"Inferno" - recenzja wydania DVD

Autor: Damian "Nox" Lesicki
Korekta: Aleksandra Wierzbińska
15 kwietnia 2017

Inferior

Inferno DVD recenzjaTom Hanks powrócił jako Robert Langdon, by po raz kolejny rozwiązać zagadki starodawnych symboli i stawić czoła całkiem współczesnemu złoczyńcy. Tym razem stawka jest niezwykle wysoka, bo chodzi o życie połowy ludzkości. Czy podczas seansu czeka nas fantastyczna przygoda, czy raczej piekielne męczarnie?

Profesor Langdon budzi się we włoskim szpitalu. Nie wie, co mu się stało ani jak się znalazł w tym miejscu, a w dodatku doświadcza halucynacji inspirowanych wizjami piekła z Boskiej komedii. Na domiar złego okazuje się, że ktoś czyha na jego życie. Dzięki pomocy doktor Sienny Brooks (Felicity Jones) udaje mu się na chwilę zgubić pościg. Przy okazji wpada na trop intrygi związanej z dziełem Dantego Alighieri oraz śmiercionośnym wirusem.

Trzecia część filmowej serii o Robercie Langdonie (będąca adaptacją czwartej powieści Dana Browna o tym bohaterze) fabularnie jest zbliżona do poprzednich przygód genialnego historyka. Ponownie postać grana przez Toma Hanksa zostaje wplątana w spisek, a kluczem do pokrzyżowania planów złoczyńcy okazują się symbole ukryte w dawnych dziełach sztuki. Po raz kolejny też, niczym współczesny Indiana Jones (chociaż o zdecydowanie mniejszej charyzmie i uroku osobistym), Langdon odwiedza mniej lub bardziej ukryte części zabytków architektury w różnych częściach globu.

Najnowszy film Rona Howarda od poprzednich części cyklu odróżnia jednak nastrój. Reżyser bardziej skupił się w Inferno na akcji i napięciu, a mniej na rozwiązywaniu zagadek. Można odnieść wrażenie, że wskazówek, z którymi musi zmierzyć się Langdon jest znacznie mniej niż w jego poprzednich przygodach i nie są one tak ciekawe. Więcej problemów przysparzają bohaterowi halucynacje oraz amnezja, niż poziom skomplikowania kolejnych elementów układanki. Problematyczny jest także sposób prowadzenia intrygi i ujawniania widzowi kolejnych informacji. Przez ponad połowę seansu nie wiadomo niemal nic na temat tego, kto ściga Roberta, ani co chcą osiągnąć poszczególne postacie. Później zaś następuje groteskowe wręcz nagromadzenie fabularnych twistów. Przypomina to oglądanie prezentacji prowadzonej przez kiepsko przygotowanego prelegenta, który rozwodzi się nad pierwszymi dwoma zagadnieniami, a potem szybko przeskakuje kilka kolejnych, żeby tylko zdążyć dobić do końca w założonym czasie.

Howard postanowił również nieco poeksperymentować z warstwą wizualną swojego nowego obrazu. Sporo czasu ekranowego poświęca infernalnym wizjom, których doświadcza Langdon. I chociaż trzeba przyznać, że z technicznego punktu widzenia są one zrealizowane przyzwoicie, to bardziej pasowałyby do filmu grozy, niż do przygodowego thrillera, jakim ma być Inferno. Z kolei częstotliwość ich występowania męczy widza niemal tak samo, jak głównego bohatera. Nie pomaga również notorycznie trzęsąca się kamera – odpowiedzialny za zdjęcia Salvatore Totino tym razem się nie popisał. O oprawie dźwiękowej filmu można powiedzieć tyle, że jest. Hans Zimmer do trzeciej odsłony cyklu skomponował stricte rzemieślniczą ścieżkę muzyczną, której daleko do epickiego motywu przewodniego z Aniołów i demonów.

Co do wydania DVD można mieć ambiwalentne odczucia. Żadnych zastrzeżeń nie budzi tłumaczenie – dystrybutor zadbał o dwa niezależne przekłady dostosowane do wersji lektorskiej i napisów. Gorzej ma się sprawa z materiałami dodatkowymi. Z jednej strony książeczka towarzysząca płycie oraz dosyć długa lista bonusów  umieszczonych na krążku każą przypuszczać, że edycja jest całkiem bogata. Z drugiej jednak, gdy przyjrzymy się bliżej, okazuje się, że dodatki są raczej krótkie, a ponadto nie zostały przetłumaczone na język polski. Drukowane materiały też niczym nie zaskakują – znajdziemy wśród nich opis fabuły oraz w zasadzie standardowe wypowiedzi twórców i aktorów, które w pewnej mierze pokrywają się z nagraniami. Najciekawsze z tego wszystkiego są, nomen omen, „ciekawostki” wynotowane na przedostatniej stronie książeczki. Nie jest ich wiele, ale przepis na filmowego wirusa to jednak nie byle co.

Najnowsza część przygód profesora Langdona stanowi przyzwoitą kontynuację, jednak nie jest ani tak interesująca, ani tak przyjemna w odbiorze jak poprzednie, które przecież wybitnymi filmami nie były.  Chociaż polskie wydanie jest przyzwoite, to w żadnym momencie nie powala na kolana. Porzućcie wszelką nadzieję, którzy liczycie na coś ciekawego.



blog comments powered by Disqus