„Spider-Man: Homecoming” – recenzja filmu (dubbing)

Pajączek powraca z tarczą do domu

Nastąpił dzień, na który oczekiwało wielu fanów komiksów i filmów Marvela: oto bowiem Spider-Man powrócił do Domu Pomysłów, dzięki czemu może stanąć w jednym szyku z Avengers. Gościnny występ Pająka w Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów został przyjęty entuzjastycznie przez widzów, a scena po napisach zwiastowała solowe przygody Petera Parkera, tym razem w kinowym uniwersum Marvela. Jak spisał się przyjacielski Spider-Man z sąsiedztwa w trzeciej hollywoodzkiej wersji (po Tobeyu Maguirze i Andrew Garfieldzie)? Czy zobaczymy po raz kolejny śmierć wujka Bena i słynną dewizę o wielkiej mocy i związanej z nią odpowiedzialności?

Peter Parker po udanym zasileniu ekipy Iron Mana w potyczce przeciw Kapitanowi Ameryce oczekuje niecierpliwie na ciąg dalszy „stażu u Starka”. Gdy jednak Avengers przez długi czas nie odzywają się do nastolatka, ten działa na własną rękę w kostiumie sprezentowanym przez Tony'ego. Początkowo w jego „superbohaterskim CV” pojawiają się takie sukcesy, jak łapanie złodziei rowerów czy wskazywanie drogi starszym paniom, jednak szybko stanie przed poważnym wyzwaniem, które może uczynić nieopierzonego dzieciaka herosem z krwi i kości. Wpada on na trop handlarzy niebezpieczną bronią, którym przewodzi groźny Adrian Toomes. Czy Pająk poradzi sobie z Sępem?

Od pierwszych minut solowe przygody Spider-Mana urzekają swoją lekkością i humorem. Aż chce się je oglądać! Twórcy podjęli decyzję, aby nie przedstawiać po raz kolejny wątku dotyczącego śmierci wujka Bena, dzięki czemu mamy więcej czasu ekranowego, by poznać życie codzienne Petera. A są to typowe problemy nastolatka, który między innymi przeżywa zauroczenie koleżanką ze szkoły, a jako nerd i kujon zmaga się z typowym dokuczaniem i śmieszkowaniem ze strony innych uczniów, mając po swojej stronie jedynie pulchnego przyjaciela. Jest tego naprawdę sporo, co daje widzowi czas na poznanie Parkera. Każdy z (choćby trochę) starszych widzów może wspomnieć swoje dzieciństwo i szkolne perypetie, i łatwo utożsamić się z głównym bohaterem. A sam film zyskuje dzięki temu swój charakterystyczny „szlif”, stając się swoistą high school comedy (co koresponduje z pozostałymi produkcjami Marvela, starającymi się mieć unikatowy styl – np. Ant-Man jako heist movie czy Strażnicy Galaktyki jako space opera).

Wracając jeszcze do kwestii braku wątku wujka Bena czy jego słynnego motto – jest to nadrobione poprzez obecność Tony’ego Starka, który staje się dla Petera kimś w rodzaju mentora i starszego brata, niejako zastępując tu Bena Parkera. A motto o wielkiej mocy i wielkiej odpowiedzialności wybrzmiewa przez cały film, ponieważ przyjacielski Pajęczak z sąsiedztwa popełnia błędy jak typowy żółtodziób, jednak stara się stać superherosem godnym swego kostiumu i przechodzi przez cały film ewolucję od „Spider-Boya” do „Spider-Mana”.

Tom Holland potrafi momentalnie zjednać odbiorców swoim chłopięcym wdziękiem i czystą radością oraz ekscytacją rolą zamaskowanego obrońcy miasta. Szyderca i żartowniś wobec rzezimieszków –  to jest Pajączek, na którego czekaliśmy. Holland czuje odgrywaną postać i można by wręcz pokusić się o stwierdzenie, że on JEST Peterem.

Równie znakomicie sprawdza się starsza obsada. Michael Keaton w roli Sępa prezentuje się fenomenalnie. Odtwórca głównych ról w Birdmanie oraz obu Burtonowskich Batmanach wydawał się naturalnym kandydatem do przywdziania metalowych skrzydeł. I słusznie. Warto tu jednocześnie podkreślić, że czarny charakter idealnie wpasowuje się w cały film – wszak nie chodzi tym razem o walkę z armią kosmitów o ocalenie świata lub potyczki ze zbuntowaną sztuczną inteligencją w ciele robota. Adrian Toomes jest zatem idealnie dobranym przeciwnikiem na pierwszy solowy obraz z Człowiekiem-Pająkiem w MCU – jest bardziej przyziemną postacią, a jego motywacje są zaskakująco ludzkie. Odcięty od lukratywnego biznesu i zmuszony „żywić się resztkami z pańskiego stołu” (jak, nomen omen, pewien ptak) stara się zapewnić byt sobie i swoim bliskim. Wszystko to sprawia, że postać Sępa wybija się z szerokiej listy „czarnych charakterów jednorazowego użytku” w filmach Marvela (i superbohaterskich w ogóle). Dodam na koniec, że moje obawy o małą ilość czasu ekranowego Keatona bez maski/CGI zelżały w trakcie seansu. Toomes „w cywilu” ma odpowiednią porcję czasu do zaprezentowania nam siebie. I potrafi budzić niepokój oraz niepewność – słowo klucz: samochód. Obejrzycie, zrozumiecie.

