"Szybcy i wściekli" - dyskusja na temat filmu

Z rodziną się nie zadziera 

Po raz pierwszy w cyklu filmów o szybkich samochodach dostajemy produkcję bez Paula Walkera. Ekipa filmowa długo wahała się, czy kontynuować serię pozbawioną jednego z głównych bohaterów. Ostatecznie zdecydowano się nakręcić kolejną, ósmą już część Szybkich i wściekłych. Vin Diesel, odgrywający czołową postać serii, podzielił się ze swoimi fanami wnioskiem, że zmarły tragicznie aktor byłby dumny z efektów ich pracy. Czy rzeczywiście było warto podtrzymać ten projekt?

Korni: Fabuła filmu zaczyna się na Kubie, gdzie wśród malowniczych uliczek Dom (Vin Diesel) wraz ze swoją ukochaną Letty (Michelle Rodriguez) z piskiem opon spędza miesiąc miodowy. Z sielanki wyrywa go Cipher (Charlize Theron), która stawia mu propozycję nie do odrzucenia. W tym samym czasie agent Luke Hobbs (Dwayne Johnson) zostaje zaangażowany do ściśle tajnej, ale i niebezpiecznej misji. Prosi więc Doma o pomoc i w rezultacie – po raz kolejny – razem z ekipą maniaków szybkiej jazdy próbuje spełnić swój zawodowy obowiązek. Wszystko idzie gładko, dopóki Dom nie zdradza swoich najbliższych przyjaciół i nie opowiada się po stronie wroga.

Fan kina akcji dostaje to, co lubi najbardziej: piękne samochody, niesamowite efekty specjalne, silnych mężczyzn i seksowne kobiety. Czy Ciebie, Mati, uwiodła kolejna odsłona filmowego cyklu?

Mateusz: Dawno nie widziałem tak niedorzecznego i przerysowanego filmu. Szybcy i wściekli świetnie sprawdzali się jako solidny reprezentant heist movie, do którego doskonale pasowały kolejne efektowne włamania i pościgi. Oczywiście do pełnej satysfakcji w czasie seansu wymagane było chwilowe zaprzestanie używania szarych komórek (czasem warto się odmóżdżyć) pozwalające na beztroskie i często całkiem przyjemne obserwowanie przygód Toretta i spółki.

Niemniej tym razem twórcy “popłynęli” w swoich pomysłach, wkręcając bohaterów w cyberterroryzm, wykradanie głowic jądrowych, wyścigi z łodzią podwodną itp. Trudno w obrazie Graya odnaleźć jakąkolwiek logikę fabularną, dzięki czemu rosyjski Minister Obrony Narodowej jeździ po Nowym Jorku z kodami do głowic jądrowych, a sam Dom jest połączeniem Terminatora, Crossbonesa (scena rozcinania samochodu) i Danny’ego Oceana. To jednak nic specjalnego przy ewidentnej niezniszczalności bohaterów, których ciała prawdopodobnie naszpikowane są adamantium lub posiadają moc regeneracji Wolverine’a.

Wiesz, Korni, co w tym wszystkim jest najgorsze? Bardzo dobrze się bawiłem podczas seansu F&F 8! Nie potrafię zrozumieć fenomenu tej produkcji, która pomimo swoich gigantycznych wad (rozmiarów ego Vina Diesela) okazała się szalenie pozytywnym zaskoczeniem?

Korni: Fabuła kuleje, ale idąc do kina można się tego spodziewać. Szybcy i wściekli nigdy nie stawiali na wybitną historię i zaskakującą akcję. Clou filmu stanowią rozgrzane do ekstremum silniki i spektakularne wybuchy – a tu mamy tego pod dostatkiem. Z każdą kolejna odsłoną cyklu otrzymujemy nowe rozwiązania w zakresie użycia aut. Wyobraźnia twórców rozkręca się coraz bardziej, dzięki czemu w ósmej części zobaczymy deszcz samochodów, ucieczki przed rakietami oraz potyczkę z łodzią podwodną, o której już wspomniałeś. Tak niesamowite, a wręcz fantastyczne sceny ogląda się na kinowym ekranie z ogromną przyjemnością. To rzeczywiście widowiskowa produkcja.

Mateusz: Czytałem kiedyś plotkę, że producenci F&F myśleli o crossoverze serii z Transformersami. Wyobrażam sobie nawet sytuację, w której Optimus Prime prosi Toretta o przysługę, a ten w finałowej scenie zasiada w najważniejszym autobocie. Po seansie ósmej części Szybkich ta szalona wizja zaczyna nabierać kształtów, ponieważ twórcy przekroczyli niebezpieczną granicę oddzielającą kino sensacyjne od science fiction. Niemal każda sekwencja filmu ma nam udowodnić, że w czasie seansu powinniśmy warczeć z podnieceniem “WOW!”.

