"Ostatni egzorcyzm" - o produkcji filmu

plakat filmu "Ostatni egzorcyzm" - o produkcji filmu

O PRODUKCJI

Wielebny Cotton Marcus został wychowany na wiernego wyznawcę ewangelizmu, ale po 25 latach przeprowadzania fałszywych egzorcyzmów ma już dość oszustwa. Postanawia wszystko ujawnić i pozwala, by ekipa filmowa nakręciła film dokumentalny z jego ostatniego egzorcyzmu. Nie wie, że tym razem przyjdzie mu stanąć twarzą w twarz z prawdziwym demonem.

Gdy producent Eric Newman przedstawił scenarzystom Andrew Gurlandowi i Huckowi Botko pomysł na Ostatni egzorcyzm, ci nie wahali się ani chwili. Jak mówi Garland: „Przyszedł Eric i oświadczył, że ma świetny pomysł. Zaledwie napomknął o opętaniu przez diabła, a natychmiast się zgodziliśmy”.

Uwagę Newmana zwróciły wcześniejsze dokonania Gurlanda i Botko. Zwłaszcza jeden film, również utrzymany w konwencji paradokumentu, przekonał go, że są odpowiednimi osobami do tego wykonania tego zadania. „Huck i ja napisaliśmy scenariusz do filmu Żona na zamówienie, a Eric Newman obejrzał go i wpadł na pomysł, by wraz z nami nakręcić thriller o tematyce paranormalnej – wspomina Garland. – Był jak trzeci scenarzysta. To on wymyślił slogan: Jeśli wierzysz w Boga, wierzysz też w diabła”.

Inspiracją scenarzystów, leżącą u podstaw tego projektu, był inny film. Gurland mówi: „Istnieje słynny film dokumentalny z lat 70-tych pt. Marjoe. Opowiada o kaznodziei, który pozwala, by nakręcono o nim film. Zabiera widza za kulisy i demonstruje, że jego  egzorcyzmy to zwykły szwindel. Wyznaje, że brak mu wiary i że chce z tym skończyć. Uznaliśmy, że to będzie dobry początek naszego filmu”.

Opisując proces twórczy i to, w jaki sposób Ostatni egzorcyzm powinien łączyć elementy dokumentalne i fabularne, Gurland mówi: „Gdy pracujemy nad filmem paradokumentalnym, staramy się, by sprawdzał się również jako film całkowicie dokumentalny. Fajnie byłoby nakręcić obraz o kulisach pracy fałszywego egzorcysty. Gdyby w Ostatnim egzorcyzmie nie było elementów nadprzyrodzonych, byłby to wciąż niezły film. Chcieliśmy więc przede wszystkim stworzyć dobry dokument i zobaczyć, co potem da się z niego uzyskać”.
 
Jednym z powodów zachwytu scenarzystów była możliwość kreatywnego podejścia do zadania, właśnie dzięki dokumentalnemu stylowi Ostatniego egzorcyzmu. Huck Botko wyjaśnia: „Uchodzi nam na sucho wiele rzeczy, niemożliwych do zastosowania w filmie fabularnym. Pisząc scenariusz filmu fabularnego, trzeba zachować trzyaktową strukturę i pamiętać, by wychodzić naprzeciw oczekiwaniom widzów. A my zawsze powtarzamy: ‘Prawda przerasta fikcję’. Do filmu dokumentalnego można wnieść tak dziwaczne i kuriozalne pomysły, że gdyby pojawiły się w filmie fabularnym, ludzie uznaliby je za zbyt dziwne i zbyt osobliwe.

Fascynujące jest również zgłębianie tematów, które, według Gurlanda, „przerażają ludzi na śmierć”.

Idąc dalej tym tropem, Eric Newman wyznaczył do reżyserii Daniela Stamma, którego poprzedni obraz był nagradzanym filmem paradokumentalnym. „Widzieliśmy film Daniela A necessary death, w którym osiągnął niezwykły poziom autentyczności – mówi Newman. – To zupełnie niekonwencjonalny film, przypomina raczej eksperyment psychologiczny. To nam uświadomiło, że Daniel poradzi sobie z filmem utrzymanym w tej konwencji. Był naszym napastnikiem i wygrywał dla nas mecze każdego dnia”.

Choć predyspozycje Stamma do stworzenia thrillera psychologicznego były oczywiste, horror, a takim jest Ostatni egzorcyzm, był dla niego zupełnie nowym doświadczeniem. Według samego Stamma, Ostatni egzorcyzm najlepiej opisać jako horror koncentrujący się na bohaterach.

