Wrota do Cage'a - recenzja wydania DVD filmu "Wrota zaświatów"

Autor: osti
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
10 lutego 2016

Od dobrych kilku(nastu?) lat recenzje większości horrorów zaczynają się od opisu kryzysu, jaki przeżywa ten gatunek. Mimo wysypu przeciętnych, niespójnych i (przede wszystkim) mało strasznych produkcji, opowieści o duchach, klątwach i demonach ciągle przyciągają spore grono widzów.

Brak wielkich gwiazd, które zachęciłyby do oglądania horrorów szerokie grono widzów, to coś, czego brakuje większości filmów z dreszczykiem. Do takich wniosków z pewnością doszli twórcy Wrót zaświatów niedługo przed zaangażowaniem Nicolasa Cage’a. Aktor lata świetności ma już oczywiście za sobą, w tej chwili jest głównie bohaterem memów i prześmiewczych filmików krążących po sieci, jednak jego nazwisko nadal jest powszechnie znane.

Wrota zaświatów opowiadają historię wykładowcy Mike’a Cole’a oraz jego żony Kristen, których synek Charlie zaginął podczas Halloween. Od tajemniczego wydarzenia mija prawie rok, kiedy zdesperowani rodzice uświadamiają sobie, że w zniknięcie dziecka mogły być zamieszane siły nadprzyrodzone. Ich śledztwo pociąga za sobą wiele dziwnych i strasznych wydarzeń, ale w końcu udaje się trafić na ślad tajemniczego ducha i jego klątwy. Pojawia się też nikła nadzieja na uratowanie Charliego.

Fabuła produkcji jest raczej mało oryginalna, co łatwo można wywnioskować z powyższego opisu. Nie należy mówić, że jest to jakaś ogromna wada, tym bardziej, że z pozoru nieskomplikowane i kameralne historie pasują do filmów grozy najbardziej. Największą bolączką obrazu jest jednak duża niespójność i brak logiki wydarzeń przedstawianych na ekranie – albo przynajmniej brak ich sensownego wyjaśnienia. Na usprawiedliwienie można powiedzieć, że trudno przypomnieć sobie, kiedy ostatnio nakręcono horror, wobec którego ten zarzut byłby niesprawiedliwy.

Aby wystraszyć widza, Wrota zaświatów używają szeregu starych jak świat sztuczek. Za sprawą kiepskich efektów specjalnych wychodzi to czasem trochę pokracznie i nieudolnie, ale za to każdy fan gatunku poczuje się jak w domu. Tym bardziej, że twórcy lubią nawiązywać do klasycznych motywów: przygasające światło, duch widoczny tylko na nagraniu z kamery, skąpany we mgle most jako przejście „na drugą stronę” i podobne.

Dramat rozgrywający się na ekranie nie ma zbyt wielu bohaterów. Postacie nakreślone zostały pobieżnie i złożono je z wytartych już klisz. Żaden aktor czy aktorka nie miał dość dużo czasu, aby błysnąć, ale też nikt nie dostał okazji na fatalny występ. Nicolas Cage jest po prostu Nicolasem Cagem, który – podobnie jak Liam Neeson – od kilku lat popełnia szereg niemal identycznych ról. Można go za to kochać lub nienawidzić – każdy powinien mieć na to gotową odpowiedź już widząc nazwisko aktora na plakacie produkcji.

Monolith Films przyzwyczaił się do „ubierania” filmów na DVD w dodatkowe kartonowe opakowanie. To drobny, ale bardzo miły gest, który ma pokazać, że wydawcy faktycznie zależy na kliencie. Poza tym całkiem ładnie prezentuje się na półce. Wrota zaświatów można obejrzeć w systemie dźwięku 5.1 zarówno w wersji oryginalnej z napisami, jak i z polskim lektorem. Menu wyboru zostało przygotowane bardzo starannie i ciekawie, aczkolwiek na dużych ekranach może lekko razić jego niska rozdzielczość i idące za tym rozciągnięcie obrazu. Oprócz wyboru scen i zwiastuna filmu, krążek został wypchany po brzegi zapowiedziami innych produkcji znajdujących się w ofercie dystrybutora.

Wrota zaświatów niestety nie wyciągną horroru ze wspomnianego na początku recenzji kryzysu. Ale też nigdy do tego nie aspirowały. To po prostu kolejna produkcja skierowana do fanów dreszczyku na plecach … i/lub Nicolasa Cage’a



blog comments powered by Disqus