"Noc oczyszczenia: czas wyboru" - recenzja filmu

Autor: osti

Dawaj batonika, bo cię zaj*bię!


Noc oczyszczenia doczekała się już trzeciej części. Kontrowersyjny pomysł czasu, w którym można bezkarnie popełnić dowolną zbrodnię, daje twórcom spore pole do popisu i przyciąga przed ekrany sporą liczbę widzów. Nie jednak wątpliwości: potencjał, jaki niesie ze sobą idea Nocy oczyszczenia, nie został w pełni wykorzystany.


Już na starcie widz musi się zmierzyć z faktem wprowedzania w USA „tradycji” jednej nocy w roku zezwalającej na robienie absolutnie wszystkiego. Policja, straż pożarna i pogotowie przestają odbierać telefony, a obywatele są pozostawieni sami sobie. Tzw. Nowi Ojcowie Założyciele (czyli partia aktualnie rządząca) argumentują, że Noc oczyszczenia jest bardzo korzystna z ekonomicznego punktu widzenia, bo dzięki niej jest… mówiąc krótko – mniej gęb do wykarmienia.


Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć bezsensu takiego myślenia? Oczywiście śmierć iluś tysięcy najbiedniejszych osób automatycznie zmniejsza wydatki budżetu państwa związane np. z pomocą socjalną, ale co z ofiarami gwałtów, osobami, które zostały inwalidami, sierotami czy bezdomnymi w wyniku „legalnych” działań osób „świętujących”? Co z kosztami związanymi ze sprzątaniem zniszczonych/spalonych budynków i zmasakrowanych zwłok zalegających na ulicach? Oczywiście Noc oczyszczenia to tylko film i koncepcja takiego „święta” nie jest zbyt realna (chociaż w czasach, kiedy Amerykanie stają przed wyborem Clinton/Trump, wszystko wydaje się możliwe…) , ale na pewne braki logiczne widz nie może być obojętny.


Kiedy w końcu umęczony umysł pogodzi się z przyjętą przez film wizją świata, może zacząć rozważać kolejne jego aspekty. Fabuła Czasu wyboru skupia się na Senator Charlie Roan, która stara się ukrócić godzące w ducha narodu święto oczyszczenia, oraz jej ochroniarza Leo Barnesa, znanego z Nocy oczyszczenia: Anarchia. W tle tej historii kamera śledzi także losy pewnego sklepikarza oraz garstki jego zaufanych przyjaciół. Całość sprowadza się do pełnej strzelanin i wybuchów sieczki, przerywanej jedynie przez obrzędy Nowych Ojców Założycieli (przypominające masońskie rytuały) oraz dumaniem bohaterów nad tym, co dobre, a co złe.


Podobnie jak w przypadku poprzedniczek, trzecia część Nocy oczyszczenia jest filmem akcji, stylizowanym jedynie na horror (skojarzenia z serią Piła jak najbardziej na miejscu). Jak to w typowych „strzelankach” bywa, widzowie karmieni są standardowymi raczej bzdurami – kałasznikow w każdym amerykańskim domu i karabinowe kule z nadajnikiem GPS nie powinny zatem nikogo dziwić.


Powracający do roli Leo Frank Grillo nie należy do elity Hollywood, ale i tak pozostawia resztę obsady lata świetlne za sobą. Aktorsko Czas wyboru momentami ociera się o żenujący wręcz poziom. Elizabeth Mitchell, Mykelti Williamson czy Joseph Julian Soria to postacie dla polskiego widza niemalże całkowicie anonimowe, które ostatnie udane występy (jeśli takie w ogóle mają na koncie) zaliczyły całe lata temu. Większość bohaterów najnowszej Nocy oczyszczenia to pozbawione wyrazu wydmuszki, które każą docenić warsztat aktorski wyśmiewanego często Nicolasa Cage’a.


Kiepską grę nieco tuszują dobrze zrealizowane zdjęcia oraz montaż, które razem z niepokojącą ścieżką dźwiękową tworzą nastrój kina grozy. Atmosferę mogłoby pogłębić jeszcze bliższe przyjrzenie się praktykom uprawianym przez Nowych Ojców Założycieli. Pełen masońskich analogii wątek, gdyby został należycie rozwinięty, mógłby stanowić materiał na dzieło pokroju Oczy szeroko zamknięte. Być może James DeMonaco bał się losu Stanleya Kubricka i postanowił zostawić wolnomularzy w spokoju, skupiając się na wybuchach i strzelaninach.


Noc oczyszczenia: Czas wyboru
to – podobnie jak poprzednie części – film o dużym potencjale fabularnym, który raz jeszcze został kompletnie zaprzepaszczony. Historia, która mogła stać się podstawą filozoficznej, politycznej, a być może nawet religijnej dyskusji, została przez twórców sprowadzona do roli pretekstu, aby na ekranie ukazać jak najwięcej przemocy. Oczywiście, jako film akcji, Czas wyboru sprawdza się całkiem nieźle, co jest zasługą przede wszystkim stojącej na bardzo wysokim poziomie warstwy technicznej. Również ścieżka dźwiękowa zasługuje na pochwałę; choć z pewnością nikt nie wrzuci jej sobie na słuchawki w leniwe popołudnie, to doskonale komponuje się z obrazem, tworząc atmosferę zaszczucia i niebezpieczeństwa. I w tym kontekście Noc oczyszczenia można nawet polecić. 

Korekta: Joanna Biernacik


blog comments powered by Disqus