"Sekretne życie zwierzaków domowych" - recenzja filmu

Autor: osti

Gdy pana nie ma, zwierzaki harcują

Każdy kto miał psa, wie jak ciężkie bywają rozstania z ukochanym czworonogiem - nawet jeśli spodziewamy się, że nie będzie nas tylko kilka godzin. A co by było, gdyby okazało się, że większości zwierzaków wcale nie jest aż tak źle, kiedy pana/pani nie ma w domu?

Próbę odpowiedzi na to pytanie postanowili podjąć twórcy uwielbianych na całym świecie Minionków. Machina marketingowa Sekretnego życia zwierzaków domowych już jakiś czas temu rozpędziła się niczym TGV, głównie za sprawą rewelacyjnych zwiastunów. Oczekiwania z całą pewnością były wygórowane, ale z czystym sumieniem można powiedzieć, że film w znacznej mierze im podołał.

Sama historia jest dość prosta i stanowi raczej pretekst, by na zasadzie śnieżnej kuli popchnąć bohaterów do coraz bardziej szalonych czynów i wydarzeń. A wszystko zaczyna się bardzo niewinnie – Katie i jej pies Max żyją w niemalże idealnej harmonii, która zostaje zaburzona przez pojawienie się w domu drugiego czworonoga – Duke’a. W walce o względy swojej pani psiaki zatraciły się tak bardzo, że w mgnieniu oka skończyły na dnie nowojorskich kanałów, uciekając na zmianę przed hyclami oraz bandą szalonego królika Tuptusia. 

Próżno też w Sekretnym życiu zwierzaków domowych szukać jakiegoś głębszego przesłania. Zabrane na seans pociechy dowiedzą się wprawdzie o sile przyjaźni, miłości i lojalności wobec bliskich osób. Wychodząc z kina na pewno nie jeden widz będzie chciał skierować pierwsze kroki do schroniska/sklepu zoologicznego, aby przygarnąć jakiegoś bezpańskiego zwierzaka… ale nie oszukujmy się: głównym celem tego filmu jest czysta rozrywka – nieskrępowana przez więzy logiki czy moralizatorskiego tonu. 

Jak to zwykle w przypadku animacji bywa, na wielkie brawa zasługuje polski dubbing. Choć z większością głosów zdążyliśmy się już osłuchać przy okazji innych tego typu produkcji, aktorzy zostali dobrani idealnie do swoich ról. Czasami jednak trochę żal, że aż do ukazania się wersji DVD/Blu-ray filmu, nie możemy przekonać się na własne uszy, jak wypadł np. Kevin Hart w roli stukniętego, długouchego futrzaka…

Od strony technicznej Sekretne życie zwierzaków domowych stoi na wysokim poziomie, ale nie ma jednak mowy o żadnym przełomie czy choćby ewolucji grafiki komputerowej. Sierść, futra i pióra animowane są ładnie, ale Pixar już nie raz pokazał, że robi to znacznie lepiej i z większą dbałością o detale. Graficy przyłożyli się za to do wody – w kilku momentach udało się tutaj osiągnąć niemalże fotorealizm i zastanawiałem się, czy przypadkiem nie oglądam prawdziwej East River.

Jako kino familijne Sekretne życie zwierzaków domowych naprawdę daje radę. Przez ekran przewija się cała plejada zabawnych postaci, z których każda uosabia jakąś cechę charakterystyczną. Gwarantuje to przynajmniej kilka scen wywołujących wybuchy śmiechu lub chociaż wesołe parsknięcia. Trzeba uczciwie jednak przyznać, że poczucie humoru zwierzaków domowych nie ma startu do tego, co twórcy pokazali przy okazji przygód Minionków. 

W filmach z serii Jak ukraść księżyc można łatwo wyszukać mnóstwo nieszablonowych postaci i bezpretensjonalnych żartów. W swoim najnowszym dziele ludzie z Illumination Entertainment spuścili mocno z tonu. Bohaterowie oraz historia Sekretnego życia zwierzaków domowych trzymają się utartych szlaków kanonu gatunku. Nie przeszkadza to jednak, aby na seansie świetnie się bawić. Bez wątpienia jest to najlepsza animacja aktualnie wyświetlana w kinach.

Korekta: Damian Lesicki


blog comments powered by Disqus