"Księgowy" - recenzja filmu

Autor: osti

Mr Rain Man & Dr John Wick

Co by się stało, gdyby główni bohaterowie takich filmów jak Piękny umysł albo Rain Man przeszli w dzieciństwie zaawansowane szkolenie wojskowe? Nie musimy już sobie tego wyobrażać! Ktoś właśnie nakręcił o tym film, nie zauważywszy nawet w swoim pomyśle wielkiego potencjału komediowego.

Tytułowy księgowy – Christian Wolff - jest prawdziwym matematycznym geniuszem z darem do znajdywania i rozwiązywania wszelkiego rodzaju anomalii oraz nieprawidłowości. Kontakty towarzyskie znacznie utrudnia mu forma autyzmu, która prawie uniemożliwia bohaterowi normalne funkcjonowanie w ramach społeczeństwa. Lekarstwem na problemy miał być wojskowy rygor i przeszkolenie, których udzielił naszemu protagoniście kochający (podobno) ojciec.

Twórcy Księgowego ambitnie postanowili nakręcić coś z pogranicza dramatu i thrillera, obsadzając w tytułowej roli Bena Afflecka zamiast Rowana Atkinsona. Była to naprawdę fatalna decyzja, gdyż uchodzący (swego czasu) za hollywoodzkie ciacho i „przypakowany” po roli Batmana aktor, próbujący grać w okularkach - rodem z lat dziewięćdziesiątych - osobę z autyzmem, wygląda kuriozalnie i kompletnie rujnuje już i tak bardzo naciąganą wizję filmu. Znacznie lepiej wypadają za to aktorzy drugoplanowi, chociaż można przyczepić się, że nie do końca wykorzystano ich potencjał.

Główna i w zasadzie jedyna postać kobieca przypadła Annie Kendrick, którą autorzy internetowych memów najchętniej widzieliby w roli wiewiórki (tudzież innego gryzonia) rodem z Looney Tunes. Jej głównym zadaniem było wzbudzić w widzach i bohaterze uczucie opiekuńczości, co z grubsza się udało. Chęć wybawienia damy z opresji popycha księgowego do kolejnych aktów przemocy, ale my odczuwamy pewien niedosyt, gdyż wątek tej postaci został potraktowany po macoszemu i w zasadzie urywa się w połowie filmu.

Prawdziwą owację na stojąco powinno otrzymać jednak dwóch innych bohaterów tego spektaklu: Jon Bernthal i J.K. Simmons. Ich postacie są barwne i ciekawe, na pewno wprawią w zachwyt wszystkich oczekujących na kreowanych przez tych aktorów Punishera i Komisarza Gordona. Podobać się mogą także role Jeffreya Tambora i Johna Lithgowa, które – choć marginalne – zapadają w pamięć.

Niestety, Księgowy kuleje praktycznie w każdym innym aspekcie filmu. Tempo jest ślamazarne, retrospekcje są dość chaotyczne i często wprowadzają widza w błąd, a mimo to jesteśmy w stanie przewidzieć każdy zwrot wydarzeń z dość dużym wyprzedzeniem. Sceny akcji są nawet niezłe, ale nie dają spokoju liczne wątpliwości – kiedy gość z autyzmem miał czas walczyć ze swoimi słabościami, nauczyć się tajników mafijnej księgowości, strzelania z różnych rodzajów broni, walki wręcz, a i jeszcze założyć własną mini-galerię sztuki?

Takich logicznych absurdów jest w filmie naprawdę sporo. Chociaż zawsze widzowie muszą się liczyć z pewną umownością tego, co widać na ekranie, to autorzy Księgowego przekroczyli niewidoczną barierę, której filmowcy przekraczać nie powinni. Błędów popełnionych u podstaw produkcji często nie da się później naprawić i psują one odbiór całości. Tak jest też w tym przypadku.

Obraz w reżyserii Gavina O'Connora to prawdziwa wybuchowa mieszanka. Rzetelna warstwa techniczna i świetne postaci drugoplanowe giną w starciu z beznadziejnym głównym bohaterem i ogólnymi absurdami fabuły. Księgowy jest dziurawy jak ser, który po rozpuszczeniu może smakuje nieźle z nachosami i piwem, ale nie jest to najlepsze, co może spotkać nasze podniebienie. 

Korekta: Marta Kononienko

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus