Jeszcze nie legendarni - pierwsze wrażenia z serialu "DC’s Legends of Tomorrow"

Stacja CW od kilku lat wykonuje świetną robotę,  wypełniając swoją ramówkę serialami opartymi na komiksach DC. Arrow – choć przez wielu odbierany z mieszanymi uczuciami – wyrobił sobie solidną pozycję i odnosi kolejne sukcesy pod względem oglądalności. Flash, pozornie będący zbyt dużym wyzwaniem dla telewizyjnego medium, okazał się strzałem w dziesiątkę. Rodzi się jednak pytanie: czy Legends of Tomorrow, którego obsada złożona jest głównie z postaci drugoplanowych pozostałych seriali, podtrzyma dobrą passę CW?

Fabuła w skrócie prezentuje się tak:  aby zapobiec zniszczeniu świata przez Vandala Savage’a (Casper Crump), podróżnik w czasie Rip Hunter (Arthur Darvil) cofa się do naszych czasów i zbiera drużynę bohaterów i złoczyńców, którzy mają mu pomóc powstrzymać zagładę. Wspólnie przenoszą się w przeszłość by powstrzymać Savage’a zanim ten urośnie w siłę. Już w pierwszym odcinku okazuje się, że misja Ripa ma drugie dno i nie jest jedynie heroiczną wyprawą przeciwko złu. Członkowie drużyny i ich dobór ma inną podstawę, niż początkowo sugerowano. Jeżeli na tym nie skończą się podobne niespodzianki fabularne, całość może okazać się jeszcze ciekawsza.

Pierwszy odcinek wydaje się także dziwnie do czegoś podobny. Pamiętacie seriale o drużynie Power Rangers? Mamy tu przecież doskonale znany motyw stworzenia drużyny przez tajemniczą postać (w tym przypadku Ripa) w celu walki ze złem. Jedyną różnicą jest to, że widzowie oglądający Arrow i Flasha dostają dobrze znane sobie postacie, a nie (jak to zazwyczaj bywa w Power Rangers) zupełnie nowych, nieznanych bohaterów. Interakcje między nimi również wyglądają ciekawie m.in. przez połączenie ze sobą zarówno „tych dobrych”, jak i przestępców. Oby w kolejnych odcinkach z tego nie zrezygnowano.

Ciężko w tej chwili wskazać  konkretne wady i zalety Legends of Tomorrow. Owszem, nie dostajemy zupełnie nowych głównych bohaterów, ale dzięki temu widzowie unikną rozczarowań. Podobieństwo do Power Rangers również może zostać odebrane dwojako. Z ostatecznym werdyktem lepiej jeszcze poczekać.

Podsumowując, trzeci serial z tzw. “arrowverse” zapowiada się interesująco.Postacie raczej niczym nowym nie zaskoczą, ale podczas oglądania widzów powinny ucieszyć znane już twarze w pierwszoplanowych odsłonach. Warto także poczekać na najważniejsze – to, jak działania przyszłych “legend” wpłyną na historię.

Korekta: Joanna Biernacik


blog comments powered by Disqus