła najbardziej - poza rodziną.

Jaki jest film Lisy Azuelos? Na pewno nie jest to obraz dla naturszczyków, bo niezwykle bogatą biografią wszechstronnej diwy można było wypełnić kilka sezonów niejednej produkcji telewizyjnej. To raczej pozycja dla wielbicieli Dalidy lub przynajmniej osób zaznajomionych z jej legendą. Bowiem sposób prowadzenia narracji (częste oraz niespójne chronologicznie i tematycznie retrospekcje), liczne detale znane tylko sympatykom gwiazdy (np. wieniec pogrzebowy w garderobie) oraz wielość skrótów i uproszczeń to ceny, jakie musi zapłacić reżyserka za wybór bohaterki biografii. Jest to jednak opowieść tak prosta, że porusza do głębi. Historia o kobiecie, która dzięki talentowi, ciężkiej pracy i konsekwencji zdobyła wszystko, co mogła, sięgając po każdą dostępną nagrodę czy wyróżnienie. To opowieść o kimś, kto odcisnął niezwykłe piętno na historii muzyki, zapisując się w niej złotymi zgłoskami.

Przez całe życie tańcząca na linie, dzielącej szczęście od cierpienia i miłość od śmierci, doświadcza wszystkiego w nadmiarze. Jeśli jednak odnosi sukcesy – są one oszałamiające. Jeśli jest szczęśliwa – poświęca się temu całkowicie i jest to dla niej pełnia szczęścia. Kiedy cierpienie przypomina o sobie – Dalida płaci za to najwyższą cenę. Śmierć, miłość, radość i udręka towarzyszą jej bez przerwy - od samego początku po kres jej dni.

Kanwą filmu jest w zasadzie genialna ścieżka dźwiękowa, której jest on całkowicie podporządkowany. Obejmuje ponad 50 utworów, w tym największe hity Dalidy oraz najgłośniejsze przeboje ówczesnych lat, które obrazują wielowymiarowość dokonań scenicznych i życie prywatne gwiazdy. Ich różnorodna stylistyka i poetyka współgrają idealnie z tempem, rozmaitością i bogactwem scen. To jeden z tych filmów, które najpełniej można poznać właśnie poprzez muzykę, zatapiając się w niej bez granic.

Doskonale sportretowana artystka to zasługa Svevy Alviti, która nie wciela się po prostu w rolę Dalidy. Ona zwyczajnie nią jest. Równie świetnie radzą sobie pozostali aktorzy, a zwłaszcza Riccardo Scamarcio, grający brata i menagera piosenkarki oraz Jean-Paul Rouve, czyli Lucien Morisse, jej odkrywca i późniejszy mąż.

Subtelność i pozorna lekkość narracji dopełniają hołdu, jakim jest kolejny poświęcony Dalidzie obraz. Kolejny, który warto obejrzeć nie tylko za względu na wiecznie żywą legendę, ale i na piękno oraz delikatność tragicznego w gruncie rzeczy przekazu.

Korekta: Marta Kononienko


blog comments powered by Disqus