"13 powodów" - recenzja serialu

UWAGA! TEKST ZAWIERA SPOILERY

Bądźmy dla siebie milsi      

13 reasons recenzjaSamobójstwo jest jedną z wiodących przyczyn śmierci we współczesnym świecie, tym bardziej tragicznym, gdy dotyczy ludzi, których życie nie zdążyło się jeszcze na dobre zacząć. Bez względu na okoliczności zawsze zostawia ono w najbliższym otoczeniu niemożliwą do wypełnienia pustkę i dziesiątki pytań – bez szans na odpowiedź. Co popycha młodego człowieka do tak drastycznego działania? Czasami bliscy dowiadują się tego z pożegnalnego listu. Hannah Baker, główna bohaterka serialu Trzynaście powodów, postanowiła pójść o krok dalej.

Człowiek człowiekowi wilkiem

Liceum Liberty High wstrząsa wiadomość o samobójczej śmierci jednej z uczennic. Zanim na dobre ucichnie szum związany z tragicznym wydarzeniem, okazuje się, że po szkole krąży paczka, którą Hannah (Katherine Langford) przygotowała tuż przed wcieleniem w życie dramatycznego planu. Pewnego dnia nietypowy łańcuszek dociera do Claya Jensena (Dylan Minnette). W pudełku po butach znajduje on siedem kaset magnetofonowych i mapkę. Zasady gry są proste – słuchasz i podajesz dalej. Trzynaście nagrań, trzynaście powodów stojących za rozpaczliwą decyzją.

Tak też przedstawia się kompozycyjna klamra sezonu. Jeden odcinek to jedna taśma zawierająca opowieść poświęconą jednej z osób, które w różny sposób przyczyniły się do przykrego finału. Zaczyna się niewinnie – po szkole zaczyna krążyć plotka, w wyniku której dziewczynie przyklejona zostaje niewybredna łatka, a głupawy ranking rzuca cień na zażyłą znajomość pomiędzy Hanną a jej najbliższą przyjaciółką Jessicą (Alisha Boe). Niby nic wielkiego – chciałoby się rzec, że to smutna codzienność większości nastolatków. Jednak im dalej w las, tym mroczniej, a niefortunne w gruncie rzeczy wydarzenia coraz bardziej przekraczają subtelną granicę między szczeniacką złośliwością a, wybaczcie dosadność, prawdziwym skurwysyństwem. Kolejne powody toczą się niczym śnieżna kula, stopniowo eskalując przemoc i wbijając kolejne gwoździe do trumny nastolatki. Oczywiście jest to narracja w stu procentach subiektywna, o czym świadczą drobne szczegóły (jak chociażby liścik, który dziewczyna napisała do Zacha, a który ten w jej opowieści ostentacyjnie wyrzucił, co okazało się nieprawdą). Kategoria prawdy jako takiej w Trzynastu powodach nie istnieje – istnieją jedynie poszczególne prawdy różnych stron.

13 powodów recenzja

Retrospekcje związane z opowieściami Hanny płynnie przeplatają się z teraźniejszością Liberty High i bezimiennego miasteczka. Tak jak przeszłość widzimy oczami denatki, współczesność poznajemy przede wszystkim z perspektywy Claya. Drobne zmiany wskazują na nieuchronny upływ czasu - szafkę zmarłej dziewczyny przejmuje nowa uczennica, na ścianach pojawiają się nowe plakaty, ze ścian toalet znikają obelżywe napisy. Kolejni uczniowie wracają do normalnego rytmu. Dla Claya jednak czas jakby zatrzymał się w miejscu. Chłopak balansuje na granicy jawy, nostalgicznych wspomnień i snu, czy też – w tym przypadku – piekielnie smutnego koszmaru. Po pewnym czasie postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i wymierzyć – przynajmniej w swoim mniemaniu – namiastkę sprawiedliwości. Jak się zresztą okazuje, nie on jeden.