Niestety, bardzo irytował mnie Vin Diesel. Każda scena wydaje się być napisana pod niego, aby mógł udowodnić swój “potencjał”. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna, bo gwiazdor  mieni się nam jako najsłabszy element filmu. Talentem i umiejętnościami przewyższa go większość obsady, a także… samochody.

Świetni są natomiast Jason Statham i The Rock, których relacje oraz pojedynki (tym razem przede wszystkim słowne) kradły niemal każdą scenę produkcji.

Korni: Mnie także podoba się ponownie wprowadzenie postaci Deckarda (Jason Statham), przy którym zaczęłam lubić Dwayne’a Johnsona. Muszę przyznać, że miałam z nim spory problem przy poprzednich częściach cyklu (dwóch niezniszczalnych pakerów w filmie, to za dużo), jednak jego sceny razem ze Statham’em wprowadzają luźniejszy klimat. Szczególnie sekwencja ich walki, ze spektakularnymi unikami, przeskokami i innymi popisami, daje odrobinę oddechu od pościgów, samolotów i innych mechanicznych urządzeń, na których nieustannie skupia się akcja. A jak przypadła Tobie do gustu inna postać: nowa antagonistka, czyli seksowna i niebezpieczna Cipher? Czy wcielająca się w nią laureatka Oscara dobrze zrobiła grając u boku łysych mięśniaków?

Mateusz: Charlize Theron udowodniła swoim występem, że w świecie Szybkich i wściekłych, wbrew pozorom, najważniejszą wartością nie są… samochody i szybkość. Cipher w żadnej ze scen nie porusza się samochodem. Do gustu przypadła mi niezwykła realistyczność jej postaci, wyróżniająca się na tle mocno naciąganej koncepcji produkcji, dzięki czemu antagonistka okazała się szalenie niebezpieczna, używając wyłącznie komputera.

A co sądzisz o występie Helen Mirren? Nagrodzona Oscarem Brytyjka w fantastyczny i przekomiczny sposób zadrwiła ze swojego stonowanego i poważnego emploi, stając się prawdziwą głową rodziny Shaw.

Korni: Helen Mirren na tle przerysowanej postaci Toretta udowadnia, że z talentem aktorskim trzeba się po prostu urodzić. Żadne efekty specjalne nie ukryją braków w tym zakresie. Jej kilkanaście minut na ekranie zapada w pamięci na dłużej - to wielka pomyłka, że nie została wymieniona w czołówce filmu, a na serwisach typu Filmweb znajduje się na samym końcu obsady!

Trzeba przyznać, że seria Szybkich i wściekłych nie traci rozpędu i za każdym razem stara się zaskakiwać widza. W dobie komisowych produkcji nie jest to łatwe. Pościg łodzi podwodnej z pięknym lamborghini jest komiczny, ale nikt inny niż autorzy samochodowej serii na coś takiego by się nie odważył. Prócz efektów specjalnych należy docenić dobrze dobraną muzykę i piękne plenery trzech miejsc akcji filmu: Kuby, Nowego Jorku i skutej lodem Rosji. Poza tym konsekwentna obsada głównych bohaterów zdążyła tak nas przywiązać do tego cyklu, że z pobłażaniem traktujemy jego niedociągnięcia. Nic dziwnego, że fani wyczekują powrotu ulubionych postaci na kinowy ekran i witają jak starych, dobrych znajomych – niektórzy zdążyli się na tej serii wychować.

Reasumując - najnowsza odsłona Szybkich i wściekłych daje nam dokładnie to, czego oczekujemy i jednocześnie stara się jak może zrekompensować widowiskowością brak Paula Walkera. Moim zdaniem twórcom ta sztuka się udała.

Mateusz: Brak Walkera (Briana) jest bardziej widoczny niż nam się mogło początkowo wydawać, bo jego postać w pewien sposób nadawała głębi i uszlachetniała Toretta. Szybcy i wściekli 8 to jeden z najgłupszych tegorocznych blockbusterów - równie nielogiczny i naiwny, co zapierający dech w piersiach i zabawny. Jeśli w czasie seansu wyłączycie myślenie, to czeka Was szalenie wysokooktanowa rozrywka, o której z niedowierzaniem będziecie opowiadać znajomym. 

Korekta: Marta Kononienko


blog comments powered by Disqus