Recenzja filmu "Always" (O-jik geu-dae-man)

Autor: Radosiewka

Dla wielu osób kino z Korei Południowej jest filmową terra incognita, kojarzoną głównie z widowiskowymi filmami akcji. Kraj ten ma jednak do zaoferowania również wiele melodramatów oraz komedii romantycznych. Il-gon Song to uznany koreański reżyser, głównie dzięki swoim produkcjom krótkometrażowym oraz filmom Spider Forest (2004) i Feathers in the Wind (2005). Jednak jego najnowsza produkcja nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań, nie podbijając azjatyckich kin.

Always (w oryginale O-jik geu-dae-man) z pewnością nie zapisze się w kanonie kina koreańskiego, ale nadal pozostaje solidnym wyciskaczem łez. Melodramaty azjatyckie częściej niż ich amerykańskie odpowiedniki posiadają pesymistyczne zakończenia. Również problemy, z jakimi muszą zmierzyć się bohaterowie są trudniejsze do pokonania – choroby, inwalidztwo albo wojna. Podobnie jest w tym przypadku, ale Always w udany sposób przełamuje część klisz i oferuje satysfakcjonujące zwieńczenie historii.

Dwoje głównych bohaterów równie wiele łączy, co dzieli. Cheol-min (Ji-sub So) to dawny bokser z mroczną przeszłością, chwytający się wielu dorywczych prac, aby zarobić na życie. Zamknięty w sobie, odgradza się od świata z własnymi myślami. Jego życie zmienia się w chwili, gdy poznaje młodą kobietę. Podczas jego pierwszego dnia pracy w roli stróża nocnego wchodzi do jego budki strażniczej, traktując go jak bliskiego znajomego. Szybko okazuje się, że Jeong-hwa (Hyo-ju Han) niedowidzi – otaczający ją świat i ludzie to ledwie zarysowane kształty. Uczucie pomiędzy obojgiem rozwija się dość szybko, ale każde z nich milczy w sprawie zdarzeń, które wpłynęły na to, kim są.

Always to film bardzo nierówny – scenariusz posiada pewne niespójności, momentami widz odnosi wrażenie, że obcuje z kolejną przeciętną komedią romantyczną. Dobre wrażenia po początkowych scenach produkcji zostają zastąpione lekkim znudzeniem, gdy twórcy powielają schematy podczas pokazywania życia z ułomnością, próbą bycia samodzielnym i niezależnym.  Popełniają przy tym szereg błędów logicznych, które z łatwością wychwyci oko co uważniejszego widza. Dlaczego bohaterka nie ma żadnych przyjaciół ani osób, które jej okazyjnie pomagają w zrobieniu części zakupów itd.? Dlaczego w jej mieszkaniu na półkach znajdują się zdjęcia, których i tak nie zobaczy? To tylko niektóre pytania, będące przykładem nieprzemyślenia detali historii podczas prac produkcyjnych.

Film broni się ciekawym zakończeniem – ostatnie kilkanaście minut oferuje przyśpieszenie tempa akcji, sceny walki oraz odwrócenie początkowej sytuacji. Aktorka wcielająca się w postać Jeong-hwa nie irytuje już niezbyt udanymi próbami wiarygodnego naśladowania osoby niedowidzącej, zamiast tego, grana przez nią bohaterka zyskuje na pewności siebie. Pomimo tego, że w najbardziej dramatycznych scenach nie do końca udaje się jej wyrazić wszystkie uczucia targające postacią, nie psuje tym samym historii. O wiele lepiej można wyrazić się o Ji-sub So. Aktor solidnie przygotował się do roli ćwicząc pod okiem trenerów, ale nie zapomniał również o grze aktorskiej. W Always to właśnie z jego punktu widzenia widzowie będą śledzili większość zdarzeń, obserwując ewolucję jego postaci.

Strona techniczna filmu stoi na wysokim poziomie, na wyróżnienie zasługuje doskonałe operowanie światłem, cieniem oraz scenografią. W momentach zagubienia się postaci, walk Cheol-mina w Tajlandii, mamy do czynienia z ciemnymi pomieszczeniami, natomiast w scenach radosnych, zwłaszcza w drugiej połowie filmu, nie brakuje słońca, czystych i ładnych pomieszczeń. Takie umiejętne użycie kontrastów dobrze podkreśla to, w jakich sytuacjach są śledzeni przez widzów bohaterowie.

Koreańska produkcja stanowi dobre urozmaicenie dla osób znudzonych kinem amerykańskim, a szukających wzruszającej opowieści o miłości. Pomimo nieścisłości w scenariuszu, momentów do bólu infantylnych oraz ogranych motywów produkcja nie zawodzi. Satysfakcjonujące zakończenie, dobra gra aktorska Ji-sub So sprawiają, że Always ogląda się z przyjemnością. 

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus