Kosmiczna gra o tron – recenzja wydania DVD filmu "Jupiter: Intronizacja"

Autor: osti
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
13 lipca 2015

Wielu twórców ocenia się na podstawie ich poprzednich dzieł. Trzeba przyznać, że poprzeczka w przypadku Wachowskich jest ustawiona absurdalnie wręcz wysoko. Prawdopodobnie nie powtórzą nigdy sukcesu, jaki osiągnęli dzięki trylogii Matrix. Pierwsza część przygód Neo była prawdziwą rewolucją i wpłynęła na kształt współczesnego kina rozrywkowego. Już na zawsze ten film pozostanie jednocześnie ich największym sukcesem jak i największą klątwą.

Lana i Andy Wachowscy nie spoczęli jednak na laurach, dzięki czemu zawdzięczamy im m.in. kultowe V jak vendetta oraz magiczny Atlas Chmur. Biorąc na tapetę wydany niedawno Jupiter: Intronizacja, trzeba nań spojrzeć przez pryzmat poprzednich prac zakręconego rodzeństwa. W ich twórczości dominuje motyw wybrańca, odradzania się i przenikania postaci oraz wydarzeń, a takżeponura wizja gatunku ludzkiego jako surowca, a człowieka jako przedmiotu jednokrotnego użytku.

Wszystkie te elementy układanki Lana i Andy wykorzystali w swoim najnowszym filmie. Główna bohaterka – tytułowa Jupiter, imigrantka, ledwo wiążąca koniec z końcem (sprzątając cudze domy), okazuje się być wybranką mogącą ocalić nasz świat. A wszystko dlatego, że mając identyczny kod genetyczny, co żyjąca dawno, dawno temu prawowita władczyni Ziemi, uznawana jest za jej kolejne wcielenie. Niejako przy okazji, widz dowiaduje się, że trzecia planeta od słońca nie jest wcale pępkiem świata. Ba, nasza cywilizacja została wyhodowana przez rządzący wszechświatem ród, aby w odpowiednim momencie rozwoju zostać wykorzystana jako surowiec do produkcji serum odmładzającego. Każdy fan serii Mass Effect (i motywu występujących tam Żniwiarzy) będzie się czuł w świecie Jupiter jak w domu.

Mimo prostoty historii oraz braku wielu znanych aktorów, na ekranie pojawia się całe mnóstwo barwnych i ciekawych postaci. Aż żal, że wszystkie przedstawione są tylko pobieżnie i nie ma czasu aby się z nimi zaprzyjaźnić – zbyt szybko galopująca akcja na to nie pozwala. Większą część widowiska kradnie duet Mila Kunis & Channing Tatum. Oboje z jednej strony starają się udowodnić, że są niezłymi aktorami, z drugiej zaś widać wyraźnie, że ich zadanie polega głównie na tym, aby po prostu pięknie wyglądać i wywoływać przyspieszone oddechy u widzów obu płci.

Najmocniejszą stroną Jupiter: Intronizacja jest – chyba bez niespodzianek – strona audiowizualna. Mimo iż mamy do czynienia z filmem w formacie DVD (zapominamy więc o wszelkich bajerach typu Full HD czy efekt 3D), to efekty specjalne wywołują istny opad szczęki. Pierwszą sekwencję walki, w której Caine Wise (Tatum) uwija się między strzelającymi do niego przeciwnikami ze specjalną energetyczną tarczą, obejrzałem chyba 3 razy, nie mogąc wyjść z podziwu. Jak rewelacyjnie to wszystko wygląda! Co jakiś czas w gorętszych momentach serwowane nam są specyficzne efekty spowolnienia czasu, które tak umiejętnie wykorzystane w Matriksie zapewniły Wachowskim nieśmiertelną sławę.

Wydawca, projektując menu do wydania DVD Jupiter: Intronizacja, na szczęście poszedł w elegancką prostotę. Statyczne tła z paskiem wyboru u dołu są czytelne i wygodne oraz nie rażą tandetą. Polscy widzowie mogą obejrzeć film z napisami bądź lektorem. Specjalna wersja dla niesłyszących przygotowana została tylko dla operujących językiem angielskim. Jak w przypadku większości współczesnych wydań DVD, tutaj także niewiele jest do roboty w sekcji dodatków. Na szczęście cennego miejsca na płycie nie zajęto zwiastunami, tylko dwoma bardzo fajnymi materiałami "zza kulis". Przybliżają nam one sylwetki głównych bohaterów oraz bardzo rozjaśniają całą wizję świata przedstawionego przez Wachowskich. Duży plus.

Nieprzypadkowo zdecydowałem się w tej recenzji na przydługi wstęp i nie raz nawiązywałem do Matrixa oraz Atlasu Chmur. Twórcy byli świadomi tego, że rewolucja na miarę tego pierwszego już się nie powtórzy i że cudowna, ale strasznie zagmatwana 3-godzinna historia tego drugiego zwyczajnie się nie sprzedała. Postanowili więc dać nam to, co robią najlepiej – i tak Jupiter: Intronizacja nie jest może najmocniejszy pod względem fabuły czy gry aktorskiej, ale w warstwie audiowizualnej stanowi wytworną ucztę. Ostatecznie wszystko sprowadza się do kwestii, czy warto ten film obejrzeć. Ja nie żałuję poświęconych mu dwóch godzin, a dla każdego fana twórczości Wachowskich i/lub efektów specjalnych jest to pozycja absolutnie obowiązkowa.



blog comments powered by Disqus