O realizacji filmu "Fantastyczna czwórka", część 2

Autor: CD Jack

posterTrzecim członkiem fantastycznej rodziny jest brat Sue Storm, Johnny Storm/Ludzka pochodnia, którego gra Chris Evans. Aktor mówi: "Johnny Storm uosabia marzenia każdego małego chłopca. Jest młodym facetem, który chce się zabawić. Nie wie, co to strach: uprawia snowboarding, motocross i pilotuje statki kosmiczne. Czuje się niepokonany i uwielbia stać w świetle jupiterów. Ideałem są dla niego szybkie samochody, szybkie kobiety i aplauz tłumów. Jakby tego mało, potrafi fruwać i miotać ogniem. Czy można wyobrazić sobie lepszy sposób na zwrócenie powszechnej uwagi? Johnny nie przejmuje się problemami innych, bo za bardzo zajęty jest sobą. Nabija się z siostry i prowokuje Bena. Podziwia Reeda jako genialnego naukowca, ale zdaje sobie sprawę, że jest on zbyt pochłonięty swą pracą i zaprzepaścił wszelkie szanse, jakie miał u Sue. Johnny wnosi do rodziny coś, co nazwałbym 'dynamiczną, bezwarunkową, pełną miłości apatią'. W końcu jednak dojrzewa i uświadamia sobie, jak ważną rolę pełni w jego życiu grupa, do której należy i poczucie odpowiedzialności".

I tym razem ważną rolę w kreowaniu ostatecznego wizerunku postaci pełniły efekty specjalne. "Niezwykłe moce Ludzkiej pochodni wykreowaliśmy łącząc zdjęcia prawdziwych płomieni z elementami grafiki komputerowej" - mówi Kurt Williams. - "W studio nakręciliśmy prawdziwe płomienie, od małego płomyka z zapalniczki, po ogniste tornado, które sfilmowaliśmy na potrzeby efektu 'supernowej'. Obraz wzbogaciliśmy następnie elementami generowanymi cyfrowo. Podobnie jak to miało miejsce z Jessicą i efektem niewidzialności, nie chcieliśmy, by ogień całkowicie zakrywał Chrisa. Zależało nam, by widzowie mogli dostrzec jego twarz i oczy nawet wtedy, gdy staje w płomieniach".

Obiektem żartów Johnny'ego pada często Ben Grimm. Grający go Michael Chiklis przyznaje, że kiedy miał osiemnaście lat, powiedział bratu, że "jeśli kiedykolwiek nakręcą film o przygodach Fantastycznej czwórki, zagram Bena Grimma".

Myślenie życzeniowe, czy przepowiednia, której dane było się spełnić?

"Cóż mogę powiedzieć?" - mówi Chiklis. - "Od dziecka byłem fanem Fantastycznej czwórki, a Bena Grimma w szczególności. To skromny facet, który wywodzi się z klasy średniej, podobnie jak ja. Ben pokonał wiele przeszkód, a udało mu się zostać świetnym pilotem i astronautą. Dzięki niemu dzieciaki takie, jak ja nabrały wiary we własne siły. Teraz, kiedy dane mi było zagrać go w filmie, jeszcze bardziej uwierzyłem w siebie".

Chiklis przyznaje, że rola Bena Grimma/Stwora, który stał się postacią kultową, była wielkim wyzwaniem.

"Po wypadku w przestrzeni kosmicznej Ben przechodzi bardzo trudne chwile" - mówi. - "Czeka go ogromna przemiana emocjonalna i fizyczna. Początkowo jest silnym, ufnym i skromnym facetem, a kończy jako potwór, bohater i sława. Trudno mu się z tym pogodzić, bo nie należy do ludzi, którzy pragną rozgłosu. Chce ponownie być Benem. Wcielając się w tę postać, musiałem pokonać poważne opory wewnętrzne. Gdy po raz pierwszy przywdziałem kostium, zrozumiałem, że nadszedł dla mnie czas próby - poczułem autentyczny strach. Zwykle nie ulegam lękom, ale tym razem doznałem uczucia klaustrofobii, które wytrąciło mnie z równowagi. Przeszło mi przez myśl, że nie udźwignę roli. Wieczorem zadzwoniłem do lekarki-psychiatry, która udzieliła mi kilku bezcennych rad. Dzięki niej odnalazłem się w 'kokonie' Stwora i zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, by tchnąć w niego prawdziwe życie".

