Recenzja filmu "Lucky Luke na Dzikim Zachodzie"
Lucky Luke to chyba najsłynniejszy komiksowy kowboj na świecie. Nie dziwne więc, że co jakiś czas wraca również na ekrany kin w kolejnych odsłonach. Wystąpił już w Lucky Luke. Miasteczko Daisy (1971), Dzielny szeryf Lucky Luke (1974) i w Balladzie o Daltonach (1978). Teraz, po 30 latach powraca w niezmienionej, wciąż dwuwymiarowej postaci, choć przy subtelnym akompaniamencie grafiki komputerowej.
Fabuła jest prościutka. Bracia Daltonowie po serii napadów na banki w Nowym Jorku ukrywają worki z pieniędzmi w opuszczonym wozie. Gdy później wracają po łup, okazuje się, iż w tym właśnie miejscu rozbili obóz imigranci zza oceanu. Wszędzie stoją jednakowe wozy. Kiedy zjawia się Lucky Luke w celu aresztowania zbirów, Daltonowie wrabiają go w eskortowanie cudzoziemców przez całe Stany. Z początku niechętny temu kowboj zmienia zdanie, gdy okazuje, że przybysze kupili znajdujące się po drugiej stronie kontynentu działki od oszusta. Jeśli nie zdążą do nich dotrzeć w ciągu 80 dni stracą grunty i zaliczki. Jedynym sposobem zapobiegnięcia temu jest podróż najkrótszą, ale i najniebezpieczniejszą trasą. By zyskać na czasie, Lucky Luke zabiera ze sobą Daltonów, co jest im na rękę, bo będą mieli 80 dni na przeszukanie wszystkich wozów i odnalezienie łupu!
Po tym całym wstępie następuje już tylko dotarcie od punktu A do punktu B. Zajmuje ono jednak większość filmu i jest sposobem na całą masę zabaw z samym medium animacji.
Sekwencja tytułowa utrzymana w jazzowym stylu, znanym chociażby z czołówek Różowej Pantery, już sugeruje, że czeka nas coś niekonwencjonalnego. I faktycznie. Co chwilę uczestniczymy w kolejnej postmodernistycznej grze serwowanej przez twórców. W sklepie z bronią widać na półkach rakiety i czołgi. Pościg za Daltonami przypomina grę komputerową poprzez widok w rzucie izometrycznym lub z góry, jak w starych strzelaninach kosmicznych. Sama scena pościgu pełna jest odwołań do innych dzieł - już po chwili tramwaje, którymi odbywa się pościg, wjeżdżają na dachy, po których skaczą jak w słynnej scenie z filmu Bullitt z McQueenem. Wreszcie pojazd Daltonów wystrzeliwuje w kosmos, unosząc się pośród gwiazd przy akompaniamencie walca Nad pięknym modrym Dunajem, niczym stacja w Kosmicznej Odysei 2001.
Jest tu też miejsce na zabawę konwencjami superbohaterskimi. Niczym Superman Lucky Luke wskakuje do budki telefonicznej, gdzie zmienia frak na znany wszystkim strój kowboja. Chwilę potem pędzący na rumaku przez ulice miasta bohater zostaje zatrzymany przez policjanta, który wypisuje mu mandat i tłumaczy właściwe przepisy drogowe, podczas gdy Daltonowie sieją spustoszenie.
W opozycji do wyrafinowanej gry konwencjami jest humor adresowany do dzieci. Film epatuje scenami komediowej przemocy i stereotypów w stylu: Azjata ze śmiesznym akcentem lub naiwny Słowianin kontra przedsiębiorczy Amerykanin.
Jest też kilka aluzji do niedziecięcych motywów, jak mowa o fajce pokoju (która się nie pojawia, bo Indianie przerzucili się na łatki nikotynowe), albo o mężach wymykających się nocą na małe tete-a-tete z kobietami z saloonu, które w pewnym momencie dołączają do karawany. Jednakże nie są to sceny, podczas których rodzic musi zasłaniać dziecku oczy, czy uszy.
Tłumaczenie jest świetne, pełne dowcipnych gier słownych. Jednakże, to co może być problematyczne, to szybkostrzelna mowa filmowych postaci. Widocznie skończyły się czasy Króla Lwa, czy Pięknej i Bestii. Teraz wraz z teledyskowym charakterem samego filmu, również kwestie mówione uległy przyspieszeniu, co może utrudniać odbiór najmłodszym, jak i najstarszym widzom.
Aktorzy podkładający głos wspominali w wywiadach o tym, że to historia o dobrym kowboju. Kłopot w tym, że tak jak w filmie z aktorami, wyświetlanym u nas w 2005 r., Lucky Luke jest właściwie tłem dla igraszek Daltonów. Jest jak wielki brat, który czuwa, by rzeczy nie wymknęły się z pod kontroli. Trudno chyba będzie się dzieciom utożsamiać z tak nieokreślonym bohaterem, zwłaszcza gdy bracia Daltonowie wciąż tryskają pomysłami, które mogą zaimponować małym urwisom.
Jeśli, drogi rodzicu, szukasz dla swej pociechy klarownej historii oscylującej wokół pozytywnego bohatera, może warto się zastanowić, czy ten film będzie najtrafniejszym wyborem. Z kolei, jeśli szukasz szalonej, pełnej cytatów, gagów i akcji eklektycznej przygody dla siebie i dziecka, Lucky Luke na Dzikim Zachodzie powinien jej Wam w pełni dostarczyć.
Sklep
Forum











