"Legion samobójców" - recenzja wydania Blu-ray

Autor: osti
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
4 stycznia 2017

Nie taki diabeł straszny

Legion samobójców zapowiadany był jako prawdziwa rewolucja – film o superbohaterach, którego głównymi bohaterami są czarne charaktery. Co mogło pójść źle?

Twórcy Legionu... wymyślili sobie, że zmuszą typowe złe postacie do zrobienia czegoś dobrego. Żeby taki zabieg miał jakikolwiek sens, musiało się jednak okazać, że większość członków tytułowej jednostki ostatecznie nie jest wcale aż taka podła i okrutna... Widzowie mający konkretne wyobrażenie na temat tych postaci, zwyczajnie musieli poczuć się zawiedzeni.

Deadshot, kreowany na bezlitosnego zabójce, okazuje się walczyć po to, aby zostać bohaterem dla swojej córeczki. Killer Croc, początkowo ukazany jako potwór, w rzeczywistości po prostu unika ludzi, gdyż go nie akceptują (urodę ma raczej radiową, więc specjalnie nie ma się co dziwić). Diablo miał spalić żywcem nawet własną rodzinę, ale żaden z niego czarny charakter, skoro pozwolił zamknąć się w więzieniu, aby do końca życia już nikogo nie skrzywdzić. Harley Quinn miała być najbardziej postrzeloną psycholką w dziejach, ale ostatecznie okazuje się, że jej największym marzeniem jest posiadanie normalnej, szczęśliwej rodzinki razem z Jokerem...

Antagonistą dla „naszych antagonistów” okazuje się osoba, która powołała do życia tytułową jednostkę (to było do przewidzenia), a także jeden z członków Task Force X, który wyrywa się spod kontroli (minimalne zaskoczenie?). Filmowe adaptacje komiksów zwykle atakują widzów absolutnie beznadziejnymi czarnymi charakterami. Tym razem muszę przyznać, że Amanda Waller oraz Enchantress jako dość nietypowi „złole” po prostu błyszczą. Viola Davis wykreowała naprawdę intrygującą bohaterkę, a Cara Delevingne, która z jednej strony trochę nie pasuje do świata przedstawionego, jednocześnie bardzo go urozmaica, łącząc potężne i pierwotne zło z niepowtarzalną urodą aktorki.

Podobnie jak Batman v Superman, Legion samobójców został przyjęty bardzo chłodno – zarówno przez recenzentów jak i widzów. Sytuację ratować mają wydania Blu-ray, które zawierają rozszerzone wersje tych produkcji. Ciekawe rozwiązanie, które przy okazji rozbudziło od nowa dyskusję na temat tego, jak duży wpływ mają studia na tworzenie filmów i jak bardzo księgowi są w stanie zmienić wizję reżysera. Oliwy do ognia dolały ostatnio słynne dokrętki do Łotra 1, które rzekomo kompletnie zmieniły zakończenie filmu.

Głos w tej dyskusji będzie mógł zabrać każdy nabywca wydania Blu-ray Legionu samobójców. Otwierając niebieskie pudełko, naszym oczom ukazują się dwa dyski – jeden zawiera wersję kinową, drugi zaś specjalną wersję rozszerzoną, która wg obietnic twórców ma zupełnie zmienić oblicze tego filmu. Aby się o tym przekonać, trzeba poznać zawartość obu płyt.

Nawet ponadprzeciętnie uważny widz zauważy jednak, że tych dodatkowych scen w edycji rozszerzonej nie ma wcale aż tak dużo. Pogłębiają one nieco historię naszych bohaterów i urozmaicają relacje między nimi, ale nie jest to nic, co mogłoby zmienić czyjąś opinię na temat produkcji Davida Ayera. Znacznie ciekawsze są natomiast materiały specjalne, których jest na płytach całkiem sporo. Dowiedzieć się można z nich bardzo dużo na temat historii Task Force X oraz każdej z postaci występujących w filmie. Widzowie poznać mogą kulisy produkcji i kręcenia scen akcji, które są naprawdę imponujące.

Zarówno wersję rozszerzoną jak i kinową można oglądać w wersji z polskimi napisami. Przetłumaczone zostały także materiały dodatkowe. Jeśli ktoś ma problem z czytaniem, polski dubbing można usłyszeć w wersji kinowej filmu. To oczywiście miły ukłon dla naszego rodzimego nabywcy, ale naprawdę nie rozumiem, czemu ktoś miałby tak bardzo zubażać już i tak niezbyt bogate doświadczenia płynące z seansu. Bywają momenty, gdzie wymiany kąśliwych uwag między postaciami są zamienione w polskiej wersji na serie niemrawych odburknięć, które ani nie są śmieszne, ani nie mają większego sensu. Kasę wydaną na tworzenie dubbingu lepiej by było przeznaczyć na promowanie nauki języków obcych wśród rodaków.

Sceny akcji i strzelaniny zostały nakręcone fenomenalnie i z dbałością o detale (do czego David Ayer zdążył przyzwyczaić widzów), a całości przygrywa wybór kapitalnych utworów (twórcy w doborze ścieżki dźwiękowej wzorowali się pewnie na Strażnikach Galaktyki i Deadpoolu). Można się doczepić, że scenariusz nie porywa, a postacie zarysowane są dość słabo, ale takie zarzuty można stawiać każdej hollywoodzkiej adaptacji komiksu. Choć po Legionie samobójców wielu oczekiwało rewolucji i się zawiodło, ja bawiłem się całkiem dobrze – a na potrzeby recenzji obejrzałem film więcej niż raz. 



blog comments powered by Disqus