Świat zza srebrnej tafli

plakat filmu Świat zza srebrnej tafli

„Gdy patrzysz w otchłań, otchłań patrzy w ciebie” – te słowa Fryderyka Nietzschego mogłoby służyć jako hasło promocyjne nowego filmu Alexandre Aji Lustra. Opowieść o alternatywnym świecie, kryjącym się za szklaną taflą to drugi, po remake’u klasycznego filmu grozy Wzgórza Mają Oczy, projekt Francuza realizowany w Hollywood. Nieprzeciętnie utalentowany twórca Bladego Strachu zdecydował się tym razem oprzeć na tytule z repertuaru koreańskiego horroru, obrazie Sung-ho Kima o bliźniaczym tytule Lustro. Niestety, efekt końcowy pracy reżysera nie jest tym razem tak udany, jak było to w poprzednim wypadku.

Kiefer Sutherland jako Ben Carson, były glina, a obecnie stróż nocny, przyjmuje posadę w strawionym przez pożar centrum handlowym. Widzowi, który w życiu oglądał choćby jeden film grozy, nie trzeba wyjaśniać, że miejsce to jest siedliskiem mrocznej tajemnicy, którą kryją oczywiście tytułowe lustra. Ben, tak jak jego zmarły tragicznie poprzednik, pod groźbą utraty rodziny, na polecenie sił gnieżdżących się w budynku, odszukać ma osobę, której nazwisko wypisane zostało na powierzchni zwierciadła. W ten sposób rozpoczyna się wyścig z czasem, tak bardzo znajomy z wielu innych filmów z dreszczykiem. Gregory Levasseur, etatowy scenarzysta Aji, nie popisał się tworząc fabułę opartą na schemacie wypracowanym przez azjatyckich filmowców. Historia opowiedziana na ekranie to typowa kalka z produkcji takich jak chociażby Ring: protagonista musi jak najszybciej rozwikłać zagadkę, przy czym każdy kolejny ślad prowadzi do następnego. Całość przywołuje skojarzenia z konstrukcją fabularną gry komputerowej, co Aja wydaje się podpierać niektórymi rozwiązaniami formalnymi, gdyż oszczędne ruchy kamery przywodzą na myśl kadry z Silent Hill, pozycji popularnej wśród fanów elektronicznej rozrywki.

Pomimo wrażenia wtórności, podczas seansu nie grozi nam jednak nuda. Aja prowadzi filmową narrację intensywnie, Lustra pędzą z dużą prędkością, co i rusz serwując widzowi rozmaite atrakcje. Niestety, cierpi na tym atmosfera opowieści, której daleko do niesamowitości. Szkoda, gdyż ogromny opuszczony budynek pełen nieruchomych manekinów i olbrzymich luster mógłby pobudzić wyobraźnię. Refleksy świetlne, majaczące odbicia, niewyraźne sylwetki - lustra to bardzo elastyczne narzędzie mogące służyć do wywołania uczucia grozy. Aja nie wykorzystuje jednak tkwiącego w nich potencjału, nie stara się zbudować czegoś na kształt alternatywnego świata rodem z Alicji w Krainie Czarów, przedstawionego w jeszcze bardziej krzywym (i krwawym!) zwierciadle niż zrobił to Lewis Carroll. Niestety, świat zza srebrnej tafli jest powierzchowny, brak pytań o dwoistość natury człowieka, próby budowy jakiejś głębi intelektualnej, o co film aż zdaje się prosić. W zamian reżyser serwuje kilka standardowych jump-scenes oraz nieco efektów gore, przy czym te drugie są najwyższej jakości, a widzów o słabych nerwach zmuszą do odwrócenia wzroku od ekranu. Na uwagę zasługuje także końcowa rozprawa z ucieleśnionymi demonami z luster, której groteskowość może wprawić w osłupienie, gdyż stoi w opozycji do wcześniejszej atmosfery filmu. Oko puszczone do publiczności daje znać o niezwykłym poczuciu humoru reżysera. Jako całość, ten dziwaczny melanż klasycznej ghost-story, czarnego humoru oraz makabry, znanej z wcześniejszych dokonań Francuza, pozostawia po sobie niezłe wrażenie, choć dreszcze przechodzące po plecach i spocone z podniecenia dłonie nam nie grożą.


W porównaniu ze swoimi poprzednikami Bladym strachem oraz Wzgórza mają oczy, nowe dokonanie Aji jest zdecydowanym spadkiem formy. Patrząc jednak na Lustra z szerszej perspektywy, jest to film grozy zasługujący na uwagę pomimo posługiwania się schematami. Nadchodząca zima i wiążący się z nią horrorowy sezon ogórkowy sprawia, że warto wybrać się do kina i zobaczyć omawiany obraz, by emocje zgromadzone podczas seansu pomogły przetrwać zimowy sen.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus