Frekwencyjny sukces
Pierwszy Festiwal Filmów Rosyjskich "Sputnik nad Warszawą" w Kinotece był pierwszą od wielu lat (po zapomnianym epizodzie DKF UW w dawnym RONiK-u przy ul. Foksal) imprezą propagującą kino ze Wschodu. Zainteresowanie przerosło oczekiwania, co wymusiło dodatkowe pokazy dla widzów spragnionych rosyjskich filmów, nadal rzadko obecnych w kinach i na DVD.
Rosjanie mają się kim i czym pochwalić. Po latach zastoju dzieła nowych "gorących" nazwisk rosyjskiej X Muzy elektryzują fanów kina artystycznego: Bałabanow, Rogożkin, Sokurow, jak i sensacyjnego – Bodrow, Bondarczuk, Bekmambetow. Nie oznacza to Łungin, Wyrypajew, czy Czuchraj są gorsi, bo wymienieni dopiero w kolejnym zdaniu.
Pierwszym z obejrzanych filmów na festiwalu był dramat 72 metry Władimira Chotinienki, który potwierdza znakomitą kondycję kina rosyjskiego. Dość trudno jest zdefiniować tę fabułę, która zawiera w sobie elementy typowej opowieści na pokładzie okrętu podwodnego (submarine movie) w dodatku wyszydzającej porządki w rosyjskiej flocie. Doskonałą zabawę serwuje mało znany w Polsce reżyser, inteligentnie rozwijający tradycję podwodniackiego kina akcji, ale interpretujący ten gatunek całkiem świeżo. Wykorzystanie estetyki komediowej, skonfrontowanej z dramatyczną sytuacją na tytułowej głębokości to novum. Widz musi skonfrontować swoje wspomnienia z pamiętnej tragedii marynarzy "Kurska" z wyraźnie śmiesznymi elementami. Zaprezentowanie marynarzy jako swojskiego towarzystwa, uczłowieczyło rosyjskich mużyków, niepewnych dnia jutrzejszego na pokładach swych okrętów.
Ledwie zasygnalizowana obecność Floty Czarnomorskiej w 72 metrach została zrekompensowana przez Pawła Czuchraja. Ten reżyser Kierowcy dla Wiery umieścił akcję swego filmu w Sewastopolu czyli głównej bazie Floty Czarnomorskiej. Czasy tylko są nieco inne, bo koncentrują się na luksusowym świecie generalicji sowieckiej w latach 60. Tytułowa Wiera to rozkapryszona córka bardzo ważnego dowódcy, obracająca się w towarzystwie podobnych sobie dziewcząt. Wszystko do czasu, gdy poznaje nowego kierowcy limuzyny. Nastrój czasów chruszczowowskiej odwilży został wiernie odtworzony, a szlagiery komunistycznego popu wzruszają i dziś.
Ogromnie oczekiwanym wyzwaniem miał być drugi film Andrieja Zwiagincewa. Fenomenalny debiut Powrót zachwycał na całym świecie. Podobnie jak jego druga fabuła Wygnanie. Reżyserowi ponownie udało się zachować uniwersalny charakter dramatu, poprzez zdjęcia w charakterystycznych lokalizacjach oraz problematykę tożsamą dla rodzin pod każdą szerokością geograficzną. Zwiagincew udowodnił swym kolejnym dziełem, że nie jest twórcą jednego filmu.
Tym razem Zwiagincew poświęcił fabułę brakowi miłości w małżeństwie, prowadzącemu do nieodwracalnych następstw między małżonkami. Tragizm wyborów w Wygnaniu podkreśla człowieczą nieumiejętność posługiwania się wolną wolą. Film mocno wspierały zdjęcia autorstwa operatora obrazu Michaiła Kriczmana. Dzięki jego kadrom, utrzymanym w ciemnej kolorystyce, fabuła zyskiwała na opowiadaniu z dramatycznymi punktami zwrotnymi.
Kto nie zobaczył na festiwalu superprodukcji kazachskiej Koczownik nie powinien się zamartwiać. Po prostu ta odpowiedź Kazachstanu na Borata została wydana na DVD przez Monolith po tytułem "Nomad". Te ciekawe kino historyczne przypomina o czasach świetności kazachskich koczowników, jednoczonych przez tytułowego bohatera. Rozmach fabuły był możliwy, dzięki zaangażowaniu Siergieja Bodrowa i Ivana Passera.
Wiele pokazywanych nowych filmów rosyjskich było wcześniej wyświetlanych na ekranach kin polskich, czego dowodem Rosyjska arka Sokurowa, Euforia Wyrypajewa, obie Straże Bekmambetowa, czy 9 kompania Bondarczuka. Wcześniejsze arcydzieła sowieckiego kina również gromadziły tłumy na projekcjach. Wielogodzinny fresk biograficzny Andriej Rublow czy Dziecko wojny Tarkowskiego miały nawet dodatkowe seanse. Do dziś sceny z ubłoconymi butami pozostają rozbrajające w Moskwa nie wierzy łzom. Pokazy oscarowego triumfu Mieńszowa bez problemy zdobywały publiczność, nadal urzeczoną filmem, podobnie jak to miało miejsce przed trzema dekadami.
Organizatorzy zaproponowali w programie festiwalu modną obecnie formułę tworzenia "na żywo" ścieżek muzycznych do filmów niemych z wykorzystaniem elektronicznego oraz klasycznego instrumentarium. Znakomita pianistka Lena Ledoff improwizując z Brychem wypełniałą brzmieniem sowiecki s-f Aelita Protozanowa. Ten niemy film z 1924 roku pozostaje na długo w pamięci, gdyż opowiada o słusznej walce o Związek Socjalistycznych Republik Marsa (sic!). A wszystko to było możliwe za sprawą żarliwego bolszewika. Pasimoto Kwintet uzupełniał muzycznie innego rewolucyjnego klasyka wyreżyserowanego przez Wsiewołoda Pudowkina – Burza nad Azją. Tym razem film ukazywał rewolucyjny zryw ludów stepowych skierowany przeciwko białym wyzyskiwaczom. Natomiast przełomowi w rewolucji 1905 roku był poświęcony Pancernik Potiomkin z Floty Czarnomorskiej. Legendarne dzieło Siergieja Eisensteina pulsowało nowatorstwem narracji, dzięki dodatkowemu wzbogaceniu przez elektorniczne kompozycje Rh+.
Organizatorom należą się ogromne słowa podziękowania za propagowanie cudownego kina rosyjskiego, a Polakom zachęta, aby starali się zapomnieć lata upokorzeń sowieckimi produkcyjniakami. Pozwoli to na łatwiejsze (a nie odświętne) poznawanie filmowych propozycji współczesnej Rosji. Oby rosyjska X Muza częściej witała na na ekranach kin polskich.
Sklep
Forum










