"Wołyń" - recenzja wydania Blu-ray

Autor: Korni
Korekta: Marta Kononienko
6 czerwca 2017

Kolejne spotkanie z niechlubna historia

Wojciech Smarzowski to bez wątpienia jeden z najlepszych polskich reżyserów ostatnich lat. Wobec jego produkcji nie możemy przejść obojętnie – filmy reżysera pozostają na długo w naszej pamięci. Po raz kolejny przyszło mi się zmierzyć z jednym z najmocniejszych obrazów polskiego kina, jakim jest nagradzany wielokrotnie Wołyń. Czy film robi tak samo mocne wrażenie na małym, jak i na dużym ekranie?

Smarzowski serwuje nam przerażająco realistyczny obraz rzezi z lat 1943-44, którego główną bohaterką jest Zosia (Michalina Łabacz). Losy jej rodzinnego i miłosnego życia wprowadzają nas w przemilczaną kartę polskiej historii. Od poznania młodego Ukraińca (Vasili Vasylyk), przez ślub Zosi z sołtysem (Arkadiusz Jakubik), aż do pojawienia się w jej życiu konspiranta AK (Adrian Zaremba) wiemy, że żaden z tych wątków nie skończy się dobrze. Historia pogromu Polaków opowiedziana oczami Polki zaczyna się od wspaniałego otwarcia, jakim jest wesele. W pozornej szczęśliwości od początku odczuwamy narastającą atmosferę zakłamania. Nienawiść rozprzestrzenia się po wiosce w zastraszającym tempie, a najmniejsze sąsiedzkie waśnie stają się przyczyną przyszłych mordów. 

Praca jaką włożyli twórcy filmu, aby stworzyć klimat ówczesnych Kresów sprawia, że jest to jeden z najlepiej oddanych historycznie obrazów naszej kinematografii. Można nie zgadzać się z emocjami, które dominują w Wołyniu (a są one zdecydowanie patriotyczne), ale odwzorowanie obrzędowości, drobiazgowość scenografii, a nawet posłużenie się spisanym opisem tortur, jakie mieli zadawać Ukraińcy Polakom – wszystko to przełożyło się na niesamowity realizm tego obrazu. Oglądając jedną okrutną scenę za drugą można zastanawiać się jednak, czy pokazywanie takiej brutalności ma jakikolwiek sens. Współczesnemu widzowi nie straszne są już bryzgi krwi, czy rozczłonkowane ciała. Kiedy jednak wydarzenia te dotyczą naszego narodu, czujemy to mocniej. Wizja reżysera wspiera antyukraińskie odczucia, o czym świadczy fala krytyki skierowana w stronę osób o tejże narodowości jaka rozlała się po premierze filmu. Mimo to twórcy skłaniają nas także do zastanowienia się nie tyle nad przeszłością, co nad przyszłością człowieczeństwa.

Dwupłytowa limitowana edycja wydania Blu-ray zawiera wersję kinową i festiwalową filmu. Ta druga nie była pokazywana w polskich kinach i trwa kilkanaście minut krócej od wersji kinowej. Menu płyt jest przejrzyste, a w tle mamy powielony obrazek, który gości na okładce wydania. Oprócz standardu, jakim jest wersja z angielskimi napisami, dostajemy bogaty wybór dodatków: zwiastun, kulisy powstawania produkcji, zdjęcia z planu oraz making of sceny bitewnej z Wołynia. Wywiady z reżyserem, aktorami, a także historykami, które możemy obejrzeć w kulisach, pozwalają na dokładniejsze poznanie tła tworzenia produkcji, a także na zyskanie dystansu do tej filmowej interpretacji. W dodatkach otrzymujemy jeszcze wywiady, zatytułowane Pojednanie, w których poznajemy polsko-ukraińskie pary i ich wrażenia po obejrzeniu filmu Smarzowskiego.

Wołyń nie traci na odbiorze, nawet jeśli oglądamy go z perspektywy domowej kanapy. Nie ma bowiem możliwości, żebyśmy zignorowali eskalację przemocy, z jaką spotykamy się podczas seansu, ani nie docenili rozmachu, z jakim film został nakręcony. Mimo emocjonalnego naładowania produkcji, po którejś makabrycznej scenie mamy prawo czuć się lekko znużeni. Epatowanie przemocą i zbyt duży bagaż emocjonalny, jaki serwuje nam Smarzowski, nie jest odpowiedni dla każdego widza. Pławienie się w tragediach narodowych, rozsmakowanie w przemocy – to możemy oglądać na co dzień włączając dowolne telewizyjne wiadomości. Mimo to Wołyń jest obrazem obowiązkowym, który ma coś ważnego do powiedzenia nie tylko dla Polaka, ale dla każdego wielbiciela kina. 



blog comments powered by Disqus