"DuckTales" - recenzja pilotażowego odcinka

Raz na wozie, raz pod wozem, kaczki…


Kacze opowieści to serial animowany, znany niejednej osobie wychowanej na amerykańskich kreskówkach u progu lat 90. XX wieku. Prawie każde dziecko w Polsce, w tamtym okresie, oglądało przygody kaczej rodziny w telewizji i chętnie czytało komiksy publikowane na łamach Giganta czy Kaczora Donalda. Wujek Sknerus – najbogatsza kaczka świata ‒ stał się kimś w rodzaju animowanego Indiany Jonesa, tyle że motywem działania Sknerusa była chęć powiększenia swojego majątku, a nie badanie przeszłości. Ten podstarzały kaczor skutecznie sobie radził na wizji, bawiąc widzów przez 100 odcinków pierwszej wersji serialu. Czy restart serii i najnowsze przygody sprawią, że ten kaczy multimiliarder umocni swoją pozycję w rankingu najbogatszych fikcyjnych postaci magazynu Forbes?


Kiedy w 2015 roku Disney ogłosił, że zrobi reboot serii o najsłynniejszych mieszkańcach Kaczogrodu, wtedy serce każdego fana zabiło mocniej. Trzeba było czekać dwa lata, ale naprawdę się opłaciło. Dostaliśmy dzieło godne oryginału. W serialu znajdziemy to, za czym tak tęskniliśmy: znanych i lubianych bohaterów, przygodę, humor oraz charakterystyczne głosy postaci. A wszystko w nowej oprawie: świeża kreska, dubbing innych aktorów i nowa fabuła, która nie jest już adresowana tylko i wyłącznie do dzieci.


Pierwsze co się rzuca w oczy, to właśnie nowa kreska. Można tu zauważyć inspirowanie się rysunkami Carla Barksa, autora postaci w oryginalnym serialu. Jednak twórcy dodali też coś od siebie i stworzyli dzieło wizualnie podobne do animowanych sitcomów dla dorosłych (jak np. Family Guy). Wcześniej, zrobiło tak studio Warner Bros Animation z Looney Tunes Show. Kreska ta jest prosta, oszczędna, jeśli chodzi o detale, a miejscami wręcz surowa, co jednak nie zubaża, tylko wprowadza powiew świeżości do serii, tworząc charakterystyczne karykatury postaci. To, że serial skierowany jest do dojrzalszego odbiorcy, widać również w tematach poruszanych przez bohaterów. Serię tę odróżnia też od oryginału specyficzny humor, który zastąpił dydaktyzm. Jedynie wątek rodzin i wzajemnej opiekuńczości pozostał bez zmian.


Na pierwszy rzut oka wydaje się, że odcinek jest hołdem dla Barksa i Dony Rosy. Mamy niezliczoną liczbę easter eggów, takich jak: drzewo rodzinne znane z komiksów, czy chociażby części robotów skonstruowanych przez Diodaka; występuje też epizod służby Donalda jako marynarza najemnika (podobnie jak było w serialu z 1987 r.). Bohaterowie jednak są ci sami, tylko trochę się zmienili. Dzieci stały się nastolatkami, a Sknerus jest teraz mniej stetryczały. Wielkim atutem serialu są rewelacyjne głosy bohaterów. To zasługa aktorów dubbingujących. Wśród nich David Tennant, świetnie podkładający głos najbogatszej kaczce świata z charakterystycznym akcentowanym szkockim „r” czy Tony Anselmo, który chyba ciut za bardzo wczuł się w rolę, bo miejscami wada wymowy Donalda jest tak mocna, że trudno go zrozumieć. Za to jednak kochamy najsłynniejszego kaczora i to nie powinno nam przeszkadzać. W tym odcinku, pierwsze skrzypce grali Donald, Sknerus oraz Dewey (czyli polski Dyzio – ten w niebieskim stroju), ale mam nadzieję, że w następnych epizodach również inne postacie dostaną więcej czasu ekranowego.


DuckTales
z 2017 roku to z całą pewnością najlepszy debiut serialu animowanego. Dostaliśmy coś dla młodszych i coś dla starszych. Młodsi po raz pierwszy odkryją kaczy świat, a dorośli z nostalgią obejrzą nowe przygody kaczorków, zwłaszcza że tym razem Kaczor Donald nie będzie tylko epizodyczną postacią. Niektórym, na początku może zabraknąć kilku bohaterów, znanych z pierwotnego wydania, jednak wątek tajemnicy skupiony wokół siostrzeńców z łatwością zasklepia tę pustkę. Poza tym, nowi aktorzy dubbingowi w oryginalnej angielskiej wersji językowej nadają postaciom specyficzną indywidualność, jakiej wcześniej nie było. Myślę, że każdy z nas jest gotów na odkrywanie nowych skarbów ze starą ekipą.

Korekta: Jagoda


blog comments powered by Disqus