Serial "Gra o tron" - pierwsze wrażenia z 6. sezonu

Autor: osti

Knowing nothing intensifies

Powiedzieć, że scenarzyści Gry o tron są świetni w trzymaniu widza w niepewności, to trochę tak, jakby powiedzieć, że na północ od Muru jest dość zimno. Oczekiwanie na kolejne odcinki jest nieznośne, a odliczanie miesięcy i dni do następnego sezonu to prawdziwa mordęga. Ale w końcu jest, zegar pokazał  zero, a więc czas zajrzeć do Siedmiu Królestw i dowiedzieć się, kto w końcu usiądzie na tym cholernym tronie. Oczywiście do ostatecznego rozwiązania jeszcze sporo brakuje, a i stawka wydaje się być znacznie większa niż po prostu możliwość zarządzania kilkoma zameczkami...

Serial podejmuje przerwane wątki dokładnie w tym samym miejscu, w którym zakończył się poprzedni sezon. Najnowszy odcinek klamrą spinają wydarzenia rozgrywające się na Murze. Choć epizod zatytułowano The Red Woman, to Lady Melisandre zalicza raczej skromny występ – aczkolwiek należy przyznać, że zakończony niemałą niespodzianką.

Od dłuższego już czasu ulubieńcy publiczności wpadali z deszczu pod rynnę i sezon szósty wydaje się kontynuować tą tendencję. Nieciekawie prezentuje się sytuacja Czarnej Straży, powodów do optymizmu nie mają ani Tyrion, ani Arya Stark. Dużo dzieje się w Dorne, którego mieszkańcy mogą jeszcze sporo namieszać. Światełko nadziei zabłyśnie za to dla Sansy i „Fetora”, również wyrok na Khaleesi został prawdopodobnie odłożony na później. Mało było Lanisterów, którzy mimo dramatycznej sytuacji postanawiają nie poddawać się i walczyć do końca.

Wątków ukazanych w serialu zrobiło się bardzo dużo i całość znajduje się na skraju chaosu. Twórcy jakimś cudem trzymają historię w ryzach, tylko jak długo będzie się to udawało? „Czystki” dokonane w poprzednim sezonie wcale tak bardzo nie pomogły. Nieuważny widz może mieć problemy z orientacją, tym bardziej, że tak do końca o żadnym z wątków nie można powiedzieć, że jest tym głównym.

Bohaterów, którym możemy w Grze o tron kibicować, jest (jeszcze) cała masa. Scenarzyści stanęli jednak na wysokości zadania i skutecznie zmniejszają liczbę żywych postaci. Już w pierwszym odcinku w jednym z królestw dochodzi do rewolucji, w wyniku której pozbawionych życia zostaje paru prominentów. Rozczarowani będą fani scen erotycznych, z których zasłynęła seria – bohaterowie są tak bardzo zajęci wycinaniem się wzajemnie w pień, że nie mają nawet czasu na porządny gwałt, nie mówiąc już o chwili czułości.

Według ostatnich zapowiedzi, do końca serialu zostały jeszcze trzy sezony. Fabuła wyprzedziła wydarzenia opisane przez G.R.R. Martina w książkowym oryginale, zatem scenarzyści nie są już niczym związani w swojej bezkresnej manii siania mordu i zniszczenia. Producenci zapewniają też, że w 6 serii odcinków doczekamy się największej bitwy w historii telewizji. Z pierwszego epizodu nie wynika jasno, między którymi stronami rozegra się starcie – większość znanych z poprzedniego sezonu armii znajduje się w rozsypce, a bohaterowie skupiają się raczej na walce o przeżycie, nie o władzę.

Pierwszy odcinek nowego sezonu Gry o tron nie jest ani najbardziej porywający, ani nie daje ostatecznej odpowiedzi na żadne z nurtujących fanów pytań. Wydarzenia pokazane na ekranie są naturalną konsekwencją tego, co widzieliśmy już wcześniej. Nie zmienia to faktu, że w końcu historia Westeros toczy się dalej, i w końcu odliczanie miesięcy do kolejnego sezonu zamieniło się w liczenie dni do następnego odcinka. Jeszcze siedem!

Korekta: Joanna Biernacik

Podyskutuj o tym filmie na forum!


blog comments powered by Disqus