Reszta obsady spisuje się również bardzo dobrze. Olbrzymią sympatię budzi Jacob Patalon jako Ned, pulchniutki przyjaciel Parkera, który w kluczowych momentach pomaga Pajączkowi niczym „człowiek z centrali”, podekscytowany możliwością wsparcia superbohatera. Laura Harrier jest wprost urocza i cudownie dziewczęca jako Liz, obiekt westchnień Petera – i jakież było moje zdziwienie, gdy kilka dni po seansie dowiedziałem się, że Harrier ma 27 lat! Nie spodziewałbym się takiej różnicy wieku między aktorką a jej postacią, oglądając film. Cieszy obecność Martina Starra (znanego z przezabawnej Doliny Krzemowej) jako nauczyciela Parkera. Nie sposób nie ucieszyć się z powrotu Roberta Downeya Jra i Jona Favreau jako odpowiednio Tony’ego Starka i „Happy’ego” Hogana (obecnie bardziej „happy’ego” z ksywki, niż z zachowania). Marisa Tomei po raz kolejny udanie wciela się w dopasowaną do wieku Petera (czyli niejako „odmłodzoną”) ciocię May – i nie obeszło się ponownie bez kilku żartów dotyczących jej jako „sexy mamuśki” (a raczej cioteczki). Któż by się tego spodziewał jeszcze kilka lat temu w filmach o Spider-Manie?

Miłośnicy wspólnego uniwersum oraz poszukiwacze easter eggów mogą wybrać się ze spokojem na polowanie – film w znakomity i nienachalny sposób koresponduje z pozostałymi produkcjami z MCU (fantastycznie wykorzystany Kapitan Ameryka!) oraz zawiera mnóstwo ciekawostek dotyczących komiksów i produkcji Marvela. Dość choćby spojrzeć na: pomagierów Sępa, przyjaciółkę Liz (czy imię Betty brzmi znajomo fanom komiksów lub pajęczej trylogii Sama Raimiego?) lub dyrektora szkoły. Smaczków jest tak wiele, że łatwo je przegapić, jeśli się jest – tak jak ja – nieco „niedzielnym” widzem, znającym Człowieka-Pająka bardziej od strony filmowej, aniżeli komiksowej. Przy tej okazji warto zwrócić uwagę chociażby na słówko „Homecoming” z tytułu filmu, które nawiązuje zarówno do tradycyjnego balu w szkołach amerykańskich, jak i do powrotu Pająka do MCU (a fani komiksów skojarzą pewnie nazwę story arcu z komiksu The Amazing Spider-Man). Ja jeszcze dodam od siebie prywatne skojarzenie – powracają tu gościnnie zarówno „Happy”, jak i pewna śliczna kobieta, znana nam z kilku poprzednich filmów.

Podkreślam, że przedpremierowy seans dane mi było zobaczyć w wersji z dubbingiem – we Wrocławiu chyba nie miałem do dyspozycji alternatywy. Poszedłem z moim tradycyjnym nastawieniem do takich wersji pomieszanym z ekscytacją na wcześniejsze obejrzenie filmu. I po seansie stwierdziłem, że... wybiorę się na ten film do kina jeszcze 2-3 razy i chcę pójść przynajmniej raz jeszcze na wersję z dubbingiem! Zasługi ma tu lubiany przeze mnie aktor Paweł Wawrzecki (znany szerokiej publiczności z roli pana Bułkowskiego w Graczykach i Bule i spóle), który bardzo udanie użyczył głosu Toomesowi/Sępowi, wychodząc tym samym z „szufladki” aktora komediowego. I to ten głos chciałbym wyróżnić i podać jako zachętę do zapoznania się z polską wersją językową, która w swej ogólności jest poprawna. Jednak chętnie porównam sobie ją z oryginałem i dodam, że planuję wracać DO OBU (także przy okazji wydania Blu-ray).

Spider-Man: Homecoming to bardzo udana produkcja w Kinowym Uniwersum Marvela. Widz po obejrzeniu filmu staje się cudownie odświeżony jego lekkością. Zalecam na poprawę nastroju wizytę w kinie więcej, niż jeden raz. Pajączek powraca w glorii i chwale do domu.

PS. Powraca on z dwiema scenami w ramach końcowych napisów, z których jedna daje nadzieję na starcie, które obiecywało niedawno zakończone uniwersum filmowe Marca Webba. A druga znakomicie przełamuje „czwartą ścianę”.

PS2. Obowiązkowa animowana część napisów końcowych, nowy motyw muzyczny w kompozycji Michaela Giacchino oraz stworzona przez tego pana przeróbka melodii ze słynnej piosenki o Spider-Manie również bardzo ładnie orzeźwiają. Bonusowo polecam.

 

Korekta: Damian "Nox" Lesicki


blog comments powered by Disqus