Pocztówka z wakacji - recenzja filmu "W samym sercu morza"

Autor: osti

Ron Howard ma ogromny talent do pokazywania z pozoru niezbyt ciekawych historii w fascynujący sposób. Jakby nie było, Piękny umysł jest po prostu filmem o genialnym matematyku, przez Wyścig nie jeden ekolog zapragnął śmigać paliwożerną formułą po torze, a napięcie między bohaterami Frost/Nixon wręcz nie pozwala widzowi usiedzieć w miejscu. Reżyser ma już doświadczenie w snuciu opowieści o przekraczaniu granic ludzkich możliwości oraz docieraniu dalej niż ktokolwiek wcześniej – kultowy Apollo 13 liczy już sobie 20 lat. Stąd ukazanie starcia załogi statku Essex z monstrualnym wielorybem powinno być dla niego łatwe jak spacer po parku.

Już od początku seansu widać, że widz przeprowadzany będzie przez historię powstania Moby Dicka dwutorowo. Oto Herman Melville (w tej roli jak zwykle świetny Ben Whishaw) namolnie próbuje nakłonić starego pijaka – Thomasa Nickersona (Brendan Gleeson), do wyznania prawdy na temat tego, co spotkało załogę nieszczęsnego rejsu Essex. Gdy w końcu mu się uda, widz zostaje przeniesiony jeszcze dalej w przeszłość, aby towarzyszyć załodze wielorybnika w wyprawie na krańce znanego wówczas świata.

Opowieść Nickersona początkowo skupia się na konflikcie między doświadczonym pierwszym oficerem (Chris Hemsworth) a kapitanem statku Georgem Pollardem (Benjamin Walker), który zasłużył na swoje stanowisko jedynie faktem pochodzenia z bogatej rodziny. Wątek ten został poprowadzony bez polotu, jednak samo życie na wielorybniku zostało ukazane w sposób absolutnie fascynujący. W erze smartfonów i nawigacji satelitarnej uderzające jest, że ludzie wyruszali na kilkuletnie rejsy, aby na drewnianych łódkach przy pomocy harpuna i liny polować na największe stworzenia na naszej planecie. Howard nie gloryfikuje oczywiście zabijania wielorybów, oddaje jednak odwagę i poświęcenie, jakie wykazywali wielorybnicy wypływając w morze.

Do momentu, w którym Essex kończy jako idąca na dno plątanina lin, żagli i drewna, W samym sercu morza jest świetnym filmem. Ron Howard umiejętnie lawiruje między lekkim kinem przygodowym a morską epopeją w stylu Pan i władca: na krańcu świata czy też 1942: Wyprawa do raju. Mimo zastosowania paru przetartych klisz (ciężarna żona czekająca w domu na powrót głównego bohatera, nieopierzony kapitan, który o mało nie rozbija statku starając się udowodnić "kto tu rządzi"), widz z napięciem śledzi losy bohaterów (mimo świadomości, że ten rejs nie kończy się dla nich najlepiej). Razem z wielorybnikiem tonie też cała otoczka romantycznej wyprawy, a chęć pokazania przez człowieka, że jest panem wszelkiego stworzenia, zamienia się w dramatyczną walkę o przetrwanie.

Nie można powiedzieć, że piekło, jakie przeżyli rozbitkowie, zostało pokazane w sposób nieciekawy. Chris Hemsworth, Cilian Murphy oraz młodziutki Tom "nowy Spider-Man" Holland otrzymali okazję, aby udowodnić szeroki wachlarz umiejętności aktorskich i udało im się to. Choć od początku wiadomo, jaki los spotkał Essex, widz zostaje zbyt gwałtownie wyrwany ze świata radosnej przygody i wrzucony w mroczne odmęty rozpaczy. Próba pogodzenia ze sobą zbyt wielu stylów nie udała się twórcom W samym sercu morza, przez co film wzbudza spory dysonans i mieszane uczucia.

Najnowszy obraz Rona Howarda chyba lepiej oglądać w wersji 3D, gdyż (paradoksalnie) nadmiar komputerowych efektów specjalnych i sztucznych krajobrazów nie rzuca się wtedy tak bardzo w oczy. Pochwalić należy liczne nietypowe ujęcia kamery – autorzy zdjęć często pokazują twarze oraz przedmioty codziennego użytku w sporym przybliżeniu, nadając im tym samym zupełnie nowy wymiar. Na uznanie zasługuje też muzyka Roque Bañosa, która momentami wybija się ponad tylko solidną, rzemieślniczą robociznę.

W samym sercu morza jest po prostu dobrym filmem. Tylko i aż – potencjał "największej epopei Ameryki", jak określony zostaje przez twórców Moby Dick, pozostał niewykorzystany. Bardzo szkoda, ale nie można też powiedzieć, że czas poświęcony na obejrzenie produkcji jest czasem straconym. Należy jedynie nieco skorygować swoje oczekiwania i można raźno obierać azymut na najbliższe kino. 

OCENA - 7/10

Korekta: Damian "Nox" Lesicki


blog comments powered by Disqus