Film z nastawieniem - recenzja filmu "Straight Outta Compton"

Autor: osti

Zwiastuny Straight Outta Compton bardzo mocno uderzają w jakże aktualne dzisiaj tony walki z nietolerancją i rasizmem oraz stwarzają pewne obawy, że główni bohaterowie ukazani zostaną jako nieskalani herosi walczący z niesprawiedliwością i dyskryminacją. Nie trzeba być znawcą, żeby wiedzieć, że członkowie grupy N.W.A. nie byli jednak świętoszkami. Przed twórcami stało więc bardzo trudne zadanie ukazania ich w sposób możliwie obiektywny, a także interesujący dla widza.

Zadanie udało im się wykonać niemalże idealnie. Prawie – gdyż Eazy-E, Ice Cube czy Dr Dre, na których skupia się historia Straight Outta Compton, zostali dość mocno "wybieleni", a wiele kłopotliwych wątków z ich życia zostało zbagatelizowanych lub w ogóle pominiętych. Stąd problemy, jakie artyści mieli z alkoholem, narkotykami, kobietami, agresją czy bronią, są w obrazie ledwie zarysowane. W trakcie pierwszego tournée N.W.A. często byli wyrzucani z hoteli, co w filmie wspomniane jest tylko raz, kiedy to członkowie formacji siedzą spokojnie przy stole i… grają w domino.

Zabieg taki zastosowany jest jednak nieprzypadkowo. Straight Outta Compton to przede wszystkim opowieść o przyjaźni, która nie przetrwała do końca próby, na jaką wystawiły członków N.W.A. sława i pieniądze. Pozostałe wątki zostały zepchnięte na drugi plan. Widz od początku zobaczyć może ewolucję relacji wewnątrz grupy aż do jej rozpadu, a także próbę zakopania topora wojennego i ponownego zjednoczenia formacji. Obraz ukazuje historię "od zera do milionera" – ucieczkę głównego bohatera z okowów otaczającej go ponurej rzeczywistości osiągniętą dzięki talentowi i determinacji, czyli jeden z najpopularniejszych motywów amerykańskiej popkultury.

A proza życia, w jakiej wychowali się członkowie N.W.A., z całą pewnością nie malowała się w różowych barwach. W czasach, kiedy Polska walczyła o wyzwolenie spod komunistycznego jarzma, czarnoskóra część społeczeństwa USA borykała się z kolosalnym problemem dyskryminacji i nienawiści. Jest to temat aktualny także dziś – Ameryka, której nawet rdzenni mieszkańcy stanowią mniejszość etniczną, mimo zdeklarowanej otwartości i tolerancji, regularnie ukazuje swoje drugie oblicze. Straight Outta Compton ujawnia widzom tą podłą stronę USA, ustrzegając się jednak przed patosem i moralizatorstwem, które czaiły się tuż za rogiem. Sceny, w których funkcjonariusze policji nadużywają swoich uprawnień, zrealizowane zostały doskonale – wywołują w widzu poczucie ogromnej niesprawiedliwości i współczucia dla prześladowanych mniejszości.

Jednak twórcy Straight Outta Compton pokazują nam także wiele magii minionych lat. Film stanowi wspaniałą sentymentalną podróż w czasy, które niektórym wydają się całkiem niedawne. Praktycznie w każdym ujęciu zobaczyć możemy charakterystyczne przedmioty, które część z widzów pamiętać będzie z przeszłości. Tamte auta, sposób ubierania się, mówienia i poruszania przywołują często radosny uśmiech, a wszystko to okraszone jest genialną ścieżką dźwiękową, którą powinni docenić nie tylko fani rapu. Czasami odnosiłem wrażenie, że cała sala kinowa razem ze mną porusza głowami w rytm nieśmiertelnych rytmów…

Straight Outta Compton należy docenić także za grę aktorską. Odtwórcy wybrani do zagrania młodych wersji gwiazd są do nich łudząco podobni (co oczywiste jest tylko w przypadku O’Shei Jacksona Juniora, który jest synem Ice Cube’a) i świetnie naśladują zachowanie i styl "oryginałów". Paul Giamatti wspaniale wykreował bardzo kontrowersyjną postać Jerry’ego Hellera – managera, który z jednej strony "sprzedał" światu N.W.A., a z drugiej stał się kością niezgody między członkami formacji i przyczyną rozpadu grupy.

Nie trzeba być wielkim fanem gangsta-rapu, żeby móc docenić tak dobry film jak Straight Outta Compton. Zaznaczyć należy jednak, że odrobina orientacji w twórczości członków N.W.A. na pewno nie zaszkodzi i pozwoli czerpać z seansu jeszcze więcej przyjemności. Warto cofnąć się w czasie o 30 lat, aby zobaczyć, że niektóre problemy są ciągle aktualne oraz że nieraz talent i wierni przyjaciele (plus odrobina szczęścia) to naprawdę wszystko co trzeba, aby dosłownie zmieniać świat. Dzięki Niggaz Wit Attitudes rap przebił się do mainstreamu popkultury, a na gruncie ich popularności rozkwitły kariery takich gwiazd jak Snoop Dogg, 50 Cent czy Eminem. Choćby z tego powodu warto Straight Outta Compton obejrzeć.


blog comments powered by Disqus