"Trolle" - recenzja wydania DVD animacji

Autor: Mateusz Michałek
Korekta: Aleksandra Wierzbińska
20 kwietnia 2017

Tylko Gargamela zabrakło…

DreamWorks, w przeciwieństwie do Pixara, zazwyczaj był szalenie kreatywny w doborze bohaterów swoich animacji (np. ogry, pandy, smoki oraz zwierzaki z ZOO),  którzy zazwyczaj byli klasycznymi antybohaterami, obdarzonymi charakterystycznym poczuciem humoru. Wygląda na to, że podobnie miało być z najnowszym dzieckiem wytwórni – Trollami. Czy dorównały Shrekowi, Madagaskarowi oraz Jak wytresować smoka?

Tytułowe Trolle to pełne radości życia, rozśpiewane stworki. Obdarzone są bajecznie kolorowymi włosami. Wyjątkowym entuzjazmem wyróżnia się Poppy (księżniczka), a jej beztroskość udziela się wszystkim dookoła. Jej przeciwieństwem jest natomiast Mruk – odludek, uważający, że wszystkim grozi wielkie niebezpieczeństwo. Jego przepowiednie spełniają się, gdy drogę do wioski odnajdują Bergeni, odwieczni wrogowie Trolli (kolorowe stworki są dla nich przysmakiem), którzy porywają najlepszych przyjaciół Poppy. Bohaterka wraz z Mrukiem postanawia wyruszyć im na pomoc…

Animacje Dream Works wyróżniały się na tle konkurencji, ponieważ ich twórcy zauważyli, że dzieci oglądają bajki ze swoimi rodzicami i warto dostarczyć rozrywkę również zdecydowanie starszym widzom. Nasze pociechy otrzymywały zatem piękne, uniwersalne i ponadczasowe historie, natomiast ich opiekunowie śmiali się z kolejnych popkulturowych nawiązań oraz przezabawnych, często bardzo mocnych żartów. Tego wszystkiego zabrakło jednak w Trollach, które poza całkiem ciekawie nakreślonymi postaciami stanowią kalkę poprzednich produkcji wytwórni. Na ekranie ponownie oglądamy ponurego ogra, przepraszam, trolla – Mruka, równie zabawnego, radosnego i entuzjastycznie nastawionego do świata, co Smerf Maruda. Porównanie do kultowego komiksu Peyo i legendarnej animacji jest zbyt oczywiste. W przypadku obu produkcji obserwujemy niemal idylliczną wioskę, charakterystycznych protagonistów będących alegorią ludzkich charakterów oraz nikczemników, którzy chcieliby zabawić się w Magdę Gessler i przygotować posiłek z małych stworków. Szczerze powiedziawszy,Trolle tak mocno inspirowane są Smerfami, że momentami z niepokojem będziemy wyczekiwać pojawienia się Gargamela.

Twórcy wnieśli jednak do swojej produkcji pewien powiew świeżości,  który widoczny jest wideologii hipisów oraz w fantastycznym doborze piosenek, przybliżających animację do musicalu. Warto zauważyć, że kolejne utwory zostały całkiem zgrabnie wplecione w scenariusz, dzięki czemu na ekranie obserwujemy przyjemną i rozśpiewaną historię Poppy oraz Mruka (przypominającą produkcję Gnomeo i Julia). Niestety, Trolle to produkcja nastawiona na młodszego odbiorcę. Szalenie kolorowa, urzekająca strona wizualna oraz nieco zbyt banalna i uproszczona fabuła całkowicie „wypchnęły” z obrazu poczucie humoru.

Jeśli jeszcze macie wątpliwości, co do tego, do kogo skierowana jest animacja Mitchella, to rozwiewa je wydanie DVD produkcji. Dystrybutor zadbał o nasze dzieci, dzięki czemu w booklecie znalazły się kolorowanki oraz inne rozwojowe łamigłówki, stanowiące dodatkową rozrywkę dla naszych pociech. Zawodzi natomiast menu przygotowane w języku angielskim. Dystrybutor zapewne zapomniał, że spora część dzieciaków, będących odbiorcami animacji, nie zna w wystarczającym stopniu angielskiego, aby samodzielnie włączyć Trolle.

Na płycie znalazły się również materiały dodatkowe w postaci specjalnej wersji filmu z opcją karaoke (ponownie w języku angielskim, czyżby na przekór Brexitowi?), teledyskami, kuchnią filmową oraz scenami niewykorzystanymi w obrazie.

Warto bliżej przyjrzeć się kuchni filmowej, a przede wszystkim dwóm dodatkom: The pation for slowmation oraz Jak się tworzy magię Trolli, które przybliżają widzowi istotny wpływ techniki scrapbookingu (pozwalającej na tworzenie swoich własnych fan-artów oraz szkiców fabularnych) na kreowanie niezwykłego świata bohaterów. Z pozostałych dodatków dowiemy się także o nietypowych inspiracjach przy tworzeniu Trolli (dzieci lasu z filcu  i żelek) oraz kolejnych etapach tworzenia produkcji, takich jak wstępne dopasowanie wymiarów bohaterów do filmowej scenografii. Sceny niewykorzystane produkcji zdają się natomiast potwierdzać, że twórcy animacji podjęli słuszne decyzje montażowe.

Trollom równie blisko do kultowych produkcji wytwórni DreamWorks Animation, co narodowcom do tolerancji i empatii, jednak to całkiem lekka, przyjemna i rozśpiewana propozycja dla młodszych widzów. Niestety, produkcja Mitchella ma niewiele do zaoferowania „starszakom”, którzy mogą czuć się nieco znużeni sielankową i wtórną fabułą, a przede wszystkim brakiem sarkastycznego poczucia humoru. Niemniej jeśli macie dzieci, to sugeruję już teraz zaopatrzyć się w wydanie DVD Trolli. Obiecuję, że płyta pomoże Wam przetrwać trudne poranki.



blog comments powered by Disqus