“Agenci TARCZY” - pierwsze wrażenia z premiery czwartego sezonu

Odrodzenie Ducha Zemsty 

Agentom TARCZY często zarzucano, że jest to serial nudny. Pod niektórymi względami krytyka ta miała uzasadnienie. Akcja toczyła się zbyt wolno, fabuła potrafiła być przewidywalna i momentami odnosiło się wrażenie, że scenariusz jest pisany “na siłę”. Twórcy posłuchali krytyki i zdecydowali się na rewolucję. Czy zmiana stylu na mroczniejszy i wyciągnięcie z niebytu postaci Ghost Ridera zadziałały zgodnie z przewidywaniami?

Sezon czwarty Agentów pełen jest widocznych zmian. Po pokonaniu Hive’a (Bret Dalton), Daisy “Quake” Johnson (Chloe Bennet) opuściła organizację, która po latach pozostawania w cieniu wreszcie dostała szansę oficjalnego powrotu do świata żywych. TARCZA pod nowym przywództwem poluje teraz na swoją byłą agentkę, która działa na własną rękę. W Kalifornii natomiast nasilają się incydenty związane z człowiekiem w płonącym czarnym samochodzie. Spotkania z nim nie przetrwał nikt.

Główny cel czwartego sezonu – stworzenie mroczniejszej historii dla dojrzalszych odbiorców – po pierwszych odcinkach wygląda na osiągnięty. Największy wpływ ma na to Ghost Rider (Gabriel Luna). Ta znana z nieokazywania litości złoczyńcom postać nie zawodzi. Zabijanie przychodzi mu łatwo, a jeszcze łatwiej – sianie strachu w sercach przestępców. Tym samym osiągnięto także drugi cel, czyli przywrócenie do łask “Ducha Zemsty”. Jednakże jedna postać nie zmieni serialu. Daisy działająca poza prawem i na własnych zasadach również wypada lepiej niż dotychczas. Wydarzenia z poprzedniego sezonu odcisnęły swoje piętno na bohaterce, co poprawiło jej odbiór. W dodatku nowy dyrektor TARCZY – grany przez Jasona O’Marę – skrywa kilka tajemnic, które mogą później nadać tempa serialowi.

Motorem napędowym tej serii ma być rzecz jasna Ghost Rider, któremu wreszcie zwrócono sprawiedliwość. Po wielkiej porażce, jaką były dwa filmy z Nicolasem Cagem, istniało spore ryzyko, że antybohater już nigdy więcej nie zawita na ekrany. Na szczęście Gabriel Luna, wcielający się w Robbiego Reyesa, jak na razie prezentuje co najmniej przyzwoity poziom. Aktor przekonująco pokazuje determinację swojej postaci w dążeniu do zemsty. Także efekty specjalne – tak ważne dla Ridera – wyglądają naprawdę dobrze. Sekwencja przemiany z człowieka w Ducha Zemsty robi bardzo dobre wrażenie, a i sam jego wygląd też trzeba zaliczyć na plus. Sceny z płonącym samochodem także nie pozostawiają zbyt wiele miejsca na krytykę.

Po raz pierwszy w produkcji z uniwersum Marvela fabuła opiera się głównie na zjawiskach paranormalnych. Już w pierwszych odcinkach czarna magia daje o sobie znać, komplikując życie i pracę agentom. Jeśli w dalszej części sezonu pojawią się jeszcze siły piekielne – ściśle powiązane z większością komiksowych Ghost Riderów – to można spodziewać się czegoś naprawdę wielkiego. Ciekawe mogą okazać się potencjalne powiązania z mającym premierę w listopadzie Doktorem Strangem.

Jak na razie czwarty sezon Agentów TARCZY nie zawodzi. Większość tego, co zapowiadali twórcy, zostało wprowadzone i to w dobrym stylu. Ghost Rider przeżywa swój ekranowy renesans, a i główna obsada prezentuje się dobrze. Jeśli poziom zostanie utrzymany, to być może ta seria będzie mogła osiągnąć poziom zbliżony do seriali tworzonych dla Netflixa.

Korekta: Joanna Biernacik


blog comments powered by Disqus