"Mumia" - recenzja filmu

Potworny falstart nowego uniwersum

Odkąd tworzone przez Marvel uniwersum filmowe okazało się sukcesem, wszystkie duże wytwórnie zapragnęły tego samego. Warner Bros. zabrało się za komiksy DC, Legendary Pictures kręci teraz filmy o olbrzymich potworach (Godzilla, Kong: Wyspa Czaszki), a FOX korzysta z praw nabytych dawno temu i dalej rozwija świat X-Menów. Teraz do tego grona dołączyło Universal Studios ze swoimi klasycznymi potworami w nowym wydaniu. Niestety już na starcie Dark Universe doszło do olbrzymiego potknięcia.

Fabuła nowej Mumii rozgrywa się współcześnie, a jej głównymi bohaterami są żołnierz i złodziej, Nick (Tom Cruise) oraz agentka tajnej organizacji Predigium, Jenny (Annabelle Wallis). Ich losy splatają się z chwilą odnalezienia grobowca egipskiej księżniczki (Sofia Boutella). Gdy wspomniana księżniczka wraca do życia jako istota nadprzyrodzona, rozpoczyna się koszmar nie tylko dla Nicka i Jenny, ale też dla całego świata.

Pomysł historii nie jest specjalnie odkrywczy, ale trudno z tak zgranym już w kinie potworem jak mumia o coś bardziej oryginalnego. Niestety scenariusz nie wynagradza braku innowacji. Produkcja jest mieszanką kina akcji, komedii i odrobiny horroru. Wszystkie te elementy połączone razem dały nudną, głupawą, a momentami też irytującą filmową papkę. Fabuła jest w miarę spójna, lecz niczym nie zaskakuje. Widz w trakcie seansu musi stawiać czoła głównie własnemu znużeniu i senności. Aby dodać trochę “grozy” w Mumii, twórcy postanowili nakręcić kilka scen typu jumpscare, w których po chwili względnego spokoju następuje gwałtowna próba nastraszenia widza (np. wyskakującym znikąd potworem). Ten chwyt został zastosowany w tak przewidywalny sposób, że zaprzepaszczono jedyną szansę, by faktycznie wzbudzić choć trochę strachu.

Realizację filmu można ocenić najwyżej średnio. Pewnym plusem może być skorzystanie z kilku prawdziwych planów i plenerów, zamiast jedynie z generowanych komputerowo. Niestety, wspominając już o tzw. CGI, na tym polu twórcy znów się nie wykazali. Liczba tworów komputerowych jest zdecydowanie zbyt duża jak na ten film. Ich jakość z kolei można porównać do Mumii z Brendanem Fraserem. W nowym filmie zostały jedynie trochę poprawione. Potwory też nie wyglądają zbyt imponująco. W ich przypadku znowu mamy do czynienia z dominacją grafików komputerowych, którzy nie wykorzystali w pełni dostępnej obecnie technologii. Zarówno właściwa mumia (w niektórych scenach), jak i jej potworni słudzy wypadają mało przekonująco, a nawet śmiesznie. Być może gdyby większy nacisk nałożono na dobrą charakteryzację, efekt końcowy byłby lepszy. Nagana należy się także za montaż filmu, zwłaszcza w warstwie dźwiękowej. Głosy postaci zostały w niektórych scenach tak wstawione, że widz ma wrażenie jakby mówili przez zamknięte usta.

Pod kątem aktorskim także nie jest dobrze i to pomimo kilku głośnych nazwisk w obsadzie. Na początek trzeba trochę powiedzieć w temacie odtwórcy głównej roli - Toma Cruise’a. Aktor, który od lat opiera swoją karierę na filmach akcji, nie pokazał nic specjalnego, a był wręcz sztuczny. Nawet wymawiane przez niego żarty brzmiały banalnie i nienaturalnie. Film sporo stracił także przez jego bierną postawę i brak zaangażowania. Annabelle Wallis zagrała swoją rolę dość dziwnie, ale tu chyba znowu winę ponoszą scenarzyści. Jej postać niby próbuje być silna i niezależna, lecz momentami sprawia raczej wrażenie bezradnej. Lawiruje między niechęcią a sympatią do Nicka, przez co przypomina bohaterkę opery mydlanej. Najbardziej z całej obsady może być szkoda odtwórczyni roli tytułowej, Sofii Boutelli. Aktorka miała ostatnio na koncie serię naprawdę dobrych filmów, w których zaprezentowała się pozytywnie. Mumię zagrała nieźle, choć niestety została trochę zepchnięta na drugi plan przez innych członków obsady. Warto jeszcze wspomnieć Russella Crowe’a, czyli filmowych doktora Jekylla i pana Hyde’a. Tutaj też nie ma się czym zachwycać. Crowe zaprezentował się przeciętnie, a zagranie zmiany osobowości nie wyszło mu zbyt przekonująco. Wspomniany Hyde był raczej banalny niż ciekawy w swoim krótkim epizodzie na ekranie.

Mumia to film, który pod każdym względem jest kompletną porażką. Nudny, kiepsko zrealizowany i zagrany – jest prawdopodobnie największym policzkiem dla klasycznego filmowego potwora. Zamiast nakręcić solidny horror, twórcy wzięli scenariusz Mumii z 1999 roku i trochę przerobili, dodając sceny w stylu filmów sensacyjnych. Jak na razie nad Dark Universe zbierają się ciemne chmury i jeżeli nikt nie wyciągnie wniosków z tej porażki, to świat potworów czeka rychły koniec.

Korekta: Damian "Nox" Lesicki


blog comments powered by Disqus