Zło jest banalne
20 kwietnia 1999 roku w szkole średniej w Columbine dwóch uczniów z zimną krwią zastrzeliło 13 osób i 23 raniło. Po dokonanej masakrze sprawcy popełnili samobójstwo. Choć nie była to pierwsza tego rodzaju tragedia w Ameryce, w mediach rozgorzała dyskusja. Jak mogło dojść do tak okrutnej zbrodni? – pytano. Dlaczego nikt jej nie zapobiegł? Kto ponosi za nią odpowiedzialność? W którą stronę zmierza ten kraj? Wyrażano nadzieje, że ta krwawa ofiara oczyści Amerykę i przebudzi sumienia. Były to nadzieje płonne. Od 1999 roku w samych Stanach Zjednoczonych doszło do 26 podobnych aktów terroru. W najbardziej krwawej strzelaninie, w Virginia Tech w 2007 roku, zginęły 32 osoby. Pytania, które tak bardzo chciano zgłębić, pozostały bez odpowiedzi. Columbine stało się wręcz symbolem szkolnej maskary, hasłem w encyklopedii. A wszystko za sprawą mediów. Nakręcono bowiem wiele reportaży, dokumentów oraz filmów fabularnych opowiadających wprost o wydarzeniach z 20 kwietnia lub przynajmniej osnutych wokół tej tragedii. Był to niewątpliwie temat atrakcyjny i dla kina, i dla telewizji. Dotykał nie tylko kruchej psychiki człowieka, zdolnego ot tak zabić niewinnych ludzi. Przede wszystkim jednak masakra z Columbine obnażyła wiele mechanizmów społecznych. Wzięto pod lupę model wychowania, dostęp do broni, zgubny dla dojrzewających umysłów wpływ gier komputerowych i mediów, a wreszcie – politykę Stanów Zjednoczonych.
Tego rodzaju wydarzenia aż proszą się o film interwencyjny i oskarżycielski. Dokumentalista Michael Moore sprostał tym oczekiwaniom, realizując w 2002 roku Zabawy z bronią (Bowling for Columbine). Znalazł winnych. Jego zdaniem przyczyn tragedii należy szukać w amerykańskiej mentalności, zbyt łatwym dostępie do broni palnej, wreszcie – chorej polityce państwa, które zamiast chronić obywateli, ulega lobbystom, zasłaniając się 2 poprawką do Konstytucji. Nie umniejszając działa Moore'a, można zapytać: czy możliwość kupienia strzelby przez Internet czyni z nas morderców? Co takiego musi zrodzić się w głowie człowieka, który bez skrupułów naciska za spust pistoletu wymierzonego w szkolnego kolegę? Z punktu widzenia interesów państwa Moore skierował dyskusję na właściwe tory, ale nie zdołał dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się w Columbine.
W czasie gdy Moore odbierał kolejne nagrody za Zabawy z bronią, Gus Van Sant pracował nad swoim filmem o masakrze z 20 kwietnia. Jako artysta nie był w łatwej sytuacji. Realizowanie filmu interwencyjnego nie wchodziło w rachubę, gdyż Moore wyczerpał już argumenty emocjonalne. Poza tym autor Buntownika bez powodu nie miał skłonności do filmowej publicystyki. Z drugiej strony na Van Santa czyhała inna pułapka. Uciekając od demagogii w stronę psychologicznego pogłębienia bohaterów, narażał się na to, że publiczność nie wybaczy mu uczłowieczenia bestii w ludzkiej skórze. Co gorsza – trudno zbudować napięcie w filmie, który wiadomo, jak się skończy, a przecież zrobienie z szkolnej masakry sensacyjnego thrillera mogłoby zostać odebrane jako nieetyczne. Gus Van Sant stworzył jednak film znakomity i bezprecedensowy, jakby wspomniane zagrożenia w ogóle go nie dotyczyły.
Użył minimalistycznych środków wyrazu, niemal zrezygnował z dialogów, rozbił znane wszystkim z mediów wydarzenia na krótkie epizody, ograniczył role morderców, kreując bohatera zbiorowego. Przykładając miarę kina hollywoodzkiego, można powiedzieć, że w filmie nic się nie dzieje. Uczniowie rozmawiają, chodzą, wykonują banalne czynności. Gus Van Sant ukazał zwykłe życie szkoły ze wszystkich punktów widzenia – ofiar, świadków i katów. Uwolnił kamerę, która podąża za uczniami, stawiając widza w centrum wydarzeń. Każe mu stać za plecami tych, którzy za moment przeżyją piekło. Ponieważ wiemy, co nastąpi, wpatrujemy się w każdy gest, szukając klucza do oczekiwanej tragedii. W filmie reżyser nie ominął tego, co było przedmiotem ogólnonarodowej dyskusji – gier, telewizji, codziennej przemocy, łatwego dostępu do broni. Czy żarty pod adresem jednego z morderców przelały zatem czarę goryczy? Jeżeli tak, to dlaczego Michelle – brzydka dziewczyna, z której wyśmiewają się koleżanki – nie chwyciła za karabin? Czy zbrodnia wynikała z fascynacji Hitlerem, jak donosiły media? Jeżeli tak, to dlaczego chłopcy oglądają dokument o nazizmie znudzeni, nie rozumiejąc w zasadzie, o czym mowa. Jeżeli są maniakami przemocy, to dlaczego jeden z nich ucieka w świat muzyki Beethovena? Na pozór wyraźne sygnały zbrodni giną w codziennej rutynie. Zło jest banalne i nieprzewidywalne. Prawowici obywatele chcą wierzyć, że strzelanina w Columbine była efektem obłędu, a w najgorszym wypadku – błędnej polityki społecznej. Gus Van Sant to nihilista. Nie daje więc łatwej pociechy. Zło nie jest chorobą, by móc je diagnozować.
Sklep
Forum










