"Powerless" - recenzja pierwszych odcinków serialu

Bohaterowie pośród nas

Stacja NBC nie zarzuciła swojej współpracy z DC w tworzeniu seriali. Po anulowanym Constantinie, przyszedł czas na coś bardziej nowatorskiego. Czy serial z fabułą osadzoną w superbohaterskim świecie, lecz bez superbohaterów w rolach głównych jest wart uwagi? Myślę, że odpowiedź brzmi „tak”, i zapowiada się na dobrą zabawę nie tylko dla fanów trykociarzy.

Sam tytuł, jak i opisy, które możemy znaleźć w internecie, wydają się nie zachęcać do oglądania. Tak było w moim przypadku. Obawiałem się nudnego, bardzo naciąganego serialu, bo cóż może być istotą świata superbohaterów, jeśli nie oni sami i ich antagoniści? Obraz przypomina nam, że sprawy zwykłych śmiertelników też są ważne.

Powerless to serial o jednej z komórek należących do spółki Bruce’a Wayne’a, położonej w jakże urokliwym mieście o jakże urokliwej nazwie – Charm City, gdzie piecze sprawuje kuzyn Bruce’a – Vin Wayne. Fabuła rozpoczyna się po tym, jak Vin zatrudnia młodą i energiczną Emily Locke na stanowisku dyrektora ds. badań i rozwoju w Wayne Security. Jest to jednostka zajmująca się tworzeniem sprzętu umożliwiającego zwykłym ludziom ochronę przed katastrofalnymi skutkami potyczek między superherosami i superłotrami.

Tym co urzekło mnie już na samym początku jest czołówka. Wszystko to może zadziwić, jednak bliższe ukazanie zwykłych osób, znajdujących się w komiksowych scenach z klasycznych okładek zeszytów o Batmanie, Supermanie czy Flashu, dało mi do zrozumienia, jak ważnym elementem są ”normalni” ludzie w historiach o najpotężniejszych bohaterach. Niewątpliwie Powerless to pierwsza produkcja DC, która jest wypełniona po brzegi żartami, a trzeba wiedzieć, że to właśnie świat DC uchodził za najbardziej patetyczny i poważny wśród superbohaterskich uniwersów. Do tej pory rolę transmitowania humoru powierzono Flashowi, choć należy pamiętać, że Powerless nie należy do kanonu tzw. Arrowverse.

Jak dla mnie miejscami serial jest trochę zbyt wesoły i kolorowy. Chwilami patrząc na Vanessę Hudgens w roli Emily można odnieść wrażenie oglądania kontynuacji High School Musical – młoda, ugrzeczniona i pracująca w malowniczym wnętrzu korporacji. Hudgens nie stworzyła w pełni nowej osobowości, a jedynie bazuje na wypracowanym przez siebie szlaku uprzejmej, ale i ambitnej kobiety. Zespół badawczy, w którego skład wchodzą m.in. postacie grane przez Rona Funchesa i Danny’ego Pudi jest swoistą satyrą na rozleniwionych pracowników korporacji, którzy ściągają pomysły od innych - jednak ich gra nie przekonuje do końca. Alan Tudyk jako nadzorca Wayne Security wypada chyba najlepiej – prześmiewczy przykład pseudo-karierowicza, który myśli tylko o swoim interesie i przykłada wielkie znaczenie do swojego nazwiska, bez którego nic by nie osiągnął.

Każdy odcinek, w tym pierwszy, trwają około 23 minut. Uważam, że jest to jak najbardziej uzasadnione, gdyż ciężko skupić uwagę widza na fabule, która bez żartów sytuacyjnych i dość inteligentnych zabaw słownych byłaby bardzo jednostajna. Jednym z przykładów jest porównanie nazwiska Wayne do słowa „win” – czyli wygrać. Uwagę widza podtrzymuje także masa pojawiających się często easter eggs odnoszących się do szerokiego świata DC. Trzeba jednak być naprawdę uważnym, inaczej można przegapić takie smaczki jak rozmowa odnosząca się do kryptonitowych szyb i walki Człowieka ze Stali z Zodem – wyraźne nawiązanie do filmu sprzed kilku lat.

Zdaje sobie sprawę, że serial nie jest ambitną produkcją. Jednakże pomysł na fabułę oraz charaktery postaci, jeśli będą dobrze poprowadzone w kolejnych odcinkach, dostarczą sporo lekkiej rozrywki. Całość rokuje na dość dobry projekt w zasadzie dla każdego, bo nie trzeba jakoś specjalnie znać świata DC, żeby zrozumieć fabułę. Z drugiej strony obejrzenie Powerless, może dostarczyć odpowiedzi także fanom Marvela – czy warto będzie oglądać zbliżający się serial o ekipie sprzątającej po superbohaterskich bitwach? Póki co zachęcam do obejrzenia kolejnych odcinków, gdyż mogą rozwinąć się w coś bardzo ciekawego! 

Korekta: osti


blog comments powered by Disqus