„Horror jest dla mnie w znacznym stopniu czymś nowym – mówi Stamm - więc z technicznego punktu widzenia jest to pewne wyzwanie.  Najbardziej ekscytującymi do nakręcenia scenami są te, gdzie na pierwszym planie stawiamy bohaterów i pozwalamy aktorowi po prostu grać. Nie wiadomo wówczas, jaki będzie rezultat. Za każdym razem otrzymujemy coś nowego, coś innego”.

Stamm wyjaśnia, jak dzięki ujęciom z kamery z ręki, bo tak właśnie kręcony jest Ostatni egzorcyzm, możliwe było osiągnięcie pożądanego realizmu.

„W tym filmie – mówi – z powodu narracji pierwszoosobowej, operator staje się de facto częścią filmu. Uosabia widzów. Bardzo mi się to podoba, ponieważ zmusza publiczność do bliższego przyjrzenia się wydarzeniom, choć czasem może to być nieprzyjemne. Taka bliska obecność widza, bliższa, niż by chciał, jest w przypadku horroru genialna”.

Stamm dodaje: „Kolejna sprawa to ujęcia. W zwykłym filmie fabularnym prawdopodobnie nie robilibyśmy aż takich zbliżeń jak w dokumentalnym. Tak więc widz zauważa więcej szczegółów niż zwykle, co według mnie wzmoże intensywność przeżyć”.


JAK POWSTAWAŁ OSTATNI EGZORCYZM

Ze względu na system pracy Stamma, aktorzy cierpieli katusze niczym na planie filmu Kubricka. Postronni mieli zakaz wstępu, ujęcia wielokrotnie powtarzano, a warunki często były wyczerpujące.

Stamm wyjaśnia: „Ważne było dla mnie, by aktorzy czuli się intymnie. Nikogo nie wpuszczałem na plan, a na zewnątrz nie wisiały monitory. Na planie mieliśmy tylko jeden monitor, a nie wioskę wideo, gdzie ludzie oglądają naszą pracę. Aktorzy wiedzieli, że nie obserwuje ich kilkadziesiąt par oczu. W ten sposób zapewniłem im poczucie prywatności”.

„Każę aktorom improwizować, by wpadli na pomysły, które mnie nigdy nie przyszłyby do głowy – ciągnie. – Pozwalam im być sobą, dążę do spontaniczności. Robimy wiele ujęć, najchętniej tyle, by stali się zmęczeni, poirytowani i wściekli. Wtedy można uzyskać autentyczne emocje, które dobrze wypadają na ekranie. Aby to osiągnąć, robimy po 15, 20 ujęć”.

Eric Newman zwraca uwagę, że przy tego rodzaju pracy „scenariusz jest tylko punktem wyjścia do zamierzonego celu”. Spontaniczność była wręcz nakazana. Odejście od scenariusza pozwoliło filmowi ewoluować w sposób, który zaskoczył reżysera i zwiększył realizm historii.

„Dla mnie najważniejsze jest, by aktorzy nie wypowiadali wyuczonych na pamięć kwestii, ale mówili własnymi słowami, przekazywali postaciom własne cechy – mówi Stamm. – Tak samo pracowałem przy swoim ostatnim filmie, A Necessary Death”.

Największym wyzwaniem dla aktorów była, być może, właśnie ta improwizacja. Louis Herthum (Louis Sweetzer) mówi: “Improwizacyjny aspekt filmu jest fascynujący. Daje wolność, ale budzi też lęk. To chyba jedna z najbardziej przerażających rzeczy, jakie kiedykolwiek robiłem, ale też jedna z najbardziej satysfakcjonujących”.

Producent Marc Abraham wyjaśnia przyczyny sukcesu takiego podejścia: „Wizja Daniela jest niezwykle precyzyjna. Dlatego aktorzy bardzo mu ufają”.

Stamm kazał aktorom, w ramach przygotowań, oglądać nagrania prawdziwych egzorcyzmów. „Chciałem, by wiedzieli, jak kiedyś je przeprowadzano, by nie powielali schematów. Nasz film miał się koncentrować na postaciach. Nie chcieliśmy imitować filmów takich jak Egzorcysta. Chcieliśmy dać fanom gatunku coś nowego, pokazać świeże podejście, a nie kopiować stare wzorce”.

