Emocje dla cierpliwych
Kino grozy, od początku swojego istnienia, poszukuje coraz to nowych sposobów straszenia, co owocuje niezliczonymi wręcz podgatunkami horroru, spośród których każdy znajdzie coś dla siebie. Monstrualne krokodyle, mutanci kanibale, duchy goniące za zemstą, staroświeckie wampiry i wilkołaki – cała ta menażeria znalazła sobie przytulne miejsce i dożywotni etat u twórców „strasznych filmów.” Mimo tak szerokiego wyboru środków, Bryan Bertino, kreator obecnych właśnie w kinach Nieznajomych, zdecydował się na najprostszy wybór – psychopatycznych seryjnych morderców.
Nieznajomi to film z subgatunku zwanego home invasion reprezentowanego między innymi przez Dom na skraju parku, rewelacyjny Angst, czy też ubiegłoroczny Motel, nie wspominając o mistrzowskim Funny Games. Bertino w swoim debiutanckim dziele trzyma się mocno reguł narzuconych przez nurt, który reprezentuje, więc jest prosto i przejrzyście. Młoda para, której miłosny wypad do domu na przedmieściach nie okazał się tak romantyczny, jak oczekiwali, zmuszona jest zmierzyć się nie tylko z szalejącymi w nich sprzecznymi uczuciami, ale i trójką zamaskowanych napastników, usiłujących wedrzeć się do wspomnianego już lokum. Zanim to nastąpi, widz wystawiony jest na próbę cierpliwości, gdyż Bertino nie rozumie elementarnej zasady rządzącej kinem grozy – brak akcji nie oznacza budowania napięcia.
Przez pierwszą część filmu widzowi przyjdzie oglądać puste pokoje i przechadzającą się po nich Liv Tyler, odtwórczynię głównej roli, i nawet demoniczny odgłos walenia w drzwi nie jest w stanie rozproszyć atmosfery odrętwienia i stagnacji panującej na ekranie. Bertino zbyt słabo dozuje wrażenia, do jakich przywykliśmy oglądając filmy wymienione w poprzednim akapicie. Gdy już jednak dochodzi do upragnionego momentu i trójka morderców przekracza próg domu, czeka nas miła niespodzianka, bowiem Kirsten i James próbują wyrwać się z przeznaczonej im roli ofiar i nawiązują walkę. Zaskakująco, jest to najgorsza decyzja, jaką mogli podjąć. Bertino nie stroni od nieszablonowych zwrotów akcji, lecz nie ma również odwagi, by pójść odrobinę dalej i wyrwać z ram gatunkowych, jak zrobił to przed nim chociażby Haneke. Reżyser trzyma się cały czas konwencji klasycznego kina grozy, z jego charakterystyczną muzyką, montażem, i niestety – odtwórczością. Motel, również niegrzeszący oryginalnością, przynosił mimo wszystko słaby powiew świeżości do mainstreamowego horroru, któremu ciężko oswoić się z trudnym tematem home invasion. Bertino tymczasem idzie po linii najmniejszego oporu, serwując nam pewniaka – film, po którym wiemy od początku, czego się spodziewać, pomimo, że Nieznajomi próbują (udanie!) mydlić nam oczy kilkoma zaskakującymi scenami i budzącym grozę wyglądem i zachowaniem napastników. Bezimienna trójka w swoich białych maskach udanie przemyca do filmu element wyobcowania, są idealnymi „nieznajomymi znikąd”, a nieliczne wypowiadane przez nich kwestie zaskakują prostotą i enigmatycznością.
Jednak trzech psychopatów filmu nie czyni. Nie pomaga także świetna praca kamery, nieustannie wibrującej, jakby Nieznajomych kręcono „z ręki”. Bertino zaliczył debiut, który zapewne dość szybko zostanie oceniony jako przeciętny reprezentant gatunku i zapomniany. Krzywdząca jednak byłaby ocena Nieznajomych jako wprawki warsztatowej z uwagi na wspomnianą technikę realizacji, przekonujące portrety szwarccharakterów oraz błyskotliwe momenty fabularne.
Sklep
Forum










