"Doktor Who. Sezon 10" - pierwsze wrażenia z premiery nowego sezonu serialu

Dr Who #10

To już trzeci tydzień z najnowszym, dziesiątym już sezonem Doktora Who. Opinie fanów są zgodne: to będzie dobry czas dla fandomu, wrócił stary Doktor!

Mamy za sobą trzy odcinki z zaplanowanych dwunastu. Tym, co rzuca się w oczy, jest świetnie zarysowana relacja Doktora i jego nowej towarzyszki, Bill – scenarzyści postanowili wrócić do starej formuły serialu, gdzie Doktor był mentorem, nauczycielem, a jego kompanion stawał się uczniem poznającym cuda wszechświata. Wykluczyli też (w końcu!) tajemnicze zdolności czy znaczenie aktualnego towarzysza (Bill jest najzwyklejszą na świecie dziewczyną, dotąd smażącą frytki na stołówce i wkradającą się potajemnie na wykłady) oraz wątek romantycznego zaangażowania tegoż, gdyż Bill jest lesbijką. To niesamowicie odświeżający powrót do klasycznego układu! Powrót, co warto zauważyć, podkreślony dodatkowo „zatrudnieniem” Doktora jako ekscentrycznego wykładowcy uniwersyteckiego.

A fabularnie? Odcinki trzymają poziom. The Pilot to typowe “nieznany kosmita atakuje”: dziewczyna, którą Bill poznaje w klubie, pokazuje jej tajemniczą kałużę na zamkniętym placu. Kałuża jest dziwna, po jakimś czasie dziewczyna też zaczyna zachowywać się dziwnie, a potem Doktor odkrywa, jak niezwykły jest płyn, który zbiera się w zagłębieniu gruntu… i robi się z tego horror w japońskim stylu. W Smile dostajemy odcinek bardzo powolny, gdzie większość fabuły nakierowana jest na dyskusję Doktora i Bill i ich powolne poznawanie się, naukę – a wszystko w scenerii podejrzanie pustej ludzkiej kolonii na odległej planecie.

Wisienką na fantastycznym torcie jest przecudny Thin Ice, w którym nasza para podróżników ląduje w wiktoriańskim Londynie podczas ostatniej wielkiej zimy, gdy na Tamizie urządzono wielki festyn. Szybko okazuje się, że pod lodem kryje się tajemnicze stworzenie, a osią odcinka, poza szaloną przygodą w starym stylu (od razu kojarzy się The Beast Below z gwiezdnym wielorybem), jest słodko-gorzka etyczna ekwilibrystyka, która dla Bill okaże się bardzo bolesna. I ostatni odcinek, Knock Knock, to powrót do klimatów tradycyjnego horroru, w którym Doktor wchodzi z butami w prywatne życie Bill i jej przyjaciół – nie podoba mu się dom, który wynajęli… Jak to często bywa, okazuje się, że słusznie. Cały sezon spina zaś motyw sejfu zamkniętego w piwnicy uniwersytetu, strzeżonego przez Doktora…

Tak, moi drodzy, powróciły odcinki Doctora Who w dawnym, przygodowo-moralizatorskim stylu i są cudowne! 

Korekta: Joanna Biernacik



blog comments powered by Disqus