Efekt motyla

Poszczególne płaszczyzny nietrudno odróżnić. Dwie osie czasu są od siebie oddzielone prostym zabiegiem - przeszłość utrzymana jest w ciepłych tonach, podczas gdy teraźniejszość pokolorowano chłodnymi błękitami i szarościami. Dzięki konsekwencji formy nawet sceny, w których osie przeplatają się w ramach jednego kadru, są łatwe do rozpoznania. Poza praktycznym wymiarem tego triku zastosowanie kolorów ma także wymiar symboliczny – Hannah była jak promyk słońca w życiu otaczających ją ludzi, więc gdy jej zabrakło, także świat wydaje się tego słońca pozbawiony.

Trzynaście powodów to realizacyjny majstersztyk. O ile narracja chwilami kuleje, a niektóre opowieści wydają się wydumane i przesadnie udramatyzowane, do technicznej warstwy serialu nie sposób się przyczepić. Klimatyczne zdjęcia i znakomicie dobrana muzyka tworzą intrygującą, miejscami nostalgiczną atmosferę, w którą warto się zanurzyć, odkrywając kolejne warstwy historii Hanny Baker.

Największy ciężar spoczął na barkach młodziutkiej obsady. W większości nieopierzeni jeszcze aktorzy poradzili sobie śpiewająco. Nie tylko główni bohaterowie – odgrywani przez Katherine Langford i Dylana Minnette - ale przede wszystkim drugi plan obfitujący w osobistości i osobliwości. Wielkie brawa należą się Brandonowi Flynnowi, który przeniósł na ekran trudną, wielowymiarową postać Justina Foleya – członka kliki popularnych dzieciaków, kapitana drużyny koszykarskiej, a zarazem chłopaka z domu patologicznego, syna narkomanki. Aż trudno uwierzyć, że to dopiero druga rola w karierze 23-letniego aktora. Działa to jednak na korzyść narracji – świeże, „nieopatrzone” jeszcze twarze pozwalają całkowicie skupić się na historii. Za to wielki plus.

13 reasons why recenzja

Ku przestrodze

Trzynaście powodów porusza istotną kwestię – samobójstwa wśród młodzieży to problem niezaprzeczalnie aktualny. Serial Briana Yorkeya zabiera mocny głos w dyskusji pokazując, jaki wpływ na otoczenie ma tak radykalne posunięcie. Niestety, społeczny aspekt opowieści rozmyty został przez kryminalną wręcz otoczkę. Grupa osób, których dotyczą taśmy Hanny, błyskawicznie porzuca tryb żałoby, włączając w jego miejsce tryb cynicznej intrygi. Lwią część czasu ekranowego zajmuje właśnie owo knucie, mające na celu powstrzymanie Claya w jego dążeniu do prawdy. To najsłabszy element serialu.

Tam, gdzie jednak mamy do czynienia z ukazywaniem psychiki poszczególnych postaci i tego, jak radzą sobie z utratą bliskiej osoby (wraz ze wszelkimi tego konsekwencjami), dzieło wzbija się na wyżyny. Najbardziej sugestywne wydają się sceny ukazujące pominiętych w powieści Ashera rodziców Hanny (świetne role Kate Walsh i Briana d’Arcy’ego Jamesa). To oni jako jedyni pozostawieni zostali bez żadnych odpowiedzi. Patrzenie, jak mimo to próbują radzić sobie z prozą codzienności boli – a codzienność Bakerów okazuje się nadzwyczaj okrutna.

Trzynaście powodów oficjalnie stał się już najpopularniejszą - jak dotąd - produkcją Netflixa. Można się zastanawiać, na ile wpłynęły na to kontrowersje wokół samego tematu, na ile zaangażowanie gwiazdki muzyki pop, Seleny Gomez, a na ile sama jakość produkcji. To jednak nieistotne. Mimo swoich wad serial jest ważnym głosem w dyskusji – choćby dlatego warto po niego sięgnąć. I podać dalej.

Korekta: Marta Kononienko


blog comments powered by Disqus