"Sully" - recenzja filmu

Autor: osti

Pan Pilot. Historia prawdziwa

Żyjemy w szalonych czasach, w których gwałcicielom przyznawane są odszkodowania, a ludzie ratujący życie innych włóczeni są po sądach, pociągani do odpowiedzialności za stwarzanie zagrożenia dla życia. I taki właśnie zdaje się być morał z historii opowiedzianej w Sullym.

Najnowszy film w reżyserii Clinta Eastwooda to bez żadnych wątpliwości moralitet. Można pokusić się o stwierdzenie, że jest on wręcz krzykiem rozpaczy i wołaniem o zdrowy rozsądek. Robi to może nieco mniej subtelnie niż inny film Eastwooda - genialne Gran Torino, ale nadal trzyma bardzo wysoki poziom.

A to wszystko za sprawą wielu czynników, które w Sullym bardzo dobrze ze sobą zagrały. Pierwsze skrzypce gra tutaj oczywiście Tom Hanks, którego aktorskie umiejętności zapewniły mu (nie bez podstawnie) tytuł „złotego dziecka” Hollywood. Ilość kultowych filmów, w których pojawił się Hanks, przyprawia o zawrót głowy. Jego kreacja kapitana Chesleya "Sully'ego" Sullenbergera udowadnia, że jest aktorem wszechstronnym i bardzo charyzmatycznym.

Równie zasłużonym dla kina nazwiskiem jest oczywiście Clint Eastwood, który jako aktor nigdy nie zdobył mojej większej sympatii. W pełni doceniłem go dopiero, gdy dziarski staruszek rozsiadł się za kamerą w fotelu reżysera. Jego doskonałe wyczucie tempa akcji oraz umiejętność pokazania prostych z pozoru historii we wciągający sposób są dokładnie tym, czego potrzebowała historia „cudu na rzece Hudson”. Wspaniałym dopełnieniem świetnego duetu są aktorzy drugoplanowi. Na wielkie brawa zasłużył przede wszystkim Aaron Eckhart, który wcielił się w drugiego pilota – Jeffa Skilesa. To jedna z najlepszych kreacji w całej jego karierze. 

Prawdopodobnie każdy słyszał o awaryjnym wodowaniu samolotu pasażerskiego ze 155 osobami na pokładzie w styczniu 2009 roku. Po kolizji ze stadem ptaków maszyna straciła oba silniki i zaczęła opadać w stronę Nowego Jorku. Mając pełną świadomość zagrożenia, doświadczony pilot Chesley Sullenberger postanawia lądować w zimnych wodach rzeki Hudson. Po tym wydarzeniu media przedstawiały Sully’ego jako superbohatera i zbawcę, światło dnia w mrocznych czasach. Clint Eastwood skupia się na bardziej „ludzkiej” stronie protagonisty. Reżyser pokazuje targające bohaterem uczucia, zarówno w kontaktach z obcymi osobami ściskającymi go na ulicy, jak i przedstawicielami Rady Bezpieczeństwa Transportu, którzy postanowili udowodnić mu, że popełnił błąd i naraził na śmierć wszystkich uczestników feralnego lotu. 

Choć wszyscy znają finał tej historii, napięcie i niepewność trzymają widza do samego końca, kiedy to razem z tytułowym bohaterem przeżyć można istne katharsis. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że wydarzenia, które oglądamy na ekranie, miały miejsce w rzeczywistości. Sully to kawał wspaniałego kina i naprawdę warto to zobaczyć!

Korekta: Aleksandra Wierzbińska


blog comments powered by Disqus