Świetne wydanie kiepskiego remake’u - recenzja wydania DVD filmu "Poltergeist"

Autor: Krzysiek Płociński
Korekta: Agnieszka Bukowczan-Rzeszut
4 lutego 2016

Odcinanie kuponów od znanych produkcji w Hollywood trwa nadal. Niestety zamiast skupić się na produkcji gadżetów lub technicznym “odświeżaniu” klasyki, zajęto się kręceniem remake’ów. Filmy te często nawiązują do oryginałów jedynie tytułem, a całość jest tak mierna, że widzowie zadają sobie pytanie – „po co”? Nowy Poltergeist potwierdza tę zasadę, więc może chociaż ratuje go bogate wydanie DVD?

Fabuła ledwie nawiązuje do Ducha sprzed ponad trzydziestu lat. Owszem, film wciąż opowiada o rodzinie, która zmaga się z nadnaturalnymi istotami nawiedzającymi ich nowy dom. Na tym w zasadzie podobieństwo się kończy. Zamiast atmosfery sielanki widzowie od razu dostają rodzinę po przejściach. Ojciec stracił pracę, dlatego musieli przenieść się do tańszego w utrzymaniu domu. Matka - niespełniona pisarka, też niespecjalnie pomaga finansowo swoim bliskim. Są oczywiście również ich dzieci, które mają typowe problemy (lęki, niezrozumienie itp.). Ciężko czuć do tych bohaterów jakąkolwiek sympatię, co najwyżej widzowi jest ich żal. Kolejnym minusem jest obsada. Zrozumiałe jest to, że twórcy nowego Poltergeista nie chcieli robić kalki starej wersji, ale dobór aktorów trudno nazwać korzystnym. Sam Rockwell, mający na koncie kilka dobrych produkcji, nie pasuje do roli głowy rodziny. Zarówno on, jak i reszta obsady, wypadają dość słabo. Są nudni i bezbarwni, a ich gra jest żenująco słaba. Za największą wadę trzeba jednak uznać całkowite usunięcie niektórych postaci i zastąpienie ich innymi. Tak jest przede wszystkim w przypadku medium Tanginy Barrons (Zelda Rubinstein) na miejsce, której pojawił się prowadzący paradokumentu o duchach. Postać ta jest cyniczna i nieprzyjemna, a z każdą wypowiedzią widz ma nadzieję, że jedna z istot nawiedzającym dom zrzuci mu coś na głowę, żeby nikt już nie musiał więcej go słuchać.

Produkcja jako horror zupełnie nie straszy. Faktycznych scen, gdzie widz miałby się wzdrygnąć, jest mniej niż palców u jednej ręki. Nudę można tu uznać za motyw przewodni. Pojawiają się nawiązania do bardziej znanych scen z oryginalnego Ducha, lecz i tu twórcy się nie popisali. Fragmenty te zostały spłycone i pomimo użycia w nich efektów komputerowych prezentują się gorzej niż te z 1982 roku. Całość została mocno okrojona względem pierwowzoru, ale można to policzyć filmowi na plus. Trwa on dzięki temu niecałe półtorej godziny (wersja rozszerzona jest o osiem minut dłuższa) dzięki czemu nie męczy za bardzo.

Samo wydanie DVD prezentuje się bardzo dobrze. Oprócz możliwości wyboru między wersjami kinową, a rozszerzoną dostajemy także trochę bonusów. W menu głównym  w zakładce „extras” można przeglądać galerię zdjęć z filmu, obejrzeć dwa zwiastuny, a także alternatywne zakończenie (niestety trwa ono nieco ponad minutę i w żaden sposób nie ratuje filmu). Wspomniane menu jest przejrzyste i proste w obsłudze. W zakładce “set up” można wybrać opcje językowe filmu (dubbing i napisy). Jest do wyboru pięć wariantów dubbingu (angielska, czeska, węgierska, polska i turecka). W wersji rozszerzonej dostępne są jedynie angielska i turecka oraz aż dziewięć opcji napisów (angielska, arabska, czeska, grecka, hebrajska, węgierska, polska, rumuńska i turecka) - w tym przypadku wszystkie są dostępne w obu wersjach filmu.

Podsumowując, Poltergeist edycja rozszerzona jest swego rodzaju paradoksem. Mamy do czynienia z dość bogatym wydaniem DVD niestrasznego horroru. Sporą ilość dodatków, opcji i nawet rozszerzoną wersję filmu chciałoby się mieć przy każdej zakupionej płycie, lecz sam film niestety psuje efekt końcowy.



blog comments powered by Disqus