"Legion" - pierwsze wrażenia z premiery serialu

Jak na razie, piękne szaleństwo

Legion zapowiada się jako nietypowa produkcja dla świata marvelowskich mutantów. Psychodeliczny, niesamowity i inny niż wszystko do czego widzowie przywykli w filmach z uniwersum X-Menów. Zgłębienie fabuły tego serialu może okazać się dla widzów nie lada wyzwaniem.

Zagorzałych fanów komiksów o mutantach powinno ucieszyć dość wierne przeniesienie wczesnej historii Davida Hallera na ekran. Bohater przez zaburzenia osobowości ląduje w szpitalu psychiatrycznym. Tam jedna ze współpacjentek uświadamia mu, że za jego chorobą może kryć się coś więcej. Fabuła prowadzona jest w dość skomplikowany, lecz bardzo wciągający sposób. Z powodu cienkiej granicy, która rozdziela rzeczywistość od urojeń Davida, widz nigdy nie ma pewności, czy to, co widzi, dzieje się wewnątrz, czy poza umysłem protagonisty. Po dodaniu jeszcze przeplatania się przeszłości z teraźniejszością osiągnięty zostaje efekt przypominający kontrolowany chaos. Choć wszystko ostatecznie prowadzi do punktu kulminacyjnego, to i tak po zakończeniu odcinka można zadać sobie pytanie – czy na pewno to była rzeczywistość?

Realizacja - póki co - wygląda świetnie. Dość minimalistyczne plany i mała ilość efektów komputerowych dobrze współgrają z chaotyczną fabułą. Ponadto twórcy pokusili się o piękne ujęcia, gdy David używa swoich mocy. Czas zaczyna zwalniać, przedmioty w pomieszczeniu unoszą się w powietrze i na chwilę wszystko się zatrzymuje. W dodatku całość jest jeszcze pokazana z kilku perspektyw, dodając tym fragmentom uroku. Do pewnego stopnia przypominają one scenę Quicksilvera z X-Men: Przeszłość, która nadejdzie. Wśród świetnie nakręconych scen są także te, prezentujące co dzieje się w umyśle głównego bohatera. Tu do gry wchodzi wspomniana wcześniej psychodelia. Migające kolory, przekształcanie przeżytych wspomnień w nierealne, a nawet absurdalne wizje i - rzecz jasna - jeszcze szepty innych osobowości Davida. To wszystko złożone razem daje ciekawe spojrzenie na umysł szaleńca.

Pod kątem aktorskim jest dobrze, choć przez duże skupienie na Davidzie nie było zbyt wielu okazji, by porządnie zaprezentować bohaterów drugoplanowych. Z tych postaci warto wyróżnić przede wszystkim dwie pacjentki szpitala psychiatrycznego: Lenny, graną przez Aubrey Plazę, oraz Sydney, w rolę której wcieliła się Rachel Keller. Aktorki w różny sposób zaprezentowały swoje bohaterki. Pierwsza jest nadpobudliwa i bezpośrednia, druga raczej skryta i zdystansowana. Generalnie obie pokazały się z dobrej strony i warto zwrócić na nie uwagę w przyszłości. Najważniejsze jednak jest to, jak z główną rolą poradził sobie Dan Stevens. Wyzwanie stało przed nim niemałe, gdyż zagranie kogoś o takich zaburzeniach, jakie występują u Davida, jest trudne. Na szczęście aktor sprostał wyzwaniu. Zagrał przekonująco i przyjemnie dla oka.

Po pierwszym odcinku Legion prezentuje się ciekawie. Pomimo użycia mniej znanej postaci jako głównego bohatera całość nie traci na atrakcyjności. Twórcy w artystyczny wręcz sposób przedstawili bohatera z zaburzeniami psychicznymi. Nawet wynikająca z tego chaotycznie prowadzona fabuła wciąga widza, nie pozwalając mu na oderwanie się od ekranu. Wygląda na to, że serial będzie wart poświęcenia mu godziny tygodniowo.

Korekta: Marta Kononienko


blog comments powered by Disqus