"Czerwony żółw" - recenzja filmu

Przestwór magicznego oceanu

czerwony żółw recenzjaCzerwony żółw należy do tego rzadkiego w naszych kinach gatunku – ambitnej animacji dla dorosłych. Obraz powstał dzięki współpracy holenderskiego reżysera i animatora Michaela Dudoka de Wita, japońskiego Studia Ghibli z producentem Toshio Suzukim na czele oraz francuskiego studia Wild Bunch. Efekt? 11 prestiżowych nagród, 30 nominacji – w tym oscarowa – oraz przepiękny film, od którego nie sposób się oderwać.

Jeśli spodziewacie się animowanej, dynamicznej baśni w stylu Ghibli – bo to nazwą studia promowany jest film – to zawiedziecie się srodze. Czerwony żółw kreską przypomina raczej komiks frankofoński, a na ekranie pojawia się masa statycznych plansz ukazujących pejzaż wyspy i ocean. Utrzymany w odcieniach żółci, zieleni i błękitu, momentami czarno-biały, film często jest “przygaszony” kolorystycznie, zależnie od budowanego w danej scenie nastroju – zupełnie inaczej niż w dynamicznych, kipiących kolorami i akcją filmach japońskiego studia. Reżyser posługuje się też symbolami. Na przykład gdy bohater choruje, widzimy na ekranie pająki i nietoperze, które mają podkreślić ponury charakter sceny. Czujcie się więc ostrzeżeni. Jednocześnie muszę bardzo wyraźnie zaznaczyć: niczego to Żółwiowi nie ujmuje.

czerwony żółw recenzja animacja

Fabuła pełna jest niedopowiedzeń i pytań. Pewnego dnia na bezludną wyspę trafia rozbitek. Buduje tratwy, by się wydostać, ale nie pozwala mu na to tytułowy czerwony żółw zmuszający go do powrotu na plażę. Gdy rozbitek w końcu dopada zwierzę na lądzie, odkrywa jego przedziwną tajemnicę – a to dopiero połowa filmu.

Wychodząc z kina nadal nie wiemy, skąd bohater wziął się na wyspie ani skąd pochodzi magiczny żółw. Nie mamy pojęcia, co stało się z zaklętym zwierzakiem po zakończeniu seansu, nie dowiadujemy się, czy trzeciemu z bohaterów udało się dostać na ląd. I dlaczego rozbitek nie odpłynął, gdy w końcu mógł? Co się stało z wyspą? Pytań jest wiele, odpowiedzi stanowczo za mało – ale i tak seans jest zdecydowanie satysfakcjonujący.

czrwony żółw ghibli recenzja

Czerwony żółw to pięknie zanimowana baśń. Widać doskonale rękę producentów Ghibli: każdy szczegół jest dopracowany z fotograficzną niemal dokładnością. Momentami można odnieść wrażenie, że oglądamy film aktorski. Jednocześnie całość sprawia oniryczne, poetyckie wrażenie – czasami jawa przenika się tu z wytworami zdesperowanego umysłu, nie wiemy, co jest snem bohatera, a co dzieje się naprawdę. Co więcej, w całym filmie nie ma ani jednego dialogu – postaci najwyżej wydają okrzyki lub westchnienia, co dodatkowo podkreśla liryczny wymiar filmu. A muzyka? To po prostu poezja. Nie tylko jest idealnie dobrana do kolejnych scen, ale także sama w sobie jest przepiękna – można słuchać w kółko!

Na premierę Czerwonego żółwia w Polsce czekaliśmy przeszło rok od pierwszego wyświetlenia w Cannes – i nie wróżę temu filmowi sukcesu komercyjnego. Jest przepiękny, doskonale zrobiony, ale jednocześnie niezbyt łatwy w odbiorze, ambitny, pełen niedopowiedzeń. Nie jest też specjalnie reklamowany i definitywnie nie nadaje się dla dzieci. To produkcja, która zyska zapewne popularność wśród bywalców kin studyjnych, z ciekawym, trudniejszym repertuarem. Osobiście gorąco ją polecam – podczas seansu nie mogłam oderwać się od ekranu.

 Korekta: Damian "Nox" Lesicki



blog comments powered by Disqus