Eric Newman mówi, że z powodu improwizowania na planie, „fabuła Ostatniego egzorcyzmu, na poziomie szczegółów, nieustannie się zmieniała. W ogólnym zarysie jednak nie różni się wiele od oryginalnego zamysłu. W dalszym ciągu film jest taki, jaki miał być. To dowodzi talentu Daniela Stamma do takich produkcji. Aktorzy i reżyser wznieśli się na poziom, o którym marzyliśmy, ale nie mogliśmy go sobie wyobrazić. I to jest najważniejsze”.

Stamm dodaje: „Film dokumentalny tworzy się podczas montażu. Chcemy, by, na ile to tylko możliwe, nasz film tak właśnie wyglądał. Jakby nie miał scenariusza. Chcemy, by wydawał się zmontowany z setek godzin ujęć. Zresztą, tak rzeczywiście jest”.

Ostatni egzorcyzm filmowano w wiejskich rejonach Luizjany, na prawdziwej farmie, wokół której roiło się od aligatorów, węży i robaków. Wiekowy dom pozwalał ukazać poczucie grozy na poziomie nieosiągalnym przez stworzony od podstaw plan zdjęciowy.

Scenograf Andrew Bofinger odkrył, że większość pracy została już za niego wykonana. Jak mówi: „Na początku spędziłem dużo czasu z Danielem Stammem. Odwiedziliśmy liczne lokalizacje, zwłaszcza te, które miały być farmą Sweetzera, gdzie rozgrywa się 85 % filmu”.

„W domu, który wybraliśmy – dodaje – mogliśmy wykorzystać wiele sprzętów. Są tu stuletnie szafy i antyczne meble. Praca scenografa była bardzo ułatwiona. Można było wybierać do woli. A i sam dom wydawał się niesamowity. Tego efektu za nic byśmy nie uzyskali budując plan od podstaw”.

Jako dekorator wnętrz i scenograf, Bofinger zwraca uwagę, że ten dom oddawał nie tylko ogólny wygląd i charakter miejsca, w którym toczy się akcja filmu, ale też miał wpływ na jego mieszkańców.  Otoczenie odzwierciedla ludzki charakter, a ludzki odzwierciedla otoczenie.

Bofinger mówi dalej: „Mogłem przekształcić pomieszczenia wedle swojego uznania tak, by wyeksponowały postacie. Chciałem, by otoczenie nie przesłaniało akcji, a jedynie ją uzupełniało. Tak więc na parterze domu Sweetzera postawiliśmy z Danielem Stammem na zimne kolory, a na piętrze, gdzie rozgrywa się większość wstrząsających scen, na pomarańcz. Chcieliśmy uzyskać drastyczny kontrast pomiędzy dwoma piętrami”.

 „Pokój Nell – dodaje – miał odzwierciedlać jej wyobcowanie. Dziewczyna ma 16 lat. Jakieś sześć lat temu zmarła jej mama. Chcieliśmy więc stworzyć pokój 10-latki, która zatrzymała się w rozwoju”.

„Rekwizyty i dekoracje – mówi Bofinger – mówią o postaciach więcej niż same dialogi.  Trzeba ukazać różne cechy Ashley. Powinna wyglądać niewinnie, ale przecież nie jest niewinna. Jest opętana”.

Co do postaci wielebnego Cottona, Bofinger starał się, by ukazać jego oszustwa. Zaznaczyć, że to showman. „Chciałem – dodaje – by jego gabinet wydawał się schronieniem, w którym wciąż żyje dziecięcymi marzeniami. Ciekawie jest zagłębiać się w takie szczegóły dotyczące bohaterów, których znaczenie znam tylko ja. Nie ma ich w scenariuszu, nie ma ich w dialogach”.

Dwóch pozostałych specjalistów od tworzenia nastroju, operatora Zoltana Honti i montażystę Shilpę Sahi, Daniel Stamm znał na innej płaszczyźnie. Honti był jego drużbą, a Sahi udzielał mu ślubu.

Stamm mówi: „Pracowałem z Zoltanem i Shilpą od czasu naszego pierwszego filmu nakręconego w Amerykańskim Instytucie Filmowym. Znów chcieliśmy pracować razem. Nasz poprzedni film kręciliśmy przez trzy lata, więc znamy się na wylot. Wiemy, co nam się podoba. To, że oni są ze mną, bardzo mi pomaga. Nie tylko dlatego, że mają wielki talent, ale dlatego, że dobrze wiedzą, jak się pracuje nad filmem. O wielu rzeczach nie musimy nawet mówić, po prostu wiemy, o co chodzi’.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus