Autonomiczność autorska zachowana - rozmowa z Janem Hrebejkiem

plakat filmu Autonomiczność autorska zachowana - rozmowa z Janem Hrebejkiem

Gildia Filmu: Jak Pan określiłby swój film Na złamanie karku?

Jan Hřebejk: To film o współczesności i potrzebie tolerancji.

GF: To ciekawe, pańskie ostatnie filmy (właśnie Na złamanie karku i Piękność w opałach) są poświęcone współczesności. Czy zapowiada to zmianę zainteresowań w stosunku do bardziej "historycznych" Musimy sobie pomagać, Pod jednym dachem i Pupendo?

J.H.: W latach 90. ze scenarzystą Petrem Jarchovskim myśleliśmy bardziej o przeszłości. W okresie bezpośrednio po upadku komunizmu zwróciliśmy się w stronę komedii. Jednak, gdy w 2003 roku rozpoczęliśmy pracę nad Na złamanie karku, znaleźliśmy dla tego filmu bohaterów współczesnych. Jesteśmy z Petrem autorskimi bliźniakami i zawsze wspólnie podejmujemy decyzje, uzgadaniając temat przyszłego projektu. Nigdy nie mówimy za jaki film się zabieramy. Jedziemy w góry, gdzie wspólnie zasiadamy i zaczynamy myśleć o czymś nowym. Przez najbliższy rok będziemy pracowali nad następną fabułą.

GF: Zrealizował Pan filmy o czeskich traumach – okupacji, 1968 roku. Jaki jest Pański stosunek do historii Czech, pamiętając, że nie istnieją dla Pana tabu, o których nie możnaby zrobić filmu?

J.H.: Uważam, że w czeskiej historii nie ma tabu. U nas jedynym problemem są budżety. A my z Petrem jesteśmy w stanie przekonać producenta do naszych pomysłów.

GF: Wyczuwa się u Pana niechęć do czasów komunistycznych. Czy temu ustrojowi zawdzięcza Pan coś?

J. H.: Dostrzegam, że za komunizmu kultura miała się znakomicie. Ale komunizm pozwalał nam zorientować się też co jest dobre, poprzez stosowanie zakazów i cenzury. Zakazy były były drogowskazem, gdyż czego nie zabraniano było zazwyczaj szmatławe. Natomiast w samej egzystencji za czasów Gustava Husaka (szefa czeskiej kompartii – przyp. aut.) nie było nic dobrego. Nie dożyjemy chyba czasów, aby zmyć z siebie to zło.

GF: Jak zmiany systemowe w Czechach po 1989 roku wpłynęły na aktywizację młodego pokolenia czeskich reżyserów?

J. H.: Kończyłem praską FAMU, gdy rozpoczynała się liberalizacja, wywołana przez aksamitną rewolucję. Zaczęliśmy się zachłystywać literaturą piękną Havla, Kundery, czy Skvorečkiego. Byliśmy w wielkiej euforii. Ale na początku lat 90. nie mieliśmy szans na robienie filmów. Gdy kina były pełne komercji, nieśmiałe pojawiały się pierwsze filmy niezależne. Sukces czeskich produkcji (m. in. Batalionu czołgów wg Skvorečkiego) spowodował powrót publiczności do kin, która później wielokrotnie potwierdzała zainteresowanie rodzimą X Muzą. Sverak, Ondřicek, Gedeon, Slama rozkręcili czeskich widzów i ich filmy oglądało przeciętnie pół miliona osób.

GF: Czeskie kino słynie ze znakomitych komedii, których reżyserem jest również Pan. Gdzie należy szukać inspiracji Waszych sukcesów kasowych przy utrzymaniu wysokiej poprzeczki artystycznego wyrazu? Czy chodzi o Haškową perspektywę patrzenia, czy raczej o ludyczne korzenie kultury czeskiej?

J. H.: Pierwsze sukcesy są udziałem Formana, powołującego się na tradycję z obu wymienionych źródeł. W latach 70.-80. udawało się to Menzlowi, który osiągnął szczyty popularności Postrzyżynami (2,5 mln widzów!!!). Nie było przymusu oglądania filmów, a Czesi sami wybierali fabuły, realizowane w Czechosłowacji. Zaś obecnie sukcesem jest zachowanie autonomiczności autorskiej przy umiejętnym wykorzystywaniu zainteresowania widzów.

GF: W Czechach często powstają filmy młodych reżyserów, a w Polsce rzadko. Jaką ma Pan receptę na takie zjawisko dla Polaków?

J. H.: Reżyserzy stali się producentami (Sverak, Ondřicek), pracują dla teatru (Zelenka). Ja mam małą grupkę ludzi i robimy film za filmem. Dzięki naszemu producentowi otrzymywaliśmy granty i uzyskiwaliśmy współpracę kooprodukcyjną z telewizją (wcześniej publiczną, a obecnie z prywatną NOVA TV). Pierwsze swoje filmy musieliśmy robić tanio, dlatego pracowaliśmy na taśmie 16mm. Gdy nasze fabuły zarobiły na siebie, przestaliśmy mieć problemy z finansami. Póki, co wszyscy są zadowoleni.


blog comments powered by Disqus