"Kokon", o którym mówi Chiklis, to ważący ponad 30 kilogramów lateksowy kostium Stwora z aplikacjami prostetycznymi, którego zakładanie zajmowało trzy godziny. Decyzję, by zamiast elementów grafiki komputerowej wykorzystać praktyczny kostium, podjęli reżyser Tim Story, producenci, specjaliści od efektów, projektanci kostiumów i charakteryzatorzy.

Tim Story mówi: "Była to jedna z kluczowych decyzji, podjęliśmy ją więc bardzo wcześnie, tak by mieć czas na wykreowanie właściwego wizerunku Stwora. W przeciwieństwie do takiego na przykład Hulka, w naszym bohaterze pod warstwą skały kryje się istota ludzka, którą targają typowo ludzkie emocje. Stwór mówi, prowadzi rozmowę, a nawet romansuje, postanowiliśmy więc, że postać tę stworzy na ekranie aktor, a nie komputer. Mimo iż wygląda jak potwór, Michael przydał mu cech typowo ludzkich".

"Grafika komputerowa lepiej sprawdza się przy postaciach takich, jak Hulk, Gollum czy dinozaury, podczas gdy my nie chcieliśmy, by efekty komputerowe przyćmiły kreację Michaela" - mówi Avi Arad. - "Zależało nam, aby widzowie spoglądali w oczy Stwora i zdawali sobie sprawę, że są to oczy człowieka. Dzięki Michaelowi i specjalistom od efektów nasz bohater nabrał typowo ludzkich cech".

Nad kombinezonem Stwora przez kilka miesięcy pracowali: projektant kostiumów José Fernandez, odpowiedzialny za kreację stworów Mike Elizalde, producent efektów specjalnych Kurt Williams oraz niezliczeni artyści, rzeźbiarze, modelarze i technicy z Spectral Motion.

Fernandez przygotował szkice koncepcyjne i rzeźbione makiety, które testowała następnie ekipa Elizalde ze Spectral Motion. Stosowane na planie praktyczne aplikacje wykonali odpowiedzialni za charakteryzację specjalną Bart Mixon i Jayne Dancose. Kombinezon wykonano z lateksu, który - w niektórych częściach - miał grubość od 12 do 15 cm. Zdaniem autora kostiumów José Fernandeza był to prawdziwy "szybkowar".

"Jeśli wyobrazimy sobie kombinezon do nurkowania, który pogrubiono o kilkanaście dodatkowych centymetrów, da nam to pojęcie o jego wadze" - mówi. - "W przeciwieństwie do kombinezonu Stwora, w stroju do nurkowania mamy odkrytą głowę, co pozwala uciec ciepłu. Michael miał na głowie czepek, ciepło nie miało więc jak uciec na zewnątrz. Cały czas dosłownie się gotował - i to na twardo. Chwała mu za to, że to wytrzymał".

Ekipa opracowała specjalny system chłodzenia kombinezonu. Z czubka głowy Chiklisa usunięto jeden z "kamieni", a przez powstały w ten sposób otwór wprowadzono do środka przewód, przez który pompowano zimne powietrze w niewielką przestrzeń między skórę aktora a spandexową wyściółkę kombinezonu. Skonstruowano także specjalną pochylnię, na której aktor mógł odpoczywać w przerwie między kolejnymi ujęciami pod kątem ok. 45 stopni. Nie tylko zapewniła ona wygodę aktorowi, lecz także ułatwiła pracę ekipie charakteryzatorów i garderobianych, którzy mogli dzięki niej uzupełniać ubytki i uszkodzone aplikacje.

Mimo iż kombinezon Stwora był ostatnim krzykiem techniki filmowej, w niektórych ujęciach uzupełniano go o elementy grafiki komputerowej. "Zależało nam, aby Stwór harmonijnie wtapiał się w tło" - mówi Kurt Williams. - "Gdy wskakuje na chodnik, ten pęka pod jego ciężarem. Kiedy zahacza o róg domu, impet jego uderzenia sprawia, że ze ściany odpadają cegły. Gdy drapie się po twarzy, na skale pojawiają się drobne rysy i ślady pyłu. Kiedy wykonuje gwałtowne ruchy, wznieca tumany kurzu, jakby kruszyła się powłoka skalna, którą jest pokryty. Kombinezon ważył co prawda 30 kilogramów, ale dzięki naszym efektom widzowie odniosą wrażenie, że mają przed oczami żywą tonę skał, którą nasz bohater istotnie jest".

Komiks nosi wprawdzie tytuł Fantastyczna czwórka, ale swą prawdziwą popularność zawdzięcza piątej postaci - superzłoczyńcy Victorowi Von Doomowi, zwanego doktorem Doomem.

"Zawsze mieliśmy szczęście do złoczyńców, ale doktor Doom jest jednym z moich niekłamanych faworytów" - mówi Stan Lee. - "W każdym calu dorównuje naszym bohaterom, którzy nie walczą z drobnymi złodziejaszkami, ludźmi, którzy przechodzą przez jezdnię w niedozwolonym miejscu czy śmiecą na ulicy, ale czarnymi charakterami takimi, jak Doom".

Doktora Dooma gra Julian McMahon, który mówi: "Wychowywałem się w Australii, gdzie komiks o przygodach Fantastycznej czwórki bił rekordy popularności. Dr Doom zawsze mnie fascynował, niełatwo mi jednak przyszło zagrać go w filmie, bo nie ma we mnie nic ze złoczyńcy...".

Doktor Doom to pseudonim, który przyjmuje po wypadku w kosmosie bogaty przemysłowiec Victor Von Doom. "Doom przechodzi znamienną ewolucję: traci cały swój system wartości" - mówi McMahon. - "Victor jest bajecznie bogaty, inteligentny i ma charyzmę. Problem w tym, że jest przy tym próżny i ma żądzę władzy. Starałem się wyposażyć go w cechy, które widzowie bez trudu rozpoznają. Gdy metamorfoza, której ulega, staje się coraz bardziej widoczna, on sam zaczyna się rozpadać - dosłownie i w przenośni. Obnaża swą prawdziwą naturę i zaczyna snuć bezwzględne plany. Nie jest to przyjemny widok ani dla Fantastycznej czwórki, ani tym bardziej dla niego samego".

"W pracy nad wizerunkiem Dooma postawiliśmy na subtelność" - mówi Kurt Williams. - "Początkowo jego przemiana przebiega bardzo wolno, niemal niedostrzegalnie, aplikacje prostetyczne, które zastosowaliśmy, nie rzucają się więc w oczy. W finale jego metamorfoza wchodzi w decydującą fazę i dołożyliśmy wszelkich starań, by moce, które zyskuje, były równie naturalne, co w przypadku pozostałych postaci. W serii subtelnych rozwiązań widzimy, jak zmienia się nie tylko jego skóra, lecz także układ naczyniowy, muskulatura i szkielet".

"Świetnie się bawiliśmy pomagając Julianowi przy przemianie, jaką przechodzi" - mówi Fernandez. - "Początkowo Victor jest przystojny, bogaty i próżny. Ma swój styl, nosi szyte na miarę garnitury i jasne koszule. Gdy zaczyna się zmieniać, nosi coraz więcej mrocznych szarości i czerni, aż w końcu przywdziewa swą klasyczną ciemnozieloną pelerynę. I w tym przypadku zastosowaliśmy subtelne rozwiązania, bo zależało nam, aby wszystkie elementy - w tym aplikacje prostetyczne i efekty specjalne - utworzyły spójną całość".

Kurt Williams mówi: "Najważniejsze było to, że choć Julian nosi zakrywający go od stóp do głów stalowy pancerz, cały czas widzimy jego oczy. Każda z pięciu postaci wywodzi się z realnego świata i nie chcieliśmy tego ukrywać. To ludzie, nie przybysze z kosmosu i widzowie nie powinni zapominać, że targają nimi wybitnie ludzkie emocje".

część 1 - część 2

opracowano na podstawie materiałów prasowych dystrybutora filmu


blog comments powered by Disqus