"Nocny recepcjonista" - recenzja serialu

Autor: osti

Kolejna nudna nocka w robocie?

Już w najbliższy czwartek stacja AMC opublikuje premierowy odcinek serialu Nocny recepcjonista. My otrzymaliśmy możliwość sprawdzenia całego sezonu i teraz dzielimy się wrażeniami.

 

Założenia są bardzo ciekawe – twórcy postanowili skonfrontować Toma Hiddlestona (znanego naszym czytelnikom przede wszystkim z roli Lokiego) z Hugh Lauriem, który powszechną sławę zawdzięcza nieśmiertelnej roli doktora House'a. Gwiazdy wsparte zostały przez kilka innych postaci, których twarze kojarzyć można z głośnych produkcji. Wśród nich z pewnością najjaśniej błyszczy Elizabeth Debicki, przyciągająca wzrok świetną grą oraz magnetyczną urodą. A wszystko to we współczesnej adaptacji szpiegowskiego bestsellera Johna le Carre.

Trzeba przyznać, że składniki, z których zbudowano Nocnego recepcjonistę, komponują się w bardzo przyjemną całość. Fabularnie serial wzbudza pewne wspomnienia ze świetnym filmem Pan życia i śmierci z Nicolasem Cagem w roli głównej. Historia byłego żołnierza, który pracuje jako wtyczka w szeregach nielegalnego handlarza bronią nie jest może szalenie oryginalna, za to opakowano ją w piękną oprawę. Sposób prowadzenia akcji, zdjęcia, muzyka, lokacje... nawet sekwencja otwarcia serialu przypomina to, co widzowie znają z filmów o Jamesie Bondzie.

 

Paradoksalnie, najsłabszym elementem nowej propozycji AMC jest... pierwszy odcinek, który powinien zachęcić przecież do dalszego oglądania. Ukazuje on wydarzenia, które skłoniły głównego bohatera – tytułowego recepcjonistę – do zostania tajnym agentem. Twórcy najwyraźniej chcieli jak najszybciej przejść do właściwej akcji, przez co wprowadzenie jest nieco chaotyczne. Można z niego bowiem wywnioskować, że (pomijając bardzo wątpliwą etykę zawodową, bądź co bądź, hotelarza) protagonista potrafi zrobić naprawdę szalone rzeczy dla kobiety, którą dopiero co poznał.

Dalej jest już tylko lepiej. Z każdym epizodem budowane jest napięcie, stopniowo zwiększa się także tempo wydarzeń. Mimo iż większość wątków mogliśmy zobaczyć w innych kryminałach, to bliżej finału zaprezentowanych jest kilka zwrotów akcji, które autentycznie zaskakują.

Siłą serialu jest także kompletny brak zbędnych wątków pobocznych. Nikogo nie obchodzą bzdurne retrospekcje, problemy zdrowotne/psychiczne dalekich krewnych bohatera, czy poznawanie nowych postaci, których jedynym zadaniem jest umrzeć w tym samym odcinku, w którym je zaprezentowano. Nocny recepcjonista to samo mięsko, szpiegowska intryga w najczystszej postaci – świetnie zagrana i bardzo dobrze wyreżyserowana.

Bardzo elegancki, kameralny i zręcznie nakręcony – tymi słowami można określić Nocnego recepcjonistę. Do tego serial jest fabularnie zamknięty, nie ma więc obawy, że będzie ciągnął się przez milion sezonów. Dla każdego fana kina szpiegowskiego jest to pozycja absolutnie obowiązkowa!

Korekta: Joanna Biernacik


blog comments powered by Disqus