Recenzja filmu "Kat shoguna"

plakat filmu Recenzja filmu "Kat shoguna"

Macha mieczem i pozbawia swoje ofiary głów!!! – tak mniej więcej brzmiał oryginalny tagline „Kata shoguna”, a co złośliwsi twierdzą, że proces montowania filmu przebiegał podobnie; ktoś machnął ręką, coś tam wyciął, coś przykleił i mamy grindhouse'owy hit, koszmar cenzorów z BBFC. Oparty na słynnym, publikowanym także i u nas, komiksie duetu Koike/Kojima „Samotny wilk i szczenię”, który w rodzimej Japonii doczekał się aż sześciu filmowych adaptacji, zasłynął swojego czasu jako jeden z szeregu filmów zakazanych w Wielkiej Brytanii. Do powstania tego dziwacznego dzieła doszło, kiedy Robby Houston wraz z kumplem, Davidem Weismanem, kupili prawa do dwóch obrazów z serii, wyciągnęli kilkanaście minut z pierwszego, resztę z drugiego, poszatkowali, zdubbingowali, rozpisali nową fabułę i odwalili kawał celuloidowego recyclingu.

Kiedyś, gdy jeszcze domowy internet był jedynie mrzonką, słyszało się opinie, że „Kat shoguna” to jedynie zlepek scen gore, przypadkowo powyciąganych z japońskich oryginałów, nie stanowiący spójnej całości, lecz prawda jest nieco inna. Faktycznie, nie brakuje chlastania kataną, krew sika groteskowo, a ogolone, samurajskie głowy pod naporem ostrza pękają jak arbuzy, lecz fabuła jest istotnie obecna, choć zdawkowa. No cóż, trudno jest utrzymać jakąkolwiek dyscyplinę reżyserską, kiedy tworzy się film z gotowych półproduktów. Ciekawym zabiegiem jest więc narracja z offu, która ma za zadanie nadać nieco sensu temu, co widać na ekranie – spoza kadru dopowiada i komentuje syn głównego bohatera, Daigoro. I tak wykluczony z klanu wojownik przemierza japońskie góry i lasy, po drodze chlastając przeciwników niemiłosiernie. Zaskakujący, kreskówkowy klimat przemieszany jest z rozumianą po cormanowskiemu poetyką Kraju Kwitnącej Wiśni i przerysowaną brutalnością. Tym samym „Kat shoguna” staje się widowiskiem niespotykanym, które zobaczyć po prostu trzeba. To esencja jidaigeki klasy B, do tego posiadająca, z uwagi na swój pozafilmowy kontekst, dla wielu zapewne wątpliwy, walor kina eksploatacyjnego.

Warto dodać, że wydana u nas na płycie DVD wersja filmu jest nieocenzurowana i zremasterowana.
 


blog comments powered by Disqus