„Dziewczyny” - o fenomenie serialu i wrażeniach po ostatnim odcinku

Słodko-gorzki koniec

 

Czy może być coś ciekawego i – przede wszystkim – nowego w serialu opowiadającym o perypetiach czterech przyjaciółek, skupionym głównie na stereotypowych problemach w związkach, uprawianiu seksu i jeszcze większej ilości seksu? Odpowiadam od razu – może. Wbrew pozorom Dziewczyny to nie jest serial tylko i wyłącznie o typowych babskich problemach.

 

O czym zatem są Dziewczyny? Główną bohaterką tej opowieści jest Hannah Horvath (Lena Dunham, która jest jednocześnie scenarzystką i reżyserką całego serialu), którą rodzice pewnego dnia informują, że nie będą jej już dłużej utrzymywać. Hannah chciałaby zostać pisarką, ale jako 24-latka musi najpierw zmierzyć się z rzeczywistością tak trywialną, jaką jest chociażby zapłacenie rachunków. Wsparciem – lub też nie – są dla niej przyjaciółki: skupiona na sobie Marnie (Allison Williams), arogancka artystka i obywatelka świata Jessa (Jemima Kirke) oraz gadatliwa i niesamowicie postrzelona Shoshanna (Zosia Mamet). Hannah może także liczyć na wsparcie swojego chłopaka Adama (tak, to tutaj najpierw zaistniał Adam Driver), który próbuje swoich sił w aktorstwie i chodzi na spotkania AA, chociaż nie pije. Hannah i jej przyjaciółki z odcinka na odcinek dorastają w lepszy i gorszy sposób, rozstają się i godzą oraz starają się pokonywać wszelkie przeciwności losu, z którymi i nam zdarza się walczyć – od rachunków po aborcję.

 

Serialu Dziewczyny powstało już 6 sezonów. Każdy składał się z 10 odcinków (z wyjątkiem dwunastoodcinkowego sezonu trzeciego) trwających po około pół godziny. Wydawałoby się, że to za mało, by przybliżyć nam w jakikolwiek sposób historię jednej osoby, a co dopiero kilku naraz. Jednakże tutaj udało się to zrobić w sposób szczegółowy i niesamowicie spójny. Każda z przedstawionych w tym serialu postaci jest inna, ma swoje odmienne motywacje, pragnienia i przede wszystkim – problemy. Tych dylematów jest mnóstwo i nie dotyczą tylko tego, w co się ubrać i z kim się przespać (chociaż większość scen, które być może widzieliście, mogłyby na to wskazywać). Niektóre fragmenty dotyczą spraw niezwykle prostych, inne poddają ogromnej próbie relacje przyjaciółek. Zwyczajna codzienność przeplata się tutaj z nierzadko brutalną rzeczywistością. Dziewczyny, choć często ironiczne, muszą stać się poważne, samodzielne i spróbować wejść w zupełnie nowy etap – dorosłość.

 

 

Skąd zatem bierze się magia tego serialu? Właśnie stąd, że wszystko jest po prostu prawdziwe. Nie ma sztucznego zasłaniania intymnych części ciała – jeśli kobieta wchodzi do wanny, to nie ukrywa swoich piersi nie wiadomo w jakim celu, a kamera nie pokazuje jej tylko od szyi w górę. Seks jest w Dziewczynach po prostu seksem – nie ma w tle pięknej muzyki i przygaszonego światła, a osoby go uprawiające nie zawsze wyglądają pięknie i nie zawsze robią to w klasycznej pozycji. Główne bohaterki gadają nieraz o rzeczach kompletnie nieistotnych i kłócą się o byle co, bo tak naprawdę na co dzień wszyscy to robimy. Dziewczyny jeżdżą po szpitalach, gotują, chodzą do lekarzy, próbują swoich sił w nowych zawodach – tak, jak i my. Jakby tego było mało – każda z dziewczyn jest zupełnie inna i żadna nie zachowuje się w stereotypowy sposób. Bohaterki nie są też klasycznymi pięknościami, ale kompletnie się tego nie wstydzą.

 

Dziewczyny nie unikają trudnych tematów, nie obawiają się używania ostrych słów. Jeśli kogoś to interesuje, to wygrywają także w kwestii nagości, za którą tak „uwielbiano” Grę o tron (dopóki – z niewiadomych dla mnie przyczyn – nie ograniczono takich scen w tejże produkcji). Warto obejrzeć je też po to, żeby zobaczyć, jak bohaterki radzą sobie z sytuacjami, z którymi i my musimy się mierzyć. To często prowokuje nas do myślenia, sprzeciwu lub zgody, że jednak nie da się inaczej. Pod tą, mogłoby się wydawać, pustą powłoką serial kryje bardzo dużo historii, które mogą nas czegoś nauczyć i pozwala zobaczyć, że nie tylko my mamy takie problemy. Świetnie także analizuje konsekwencje różnych czynów. Dziewczyny mają świetnie napisane dialogi, które nieraz doprowadzą Was do łez i to nie tylko ze śmiechu. W większości odgrywane są przez aktorki i aktorów, którzy nie są znani i nie grali wcześniej albo w ogóle, albo w bardzo małej liczbie filmów. Być może dzięki temu serial jest tak bardzo wiarygodny. Nie uchyla się od przeklinania, wyzwisk, ale też bardzo czułych słów. Nie ma też w tym serialu miejsca na patos i moralizatorstwo.

 

 

Podczas gdy pierwsze sezony pokazywały pewną nieporadność głównych bohaterek w zderzeniu z rzeczywistością, ostatnie odcinki są niezwykle poważne i pokazują wejście w zupełnie inny etap życia. Ostatni sezon jest niejako podsumowaniem i przerobieniem wzajemnych relacji i momentem, kiedy każda z dziewczyn musi znaleźć swoją ścieżkę i podjąć w końcu ostateczne decyzje. To, co w poprzednich odcinkach było do bólu prawdziwe, w szóstym sezonie jest takie jeszcze bardziej. W grę zaczyna wchodzić smutek i brutalność, której wcześniej nie oglądaliśmy. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale Hannah, która dotychczas była niezwykle irytująco nieogarnięta i samolubna, teraz musi zmierzyć się z bardzo ważną dla siebie kwestią. I ta denerwująca nas osoba staje się w szóstym sezonie najbardziej logicznie postępującą i pełną empatii postacią. Inne bohaterki także drastycznie się zmieniają. Ostatni sezon kładzie nacisk na relacje i to, czy są one w stanie przetrwać poważniejsze problemy. To już nie jest kwestia odbicia chłopaka czy pobytu w szpitalu, ale problemy wybaczenia, ruszania dalej i dobrego momentu na powiedzenie „do widzenia”.

 

Ostatni odcinek – wyemitowany w USA w niedzielę, a w Polsce dzień później – pozostawia widza z takim słodko-gorzkim uczuciem, które ciężko nazwać. Z jednej strony daje nadzieję, ale z drugiej, jeśli weźmiemy pod uwagę właśnie te relacje, które były głównym tematem sezonu, to wypełnia nas uczuciem smutku. Wydaje się, że wiele tematów pozostało niedopowiedzianych i wypadałoby, żeby jednak ostatni odcinek serialu tryskał fajerwerkami. Lena Dunham wolała zrobić to po swojemu i zaskoczyć nas w zupełnie nieoczekiwany sposób. Nie zamierzam niczego zdradzać, ale efekt – chociaż z pozoru na taki nie wygląda – jest niesamowity, prowokuje do myślenia i własnych interpretacji. Widz, podobnie jak bohaterki, musi sam podjąć decyzję, jaki to będzie koniec.

 

Zdecydowanie polecam obejrzeć wszystkie sezony Dziewczyn, ze szczególnym naciskiem na ostatni. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni znajdą tu coś dla siebie. Można się pośmiać, popłakać, ale i powkurzać. Postaci wywołują w nas realne emocje, a historie przez nich opowiadane są niezwykle prawdziwe, co pozwala nam się świetnie utożsamić z nawet najbardziej zagmatwanymi sytuacjami. Czyż nie o to chodzi w filmach?

 

Korekta: Joanna Biernacik

 

 

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus