Lucas wraca do formy
Mroczne widmo, czwarta z kolei, a pierwsza pod względem chronologii akcji część Gwiezdnych wojen, okrzyknięta została efektowną chałturą, zaś jej twórca George Lucas - cynikiem liczącym na sukces komercyjny za wszelką cenę. Stąd długo wahałem się, zanim zdecydowałem się wybrać na część drugą kosmicznej sagi. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Lucas wraca do wielkiej formy!
Akcja Ataku klonów rozpoczyna się około dziesięciu lat po wydarzeniach opowiedzianych w Mrocznym widmie. Przyszły Vader jest teraz młodzikiem na progu dorosłości. Razem ze swym mistrzem Obi-Wanem Kenobi przybywa na planetę Coruscant, by chronić senator Amidalę, byłą królową, którą ktoś usiłuje zabić. Razem z Kenobim podejmuje śledztwo, w czasie którego okazuje się, że w wielkim zagrożeniu znalazła się cała, istniejąca w pokoju od tysiąca lat, Republika. Obi-Wan i Anakin rozdzielają się, każdy we własnej misji. Wkrótce znajdą się w śmiertelnym zagrożeniu; zaś Anakin, przeżywający niedozwoloną rycerzom Jedi miłość i cierpiący osobiste tragedie, zacznie wykazywać niebezpieczne symptomy zbliżenia ku ciemnej stronie Mocy...
Widać po filmie, że George Lucas wziął sobie do serca krytykę Mrocznego widma. W Ataku klonów, wbrew temu, na co mógłby wskazywać nie najszczęśliwszy tytuł, wszystko jest, jak należy. Akcja jest ciekawa, często wręcz pasjonująca, co stanowi zapewne efekt współpracy scenopisarskiej Lucasa i Jonathana Halesa; efekty specjalne Industrial Light and Magic jak zwykle wspaniałe i oszołamiające; bohaterowie stworzeni z wielką pieczołowitością i bardzo prawdopodobni psychologicznie; aktorstwo pierwszorzędne u właściwie wszystkich postaci. Ciekawe kreacje stworzyli aktorzy pierwszoplanowi: przekonujący i wieloznaczny Hayden Christensen jako Anakin, Ewan McGregor jako Obi-Wan i Natalie Portman jako Amidala, która tym razem, w przeciwieństwie do pierwszej części, wreszcie ma okazję do okazania swych nieprzeciętnych zdolności. Nawet Jar - Jar Binks, występujący w filmie przelotnie, jest nieco spokojniejszy i da się tym razem znieść. Wspaniałe są poraz kolejny zdjęcia autorstwa Davida Tattersalla, szczególnie w fenomenalnych scenach pościgów i walk. Nastrój znakomicie buduje muzyka Johna Williamsa.
Atak klonów nawiązuje jakością i poziomem do pierwszej gwiezdnej trylogii, a pod pewnymi względami nawet ją przewyższa. Podczas gdy akcja części 4 - 6, zarysowujących jedynie niektóre wątki, toczy się w swoistym kosmicznym "neverlandzie", najnowszy film ukazuje w całej złożoności życie galaktyki i precyzuje mechanizmy nią rządzące. Ograniczana jest w ten sposób przestrzeń mityczna, jaką pozostawiły po sobie pierwsze części, fascynująca Tajemnica, rzeczy nieznane. Zaczyna jednak działać coś, co można by nazwać prawem Tolkiena: pasjonuje samo wgłębianie się w ten niezwykły, wspaniały, żywy i ogromnie barwny świat - podobnie jak w przypadku Władcy pierścieni, prekursora Lucasowej gwiezdnej fantasy.
Podsumowując: dla każdego szanującego się fana fantastyki Atak klonów to lektura obowiązkowa. Jakiś czas temu, podczas happeningowej rozprawy sądowej na konwencie Nordcon, sędzia skazał Lucasa za Mroczne widmo na dziewięćdziesiąt lat zamrożenia. Bardzo prawdopodobne jest, że po obejrzeniu drugiego filmu chciałby ten wyrok odwołać!
Sklep
Forum











